Gdy tylko Justin wyszedł udałam się do łazienki, żeby wziąć
długi prysznic. Zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Spojrzałam na
swój brzuch i zobaczyłam 2 ogromne siniaki wszystkich kolorów tęczy. Wyglądało to
okropnie. Odwróciłam wzrok od tego nieprzyjemnego widoku i odkręciłam wodę. Strumień
gorącej wody zmywał ze mnie wszystkie niepotrzebne myśli i przynosił pewnego
rodzaju ukojenie. Po jakichś 15 minutach wyszłam z pod prysznica i owinęłam się
szybko ręcznikiem. Zebrałam z podłogi ubrania i udałam się z powrotem do
pokoju. Szybko założyłam pidżamę i wgramoliłam się pod kołdrę. Znowu zaatakował
mnie natłok myśli. Nie wiem czy powinniśmy iść jutro do szkoły. Jestem pewna że
ten dupek teraz nie odpuści. I ten czarny samochód. Pewnie to ktoś z jego
,,kolegów” chociaż ja bardziej nazwałabym to gangiem. Skoro mają broń to są bardziej
niebezpieczni niż mogłam przypuszczać. Przeszedł mnie dreszcz, gdy pomyślałam o
tym że mógł by coś zrobić Justinowi albo innym osobom na których zależy mi
bardziej niż na sobie... Powoli zaczęłam odpływać w nieświadomość i już po
chwili zapadłam w niespokojny sen.
Obudziłam się zalana łzami i potem. Śniło mi się to czego
tak bardzo przed snem się obawiałam. Ktoś
skrzywdził w nim z Nathana. Była godzina 5, ale wiedziałam że już nie zasnę. Wstałam
powoli z łóżka i podeszłam do okna odsłonić zasłony. Pierwsze co rzuciło mi się
w oczy to czarny samochód. Cholera! Z szybkością światła z powrotem zasłoniłam okna. Poczułam jak
łzy frustracji napływają mi do oczu. Z całej siły uderzyłam pięścią w ścianę i od
razu poczułam silnie ukłucie pod żebrami. łzy spłynęły mi po policzkach… Tak nie
może być, trzeba to zgłosić na policję. Ogarnęłam się szybko i rękawem wytarłam
łzy, po czym wyjrzałam jeszcze raz przez okno czy samochód ciągle tam stoi. Tak
jak za pierwszym razem już go tam nie było. Postanowiłam że nie pójdę dziś do
szkoły. Byłam załamana fizycznie jak i
psychicznie i nie dałabym rady przesiedzieć w szkole 7 godzin. Podeszłam do
szafki i chwyciłam telefon, po czym szybko napisałam do Justina sms-a.
do: Justin <3
Justin, ja nie dam rady dziś przesiedzieć w szkole 7 godzin. Wszystko mnie i boli i jedyne o czym w tej chwili marzę to wyjechać stąd jak najdalej i wrócić jak już wszystko się uspokoi, więc nie zdziw się jeśli nie spotkasz mnie dziś w szkole.
myślałam co powiedzieć rodzicom, żeby nie kazali mi iść do szkoły. Zdecydowałam się na wersję z ogromnym bólem głowy. Nie spodziewałam się że Jus o tej porze mi odpisze, więc zdziwiłam się kiedy po kilku minutach dostałam od niego odpowiedź.
od: Justin:
rozumiem Cię Emsy. Jeśli nie chcesz iść to ja też nie pójdę. Zabiorę Cię gdzieś dzisiaj, nie będziesz się biła z myślami w domu. Będę na ciebie czekał przed twoim domem za godzinę. Wyrobisz się? Kocham Cię <3
mimo mojego okropnego humoru uśmiechnęłam się na jego słowa. ucieszyłam się też że nie będę musiała zmyślać rodzicom że się źle czuję. Od razu odpisałam że wyrobię się na pewno i będę czekać. Pogoda była dziś również dobijająca. Wyjęłam więc z szafy ciemne rurki i bluzę i szybko się ubrałam. Następnie po cichu udałam się do łazienki. Przeraziło mnie to co ujrzałam w lustrze. Wyglądałam jakbym właśnie wróciła z pogrzebu. Oczy miałam podkrążone i czerwone, włosy odstawały na wszystkie strony i ubrana byłam w ciemne ciuchy. Nachyliłam się nad umywalką i przemyłam twarz, po czym nałożyłam lekki makijaż, żeby wyglądać jak człowiek i związałam włosy w koka. Wyszłam z łazienki i poszłam z powrotem do pokoju. Rozejrzałam się po nim w poszukiwaniu torby, lecz przypomniałam sobie że została ona na dole. Wzięłam więc ze sobą wszystkie potrzebne rzeczy i po cichu zeszłam na dół. Torba leżała obok kanapy, na której wczoraj z Justinem się obściskiwaliśmy, jeśli można to tak nazwać. Rozsiadłam się na niej i włączyłam telewizor i schowałam do torby telefon i słuchawki. Nie miałam pojęcia gdzie Jus chce mnie zabrać więc nie wiedziałam co mam wziąć w torbie było na szczęście kilka książek, więc rodzice nie powinni się domyślić niczego. Wiem że nie powinnam w takim momencie tego robić, ale cieszyłam się że spędzę cały dzień z moim chłopakiem, który jest dla mnie prawie wszystkim. Nie dopuszczałam do siebie myśli że to bagno w którym się znajdujemy jest przez niego, bo był on też moją ucieczką do tego wszystkiego i tylko przy nim czułam się w pełni bezpieczna. Wyszukałam w telewizji jakiś program muzyczny i czekałam aż przyjedzie Justin. Po chwili wstałam jednak i poszłam do kuchni bo mój żołądek głośno domagał się jedzenia. Zrobiłam sobie jakieś kanapki i herbatę po czym wróciłam na kanapę. Gdy piłam herbatę, usłyszałam kroki w przedpokoju a po chwili moja mama pokazała się w pokoju. Na mój widok zdziwiła się.
-dzień dobry, Emily. co dziś tak wcześnie?- odezwała się zaspanym głosem.
-jakoś nie mogłam spać i musze dziś wcześniej wyjść. – odparłam i pociągnęłam łyka herbaty.
-tylko nie kombinuj nic-
-nie będę, ale mogę dziś później wrócić bo muszę wpaść do Jade po lekcjach i wytłumaczyć jej coś z matmy. – zasugerowałam bo nie wiedziałam o której będziemy wracać.
-dobra, dobra. Już widzę jak się będziecie uczyć. A potrzebujesz podwózki do szkoły?
- nie, nie potrzebuję. Jadę z koleżanką- odparłam szybko.
- okej- odpowiedziałam zdziwiona lekko moją reakcją i poszła do kuchni.
-Emily! jakiś czarny samochód podjechał. To pewnie ta twoja koleżanka.- zastygłam na te słowa. Justin nie miał przecież czarnego samochodu. Przynajmniej jeszcze takiego nie widziałam. Po chwili mój telefon zawibrował. Przejechałam palcem po ekranie i kamień spadł mi z serca kiedy zobaczyłam wiadomość od Justina że już czeka pod moim domem. Pożegnałam się szybko z mamą i wyszłam na dwór. Powitała mnie fala chłodnego powietrza. Podeszłam do samochodu i wsiadłam na miejsce pasażera.
-cześć, skarbie- powitał mnie cudowny głos Justina.
-hej- odparłam krótko i pochyliłam się żeby dać mu szybkiego buziaka w usta.- to gdzie mnie zabierasz?
-zobaczysz- uśmiechnął się tajemniczo po czym odjechał spod mojego domu. Przejeżdżaliśmy przez miejsca których w życiu na oczy nie widziałam, ale podobało mi się. Jechaliśmy jakąś godzinę, rozmawiając o wszystkim co ślina przyniosła nam na język. Spojrzałam się zdziwiona na chłopaka który wjechał właśnie do lasu. On tylko uśmiechnął się złośliwie i jechał dalej. Pogoda się teraz znacznie zmieniła i promienie słoneczne przebijały się przez gałęzie drzew i wpadały do samochodu. Po kilku minutach jazdy przez las, droga przeznaczona dla samochodu zniknęła i w tym momencie Jus się zatrzymał. Wysiadł z samochodu i już po chwili otwierał drzwi z mojej strony. Wysiadłam i spojrzałam na niego wyczekująco.
- musimy się jeszcze trochę przejść, nie masz nic przeciwko prawda?- uśmiechnął się słodko i chwycił mnie za rękę. Wplotłam moje palce w jego i skinęłam głową, pokazując że możemy iść. Szliśmy w ciszy, zaciągając się świeżym powietrzem. Po chwili doszliśmy do niewielkiej polanki, na której widok zaparło mi dech w piersiach. Po środku stał niewielki drewniany domek z balkonem a na nim duża huśtawka i obok niej hamak. Słońce świeciło tu mocniej, oświetlając całe to cudowne miejsce. Niedaleko znajdywało się jeziorko wokół którego rosły kolorowe kwiaty.
-podoba ci się?- wyszeptał mi do ucha Justin i objął mnie w talii.
-tu jest cudownie. Co to za miejsce?
-kiedyś był to ,,domek letniskowy” moich rodziców, przyjeżdżaliśmy tutaj zawsze w wakacje i długie weekendy. Nie byłem tutaj odkąd … odkąd wyrzucili mnie z domu- tą końcówkę wypowiedział znacznie ciszej. Nie wiedziałam że jego rodzice wyrzucili go z domu. Kiedyś mówił mi że ciągle się z nimi kłócił i grozili mu tym, ale nie wiedziałam że naprawdę są do tego zdolni.
-przykro mi Justin- odpowiedziałam ze współczuciem i odwróciłam się tak żeby stać z nim twarzą w twarz. Zarzuciłam mu ręce na ramiona i wpatrywaliśmy się w siebie przez chwilę. Jego oczy wypełnione były smutkiem, leczo chwili się cały jego smutek się ulotnił i szybko musnął moje usta, po czym zwinnie wziął mnie na ręce jak pannę młodą i zaczął iść w stronę domku. Gdy doszliśmy pod drzwi chłopak delikatnie postawił mnie na ziemi i sprawdził czy drzwi są otwarte. O dziwo były. Otworzył je dla mnie i zaczekał aż wejdę, po czym wszedł za mną. Rozejrzałam się po domku. Było bardzo przytulnie. Na wprost od drzwi wejściowych stały kanapy obite brązową skórą, która kolorem pasowała do drewnianych ścian, w rogu pokoju znajdował się niewielki kominek a obok niego niewielki telewizor. Na ścianach wisiały najróżniejsze obrazy, namalowane ciepłymi barwami. Po lewej stronie znajdowały się drzwi, za którymi musiała znajdować się sypialnia. Odwróciłam się i spojrzałam na uśmiechającego się Justina. Wyciągnął w moją stronę rękę którą natychmiast chwyciłam i skończył oprowadzać mnie po domku.
-Emily, powinnaś się chyba przebrać bo w tej bluzie musi ci być gorąco prawda? jak chcesz to w sypialni w szafce powinnaś znaleźć jakieś koszulki na rękawek, więc pójdź się przebrać a ja zrobię coś do picia. Udałam się do sypialni i przeszukałam szybko zawartość szafki po czym wybrałam jakąś luźną koszulkę Justina i szybko się w nią przebrałam. Poszłam z powrotem do kuchni i usiadłam na krześle czekając aż Justin skończy robić kakao. gdy już usiadł obok mnie przerwałam panującą ciszę.
- więc co będziemy tutaj robić przez cały dzień?
-no wiesz… - poruszył znacząco brwiami na co ja skarciłam go wzrokiem.- tak na serio to nie przewidziałem niczego konkretnego, ale ważne że jesteśmy tu razem prawda? Z daleka od wszystkich nieprzyjemnych rzeczy… i ludzi. – dodał i przysunął się bliżej mnie.
-masz jakieś filmy?- zapytałam
-oczywiście że tak. Zaraz coś wybierzemy.-
gdy skończyliśmy pić kakao udaliśmy się do salonu, gdzie ja rozsiadłam się na kanapie a Jus zaczął przebierać wszystkie płyty w poszukiwaniu jakiegoś pasującego mi filmu. W końcu wybraliśmy jakiś horror. Justin szybko dosiadł się do mnie i otoczył mnie swoim ramieniem. Wtuliłam się w jego tors i nie skupiałam zbytniej uwagi na filmie. Było wcześniej lecz po męczącej nocy i tak wczesnej pobudce, moje powieki zrobiły się ciężkie i po chwili zapadłam w drzemkę …
---------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3
przepraszam że rozdział tak późno i taki krótki, ale w tygodniu miałam teraz masę popraw i jeszcze znowu miałam skoki ciśnienia i prawie wylądowałam w szpitalu przez zawroty głowy więc nie miałam kiedy i jak tego napisać. Następny będzie o wiele ciekawszy, ale teraz nie było mnie stać na nic więcej. Jeszcze raz PRZEPRASZAM… :/ i jeszcze jak zwykle chcę wam podziękować za komentarze, jesteście cudowni. Następny rozdział dodam za tydzień w sobotę lub piątek, bo będzie to rozdział specjalny za 3000 wyświetleń <3 :P JEŚLI KTOŚ CHCIAŁBY BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH TO NIECH ZOSTAWI W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ Z TWITTERA <3
DFHDSFKDHFKDHF SUPER ROZDZIAŁ ♥
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, ze juz lepiej sie czujesz...:*
OdpowiedzUsuńRozdzial wbrew temu co pisalas ze nie stac cie na nuc wiecej jest wspanialy, tak samo jak autorka- jestes cudowna! zycze ci wiele wiele zdrowia i mnostwa weny, sweety:*:* @dianee2805
ahhahafsyfadswhbuycr3nh87ht2uyfhyan8dihqdaex KOCHAM CIE <3 teraz nie jestem @nataliastozek tylko @0_kidraulh_0
OdpowiedzUsuńJezu zajebisty i love you sooo much jesteś nieziemska i tak samo piszesz plisss informuj mnie o kolejnych rozdziałach @Styllesowa
OdpowiedzUsuń