wtorek, 30 kwietnia 2013

8 rozdział


Gdy się rano obudziłam, od razu wymalowały się w mojej głowie obrazy z poprzedniego wieczoru. Leżałam, albo raczej leżeliśmy z Justinem przytuleni do siebie. Nie wierzę że to powiem ale podobało mi się to. Próbowałam się podnieść i postanowiłam że nie będę go budzić i tym razem to ja przyniosę mu śniadanie. Chciałam wstać, lecz gdy tylko się ruszyłam ramiona Justina automatycznie zacisnęły się mocniej. Uśmiechnęłam się lecz nie dałam za wygraną i lekko wyszarpnęłam się z jego uścisku. Ten od razu odwrócił się i przytulił się do poduszki. Wyglądał jak małe dziecko. Stanęłam na podłogę, lecz gdy tylko  to się stało jęknęłam z bólu i spojrzałam na swoją stopę. Nawet pod bandażem było widać że jest strasznie spuchnięta. Moje jęknięcie obudziło Justina i zaspanymi oczami spojrzał na mnie i chyba też dopiero po chwili przypomniał sobie wszystkie wczorajsze wydarzenia.
-co ty robisz? – zapytał zachrypniętym ale seksownym głosem. Boże, co się ze mną dzieje!?
- próbowałam wstać i iść po śniadanie, ale moja noga…- powiedziałam i skrzywiłam się.
-zostań tu i się przebierz, a ja Ci coś przyniosę.- odparł, po czym wstał i skierował się do łazienki. Po chwili wyszedł z niej w samych bokserkach,  a mnie zamurowało. Podziwiałam jego mięśnie i nie mogłam oderwać od nich wzroku.
-jak chcesz to zrób zdjęcie, zostanie na dłużej-zaśmiał się i sięgnął do szafki po jakieś ubrania.
-oh, zamknij się Bieber- odpowiedziałam mu i poczułam że się czerwienię.
-wyglądasz słodko jak się zawstydzasz- zaśmiał się po raz kolejny a ja rzuciłam w niego poduszką, która wylądowała na drzwiach, które już zdążył zamknąć. Usłyszałam jeszcze jego śmiech z łazienki. Prychnęłam i pokuśtykałam do szafki żeby wyjąć z niej jakieś ubrania na dziś. Nie wyobrażałam sobie że  mogłabym  dzisiaj chodzić przez cały dzień i zwiedzać kolejną część miasta, więc wybrałam trochę gorsze rzeczy takie w których mogłabym chodzić po pokoju. Wzięłam zwykłe czarne rurki i bluzę z adidasa po czym zaczęłam zdejmować z siebie ciuchy z wczoraj.
-Nie wchodź tu!- krzyknęłam nagle gdy zobaczyłam że Justin otwierał drzwi żeby wyjść  z łazienki. Ten to ma wyczucie czasu!
-dobra! Masz 30 sekund i wchodzę- powiedział a ja zaczęłam wciągać na siebie swoje spodnie a następnie bluzę. Zdążyłam w ostatnim momencie.
-kurna! Jak mogłem przegapić tą okazję- powiedział Jus udając smutnego.- dobra Emsy, co ci przynieść na śniadanie?- zapytał dopinając jeszcze pasek od spodni.
-cokolwiek. I tak nie wiem czy coś przełknę.- odpowiedziałam i gwałtownie posmutniałam przypominając sobie wczorajsze wydarzenia.
-ej, nie zawracaj sobie nim głowy- powiedział po czym podszedł do mnie i przyciągnął mnie lekko do siebie, tak żebym się do niego przytuliła i wyszeptał mi do ucha- on nie jest tego wart Emily.
potrzebowałam teraz takiego wsparcia jakie on chciał mi dać, więc odwzajemniłam uścisk i trwaliśmy tak kilka minut, każde zatopione w swoich myślach.
-dobra, idę po to śniadanie- powiedział przerywając nasze milczenie. Oderwałam się od niego i  pokuśtykałam do łóżka na którym następnie się położyłam i znowu poczułam napływające łzy. Justin już wyszedł więc mogłam dać im upust. Jestem ciekawa ile to już trwa i czy ktoś jeszcze o tym wie. Po chwili jednak postanowiłam że kończę ze łzami i odegram się na nim. Jeszcze nie wiem jak, ale zrobię to. Znów podniosłam się z łóżka i poszłam powoli do łazienki. Wyglądałam okropnie. Nie zmyty od wczoraj makijaż rozmazany był jeszcze trochę na moich policzkach. Włosy były potargane na wszystkie strony. Wyjęłam ze swojej kosmetyczki tonik do twarzy i lekko ją przetarłam, po czym nałożyłam nowy makijaż, żeby chociaż nie wyglądać jak ziemniak. Następnie rozczesałam porządnie moje włosy, lekko je zwilżyłam i ułożyłam, gdy usłyszałam otwieranie drzwi. Myślałam że Justin wrócił więc wyszłam z łazienki i zdziwiłam się gdy ujrzałam Jade rzucającą mi się na szyję.
-boże Emily, czemu mi nic nie powiedziałaś. Zostałabym z Tobą.- powiedziała z lekkim wyrzutem- ale widzę że Justin się chyba Tobą zajął co???- dodała po chwili patrzenia na mnie i dziwnie się uśmiechnęła.
- bawiłaś się ze wszystkimi więc nie chciałam ci psuć wieczoru. Zresztą nie doszłabym tam nad jezioro z tą moja nogą- odparłam i wskazałam ręką na moją nogę. -  a w ogóle to skąd wiesz co się stało?- zapytałam zdziwiona.
- Justin mi powiedział. On chyba naprawdę się o Ciebie martwi. Teraz poszedł do Romano żeby powiedzieć że nie możesz dziś nigdzie jechać.- powiedziała po czym usiadła na moim łóżku.

-Jade… bo wczoraj był taki moment… on chciał mnie pocałować- zaczęłam się jej niepewnie zwierzać na co ona zrobiła wielkie oczy- a najgorsze jest to że ja chciałam to odwzajemnić. Ja nie wiem co się ze mną dzieje, nie mogę się w nim przecież zakochać kolejny raz. Boję się że zrobi to samo.- dokończyłam i spojrzałam na nią. Siedziała zupełnie osłupiała.
-boże, nie wiem co powiedzieć Em. Chciałabym żebyś znalazła sobie kogoś odpowiedniego, ale nie wiem czy Justin tym kimś jest.
-właśnie wiem, i w tym jest problem Jade. Obiecał że już więcej mnie nie skrzywdzi i praktycznie błagał żebym mu dała kolejną szansę i chciałabym to zrobić ale nie wiem czy potrafię. A nawet jak tak to wątpię żeby wyszło to poza granicę przyjaźni. Mam taki mętlik w głowie że ty sobie nie wyobrażasz- W tym momencie do pokoju wszedł Justin niosący talerz kanapek i herbatę.
-to ja już może pójdę- odezwała się od razu Jade po czym wstała i ruszyła w stronę drzwi.- i pamiętaj masz być cały czas pod telefonem- dodała jeszcze i wyszła z pokoju.
- nie będziesz jeść?- zapytał Jus, gdy ja znowu zatopiłam się w swoich myślach.
- już idę- powiedziałam po czym usiadłam przy stole i zaczęłam pochłaniać kanapki.
- rozmawiałem teraz z Romano i powiedziała że niedługo tu przyjdzie sprawdzić co z twoją nogą i jeśli będzie źle to będziesz musiała zostać w ośrodku. – powiedział na co ja się ucieszyłam bo nie miałam dzisiaj siły nigdzie jechać i łazić. -A ja razem z Tobą- dodał po chwili i uśmiechnął się szeroko.
- mhm, to będzie się działo. Nie wytrzymamy razem całego dnia. Zresztą  ktoś chyba musi pojechać i robić notatki, nie? – zapytałam popijając herbatę.
-Romano powiedziała że odpuści nam ten jeden dzień, lub możemy poprosić kogoś żeby zrobił je za nas, więc o nic się nie martw.
po 5 minutach nauczycielka wparowała do naszego pokoju z apteczką w ręku.
-no więc Emily co się stało?- zaczęła po czym podeszła do mnie unosząc moją nogę w górę.
- wczoraj podczas spaceru nad jeziorem stanęłam na potłuczone szkło i jedna część rozcięła mi skórę i utknęła w nodze.- powiedziałam jej i syknęłam z bólu gdy ta dotknęła rany.
-nie jest to aż tak głębokie rozcięcie, więc wydaję mi się że za kilka dni normalnie będziesz mogła chodzić. Oczywiście jeśli dobrze to opatrzysz. Oczyściłaś wczoraj tą ranę prawda?
- Justin mi pomógł- odpowiedziałam jej. Spojrzała na mnie zdezorientowana. No tak. Przecież jeszcze miesiąc temu nienawidziliśmy się z Jusem.
-dobrze to zostaniecie dzisiaj w ośrodku- zwróciła się do mnie po czym odwróciła głowę w stronę Justina.- a ty masz jej pilnować. Ona nie może dzisiaj w ogóle chodzić, a rana powinna być odkryta, aby się szybciej zagoiła. Masz tego dopilnować, zrozumiano? – zakończyła patrząc na niego.
-oczywiście.- odpowiedział po czym przewrócił oczami.
-zostawiam wam apteczkę z lekami przeciwbólowymi  i innymi mogącymi się przydać rzeczami, a gdybyście czegoś jeszcze potrzebowali do kierownik ośrodka jest w recepcji. nooo,  Więc do widzenia- odparła po czym wyszła z pokoju.
-no więc mamy cały dzień dla siebie- odezwał się Justin i poruszył znacząco brwiami.
-głupi jesteś wiesz?- odpowiedziałam mu po czym ułożyłam się wygodnie w łóżku i planowałam się  jeszcze zdrzemnąć. Wtedy poczułam jak ten rzuca się na łóżko, obok mnie.
-co ty powiedziałaś?- zapytał siląc się na poważny ton lecz mu nie wyszło.
-powiedziałam że jesteś głupi.- odpowiedziałam i spojrzałam w jego brązowe oczy.
-więc nigdy więcej już tak  nie powiesz- odparł po czym zaczął łaskotać mnie. Chciałam się wyrwać lecz jego uścisk był mocniejszy.
-Justin…przestań- krzyknęłam na niego pomiędzy kolejnymi napadami śmiechu.
-najpierw masz mnie przeprosić i powiedzieć że nie jestem głupi tylko najseksowniejszym chłopakiem jakiego widziałaś- odparł i na chwilę przestał mnie łaskotać oczekując że to zrobię.
-hahaha, nie ma mowy.- odpowiedziałam a ten znowu zaczął się nade mną ,,znęcać’’
- kurwa, Justin! Przestań!
-więc przyznaj mi rację- szepnął mi do ucha i nawet na chwilę nie przestał mnie łaskotać.
-dobra! Przyznaję! Ale skończ już!-
-ale ja chcę usłyszeć co przyznajesz- odpowiedział po czym złapał moje ręce i trzymał je nad moją głową.
-przyznaję że jesteś… najseksowniejszym chłopakiem jakiego znam- powiedziałam z westchnięciem, tym samym dając mu świadomość że wygrał.

-widzisz… nie warto się ze mną kłócić. Ja zawsze wygrywam- powiedział nadal trzymając moje ręce.
-mhm, niech ci będzie, ale możesz mnie już puścić- odpowiedziałam i poczułam jak puszcza moje ręce i kładzie się obok mnie. Odwróciłam się w jego stronę i zobaczyłam że on tez na mnie patrzy.
rozpłynęłam się w tych jego oczach. Leżeliśmy tak wpatrzeni w siebie kilka minut kiedy on wreszcie się odezwał.
-nie uważasz że trzeba się na NICH jakoś odegrać- powiedział podkreślając wyraz ,,nich”.
-ale jak?- zapytałam nie mając pojęcia o co mu może chodzić.
-ja mam już jeden plan, ale nie wiem czy będziesz chciała wziąć w nim udział.
- zrobię wszystko żeby się na nim odegrać- odpowiedziałam z determinacją.
-i bardzo dobrze…- odpowiedział Justin i uśmiechnął się tajemniczo…
-------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
 jest ktokolwiek komu podoba się moje opowiadanie? :3 jeśli tak to niech zostawi komentarz <3 one motywują mnie do dalszego pisania <3


7 komentarzy:

  1. O coś sie dzieje . Ciekawe co bd :3
    piękne :* oby tak dalej :d

    OdpowiedzUsuń
  2. super piszesz .. ale krotkie te rozdzialy ;c

    OdpowiedzUsuń
  3. uwielbiam ! mam nadzieje ze niedługo dodasz ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. uwielbiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział:) KOCHAM CIĘ!

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja nowa miłość hihi xD :* Czekam na kolejny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. kurnaaa jutro szkoła- a raczej dzisiaj bo jest 1;36... ale ja nie moge oderwacsie odtego opowiadania po prostu nie mogę:< kocham cie wiesz? prawdziwa wirtualna ale prawdziwa milościa!!!!!!

    OdpowiedzUsuń