niedziela, 26 maja 2013

17 rozdział


Gdy tylko Justin wyszedł udałam się do łazienki, żeby wziąć długi prysznic. Zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Spojrzałam na swój brzuch i zobaczyłam 2 ogromne siniaki wszystkich kolorów tęczy. Wyglądało to okropnie. Odwróciłam wzrok od tego nieprzyjemnego widoku i odkręciłam wodę. Strumień gorącej wody zmywał ze mnie wszystkie niepotrzebne myśli i przynosił pewnego rodzaju ukojenie. Po jakichś 15 minutach wyszłam z pod prysznica i owinęłam się szybko ręcznikiem. Zebrałam z podłogi ubrania i udałam się z powrotem do pokoju. Szybko założyłam pidżamę i wgramoliłam się pod kołdrę. Znowu zaatakował mnie natłok myśli. Nie wiem czy powinniśmy iść jutro do szkoły. Jestem pewna że ten dupek teraz nie odpuści. I ten czarny samochód. Pewnie to ktoś z jego ,,kolegów” chociaż ja bardziej nazwałabym to gangiem. Skoro mają broń to są bardziej niebezpieczni niż mogłam przypuszczać. Przeszedł mnie dreszcz, gdy pomyślałam o tym że mógł by coś zrobić Justinowi albo innym osobom na których zależy mi bardziej niż na sobie... Powoli zaczęłam odpływać w nieświadomość i już po chwili zapadłam w niespokojny sen.  
Obudziłam się zalana łzami i potem. Śniło mi się to czego tak bardzo przed snem się obawiałam.  Ktoś skrzywdził w nim z Nathana. Była godzina 5, ale wiedziałam że już nie zasnę. Wstałam powoli z łóżka i podeszłam do okna odsłonić zasłony. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to czarny samochód. Cholera! Z szybkością  światła z powrotem zasłoniłam okna. Poczułam jak łzy frustracji napływają mi do oczu. Z całej siły uderzyłam pięścią w ścianę i od razu poczułam silnie ukłucie pod żebrami. łzy spłynęły mi po policzkach… Tak nie może być, trzeba to zgłosić na policję. Ogarnęłam się szybko i rękawem wytarłam łzy, po czym wyjrzałam jeszcze raz przez okno czy samochód ciągle tam stoi. Tak jak za pierwszym razem już go tam nie było. Postanowiłam że nie pójdę dziś do szkoły.  Byłam załamana fizycznie jak i psychicznie i nie dałabym rady przesiedzieć w szkole 7 godzin. Podeszłam do szafki i chwyciłam telefon, po czym szybko napisałam do Justina sms-a.

do: Justin <3
Justin, ja nie dam rady dziś przesiedzieć w szkole 7 godzin. Wszystko mnie i boli i jedyne o czym w  tej chwili marzę to wyjechać stąd jak najdalej i wrócić jak już wszystko się uspokoi, więc nie zdziw się jeśli nie spotkasz mnie dziś w szkole.

myślałam co powiedzieć rodzicom, żeby nie kazali mi iść do szkoły. Zdecydowałam się na wersję z ogromnym bólem głowy. Nie spodziewałam się że Jus o tej porze mi odpisze, więc zdziwiłam się kiedy po kilku minutach dostałam od niego odpowiedź.

od: Justin:
rozumiem Cię Emsy. Jeśli nie chcesz iść to ja też nie pójdę. Zabiorę Cię gdzieś dzisiaj, nie będziesz się biła z myślami w domu. Będę na ciebie czekał przed twoim domem za godzinę. Wyrobisz się? Kocham Cię <3

 mimo mojego okropnego humoru uśmiechnęłam się na jego słowa. ucieszyłam się też że nie będę musiała zmyślać rodzicom że się źle czuję. Od razu odpisałam że wyrobię się na pewno i będę czekać. Pogoda była dziś również dobijająca. Wyjęłam więc z szafy ciemne rurki i bluzę i szybko się ubrałam. Następnie po cichu udałam się do łazienki.  Przeraziło mnie to co ujrzałam w lustrze. Wyglądałam jakbym właśnie wróciła z pogrzebu. Oczy miałam podkrążone i czerwone, włosy odstawały na wszystkie strony i ubrana byłam w ciemne ciuchy. Nachyliłam się nad umywalką i przemyłam twarz, po czym nałożyłam lekki makijaż, żeby wyglądać jak człowiek i związałam włosy w koka. Wyszłam z łazienki i poszłam z powrotem do pokoju. Rozejrzałam się po nim w poszukiwaniu torby, lecz przypomniałam sobie że została ona na dole. Wzięłam więc ze sobą wszystkie potrzebne rzeczy i po cichu zeszłam na dół. Torba leżała obok kanapy, na której wczoraj z Justinem się  obściskiwaliśmy, jeśli można to tak nazwać. Rozsiadłam się na niej i włączyłam telewizor i schowałam do torby telefon i słuchawki. Nie miałam pojęcia gdzie Jus chce mnie zabrać więc nie wiedziałam co mam wziąć w torbie było na szczęście kilka książek, więc rodzice nie powinni się domyślić niczego. Wiem że nie powinnam w takim momencie tego robić, ale cieszyłam się że spędzę cały dzień z moim chłopakiem, który jest dla mnie prawie wszystkim. Nie dopuszczałam do siebie myśli że to bagno w którym się znajdujemy jest przez niego, bo był on też moją ucieczką do tego wszystkiego i tylko przy nim czułam się w pełni bezpieczna. Wyszukałam w telewizji jakiś program muzyczny i czekałam aż przyjedzie Justin. Po chwili wstałam jednak i poszłam do kuchni bo mój żołądek głośno domagał się jedzenia. Zrobiłam sobie jakieś kanapki i herbatę po czym wróciłam na kanapę. Gdy piłam herbatę, usłyszałam kroki w przedpokoju a po chwili moja mama pokazała się w pokoju.  Na mój widok zdziwiła się.
-dzień dobry, Emily. co dziś tak wcześnie?- odezwała się zaspanym głosem.
-jakoś nie mogłam spać i musze dziś wcześniej wyjść. – odparłam i pociągnęłam łyka herbaty.
-tylko nie kombinuj nic-
-nie będę, ale mogę  dziś później wrócić bo muszę wpaść do Jade po lekcjach i wytłumaczyć jej coś z matmy. – zasugerowałam bo nie wiedziałam o której będziemy wracać.
-dobra, dobra. Już widzę jak się będziecie uczyć. A potrzebujesz podwózki do szkoły?
- nie, nie potrzebuję. Jadę z koleżanką- odparłam szybko.
- okej- odpowiedziałam zdziwiona lekko moją reakcją i poszła do kuchni.
-Emily! jakiś czarny samochód podjechał. To pewnie ta twoja koleżanka.- zastygłam na te słowa. Justin nie miał przecież czarnego samochodu. Przynajmniej jeszcze takiego  nie widziałam. Po chwili mój telefon zawibrował. Przejechałam palcem po ekranie i kamień spadł mi z serca kiedy zobaczyłam wiadomość od Justina że już czeka pod moim domem. Pożegnałam się szybko z mamą i wyszłam na dwór. Powitała mnie  fala chłodnego powietrza. Podeszłam do samochodu i wsiadłam na miejsce pasażera.
-cześć, skarbie- powitał mnie cudowny głos Justina.
-hej- odparłam krótko i pochyliłam się żeby dać mu szybkiego buziaka w usta.- to gdzie mnie zabierasz?
-zobaczysz- uśmiechnął się tajemniczo po czym odjechał spod mojego domu. Przejeżdżaliśmy przez miejsca których w życiu na oczy nie widziałam, ale podobało mi się. Jechaliśmy jakąś godzinę, rozmawiając o wszystkim co ślina przyniosła nam na język. Spojrzałam się zdziwiona na chłopaka który wjechał właśnie do lasu. On tylko uśmiechnął się złośliwie i jechał dalej. Pogoda się teraz znacznie zmieniła i promienie słoneczne przebijały się przez gałęzie drzew i wpadały do samochodu. Po kilku minutach jazdy przez las, droga przeznaczona dla samochodu zniknęła i w tym momencie Jus się zatrzymał. Wysiadł z samochodu i już po chwili otwierał drzwi z mojej strony. Wysiadłam i spojrzałam na niego wyczekująco.
- musimy się jeszcze trochę przejść, nie masz nic przeciwko prawda?- uśmiechnął się słodko i chwycił mnie za rękę. Wplotłam moje palce w jego i skinęłam głową, pokazując że możemy iść. Szliśmy w ciszy, zaciągając się świeżym powietrzem. Po chwili doszliśmy do niewielkiej polanki, na której widok zaparło mi dech w piersiach.  Po środku stał niewielki drewniany domek z balkonem a na nim duża huśtawka i obok niej hamak. Słońce świeciło tu mocniej, oświetlając całe to cudowne miejsce. Niedaleko znajdywało się jeziorko wokół którego rosły kolorowe kwiaty.
-podoba ci się?- wyszeptał mi do ucha Justin i objął mnie w talii.
-tu jest cudownie. Co to za miejsce?
-kiedyś był to ,,domek letniskowy” moich rodziców, przyjeżdżaliśmy tutaj zawsze w wakacje i długie weekendy. Nie byłem tutaj odkąd … odkąd wyrzucili mnie z domu- tą końcówkę wypowiedział znacznie ciszej. Nie wiedziałam że jego rodzice wyrzucili go z domu. Kiedyś mówił mi że ciągle się z nimi kłócił i grozili mu tym, ale nie wiedziałam że naprawdę są do tego zdolni.
-przykro mi Justin- odpowiedziałam ze współczuciem i odwróciłam się tak żeby stać z nim twarzą w twarz. Zarzuciłam mu ręce na ramiona i wpatrywaliśmy się w siebie przez chwilę. Jego oczy wypełnione były smutkiem, leczo chwili się cały jego smutek się ulotnił i szybko musnął moje usta, po czym zwinnie wziął mnie na ręce jak pannę młodą i zaczął iść w stronę domku. Gdy doszliśmy pod drzwi chłopak delikatnie postawił mnie na ziemi i sprawdził czy drzwi są otwarte. O dziwo były. Otworzył je dla mnie i zaczekał aż wejdę, po czym wszedł za mną. Rozejrzałam się po domku. Było bardzo przytulnie. Na wprost od drzwi  wejściowych stały kanapy obite brązową skórą, która kolorem pasowała do drewnianych ścian, w rogu pokoju znajdował się niewielki kominek a obok niego niewielki telewizor. Na ścianach wisiały najróżniejsze obrazy, namalowane ciepłymi barwami. Po lewej stronie znajdowały się drzwi, za którymi musiała znajdować się sypialnia. Odwróciłam się i spojrzałam na uśmiechającego się  Justina. Wyciągnął w moją stronę rękę którą natychmiast chwyciłam i skończył oprowadzać mnie po domku.
-Emily, powinnaś się chyba przebrać bo w tej bluzie musi ci być gorąco prawda? jak chcesz to w sypialni w szafce powinnaś znaleźć jakieś koszulki na rękawek, więc pójdź się przebrać a ja zrobię coś do picia.  Udałam się do sypialni i przeszukałam szybko zawartość szafki po czym wybrałam jakąś luźną koszulkę Justina i szybko się w nią przebrałam. Poszłam z powrotem do kuchni i usiadłam na krześle czekając aż Justin skończy robić kakao. gdy już usiadł obok mnie przerwałam panującą ciszę.
- więc co będziemy tutaj robić przez cały dzień?
-no wiesz… - poruszył znacząco brwiami na co ja skarciłam go wzrokiem.- tak na serio to nie przewidziałem niczego konkretnego, ale ważne że jesteśmy tu razem prawda? Z daleka od wszystkich nieprzyjemnych rzeczy… i ludzi. – dodał i przysunął się bliżej mnie.
-masz jakieś filmy?- zapytałam
-oczywiście że tak. Zaraz coś wybierzemy.-

gdy skończyliśmy pić kakao udaliśmy się do salonu, gdzie ja rozsiadłam się na kanapie a Jus zaczął przebierać wszystkie płyty w poszukiwaniu jakiegoś pasującego mi filmu. W końcu wybraliśmy jakiś horror. Justin szybko dosiadł się do mnie i otoczył mnie swoim ramieniem. Wtuliłam się w jego tors i nie skupiałam zbytniej uwagi na filmie. Było wcześniej lecz po męczącej nocy i tak wczesnej pobudce, moje powieki zrobiły się ciężkie i po chwili zapadłam w drzemkę …
---------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3
przepraszam że rozdział tak późno i taki krótki, ale w tygodniu miałam teraz masę popraw i jeszcze znowu miałam skoki ciśnienia i prawie wylądowałam w szpitalu przez zawroty głowy więc nie miałam kiedy i  jak tego napisać. Następny będzie o wiele ciekawszy, ale teraz nie było mnie stać na nic więcej. Jeszcze raz PRZEPRASZAM… :/  i jeszcze jak zwykle chcę wam podziękować za komentarze, jesteście cudowni. Następny rozdział dodam za tydzień w sobotę lub piątek, bo będzie to rozdział specjalny za 3000 wyświetleń <3  :P JEŚLI KTOŚ CHCIAŁBY BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH TO NIECH ZOSTAWI W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ Z TWITTERA <3 

środa, 22 maja 2013

16 rozdział


Im dłużej jechaliśmy tym ból bardziej ustępował. Czułam się już lepiej i teraz poczułam napływ gniewu. Justin będzie się musiał nieźle z tego tłumaczyć . siedziałam już normalnie na tylnym siedzeniu kiedy moją uwagę przykuło auto jadące już jakiś czas za nami. Czarny samochód! Otworzyłam szerzej oczy i wpatrywałam się w tylną szybę. Spanikowana nie wiedziałam czy powiedzieć Justinowi czy to tylko fałszywy alarm. Postanowiłam że jednak powiem.
-Justin, ten samochód jedzie już za nami jakiś czas- odezwałam się cicho. Chłopak spojrzał w lusterko i gwałtownie wszystkie jego mięśnie się napięły. Ręce zacisnęły się na kierownicy a w jego oczach było widać gniew. Gwałtownie  Przyśpieszył do 150 km/h . cały czas wpatrywałam się ukradkiem w samochód za nami. Nagle samochód za nami przyspieszył i jechał teraz obok nas. Szyba zaczęła się powoli otwierać przerażona wlepiłam w nią wzrok. Za nim się spostrzegłam ktoś wychylił przez szybę pistolet a następnie huk wypełnił samochód Justina. Odruchowo krzyknęłam z przerażenia, lecz Justin starał się zachować zimną krew. Teraz zamiast przyspieszyć gwałtownie zwolnił a czarny samochód pognał przed siebie. Osoba która w nim siedziała oddała jeszcze kilka na szczęście nie celnych strzałów i odjechała. Jus zjechał po chwili na pobocze i siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu. Nagle wyszedł z samochodu trzaskając drzwiami. Zrobił to tak gwałtownie że podskoczyłam. Po chwili znalazł się obok mnie i mocno mnie przytulał. Poczułam napływające mi do oczu łzy.
-ciii, nie płacz kochanie- mruknął mi we włosy jeszcze mocniej mnie do siebie przyciskając.
-boże. To wszystko przeze mnie.  Przepraszam Cię Emily- powiedział łamiącym się głosem.
-wszystko jest w porządku dopóki jesteś przy mnie.- odezwałam się cicho i spojrzałam mu w oczy.
- nie Emily. nic nie jest w porządku jak jestem przy tobie.- szepnął cicho głęboko patrząc mi w oczy. Nie odpowiedziałam już nic bo łzy spłynęły po moich policzkach a mój szloch wypełnił samochód.
-Justin… proszę Cię obiecaj mi że mnie nie zostawisz. Obiecaj…- przerwałam wreszcie kilkuminutową ciszę. nie czułam już bólu fizycznego za to psychiczny nie ustępował.
-obiecuję.  Kocham Cię Emily – wyznał mi szczere a ja mimowolnie się na jego słowa uśmiechnęłam. Przysunęłam się do niego i wpiłam się w jego usta. Prawie od razu odpowiedział tym samym i mogłam wyczuć że uśmiecha się przez pocałunek. Pchnął mnie lekko tak bym leżała na siedzeniu a sam pochylił  się nade mną nie przerywając naszego kontaktu. Przy nim czułam się tak bezpiecznie… ręce Justina chwyciły moją bluzkę i podniosły ją lekko do góry znowu odsłaniając mój brzuch. Oderwał się ode mnie i z bólem w oczach przeniósł wzrok na mój brzuch. Podążyłam za jego wzrokiem. Teraz siniaki stały się o wiele bardziej widoczne i na ich widok skrzywiłam się tak samo jak Justin. Po chwili poczułam jego ciepłe wargi  przylegające do posiniaczonych miejsc. Poczułam ciepło rozlewające się po moim ciele gdy jego pocałunku stały się bardziej zachłanne. Przeniósł swoją głowę znowu nad moją i lekko musnął moje usta. odsunęłam go lekko od siebie chcąc dowiedzieć się wreszcie od niego prawdy.
-Justin…- zaczęłam cicho i nie czekając na odpowiedź zaczęłam kontynuować.- w tym wszystkim nie chodzi tylko o prochy prawda?
- nie, nie chodzi tylko o to. Ale proszę Cię nie rozmawiajmy o tym teraz. Powinien obejrzeć cię lekarz.- odparł cicho i czekał na moją reakcję. Nie chciałam  teraz konfrontować się z lekarzem.  Byłam zbyt roztrzęsiona.
-zawieź mnie do domu i zrobię sobie jakieś okłady czy coś. Nie mam siły żeby mierzyć się teraz z lekarzem… proszę- dodałam błagającym głosem.
-no już dobrze.- cmoknął mnie jeszcze w czoło i wyszedł z samochodu. Szybko wszedł po raz kolejny na siedzenie kierowcy i szybko ruszył w kierunku mojego domu. W milczeniu dojechaliśmy po niecałych 10 minutach. Justin pomógł mi wyjść z samochodu i powoli doszliśmy do drzwi frontowych. Wyciągnęłam klucze z kurtki i podałam je chłopakowi który szybko je otworzył. Dobrze że rodziców jeszcze nie było. Nathan pewnie poszedł do jakiegoś kolegi czy coś, więc  obyło się bez niepotrzebnych pytań.
-nic się tutaj nie zmieniło.- odezwał się po chwili Jus z lekkim uśmiechem. Pamiętam jak kiedyś czasami do mnie przychodził. Jeszcze jak się kolegowaliśmy. Też się lekko uśmiechnęłam w przypływie wspomnień. Jednak zaraz przypomniał mi o sobie ból. Podeszłam powoli do kanapy i rozłożyłam się na całej jej długości.
-kochanie, co mam dla ciebie zrobić? Jakieś okłady czy jednak zdecydowałaś się na lekarza.
-żadnego lekarza. W łazience na górze w szafce nad umywalkami są ręczniki. Zmocz jeden zimną wodą. To złagodzi ból. Na razie tyle wystarczy.-nie odpowiedział nic tylko przytaknął głową i pobiegł szybko na górę. Po chwili stał już obok mnie z mokrym ręcznikiem. Usiadł okrakiem na moich udach, starając się nie dotknąć ran i za bardzo mnie nie przygniatać. podwinął moją bluzkę i przyłożył zimny ręcznik do mojego brzucha. Lekko się skrzywiłam z bólu lecz już po chwili, powoli zaczął ustępować. Justin zmieniał co chwilę stronę ręcznika. Wreszcie postanowiłam przerwać niezręczną ciszę która  między nami była.
-powiesz mi wreszcie?
-um… tak.- odpowiedział niepewnie po czym zszedł ze mnie i położył się na kanapie obok mnie.
-wiesz, wtedy kiedy się przedawkuje nie panuję się nad sobą do końca. Pewnego razu poszedłem z Seanem i jego paczką na imprezę. Zawsze byłem mniej na to odporny i znacznie szybciej od innych się nakręcałem. Na tej imprezie tak właśnie było. Szybko straciłem nad sobą kontrolę, kiedy chłopaki byli jeszcze prawie zupełnie trzeźwi. No i Sean miał wtedy dziewczynę którą ponoć naprawdę kochał. Nazywała się chyba Carly. Była już trochę wstawiona i kleiła się do mnie gdy tylko Sean nie patrzył. Postanowiłem się  z nią trochę zabawić, i po jej zachowaniu wywnioskowałem że ona też. Udaliśmy się więc na górę i trochę się zbawiliśmy. chociaż nie pamiętałem wszystkiego dokładnie to wiedziałem że ona nie miała nic przeciwko naszym zabawom. po wszystkim zeszliśmy na dół jak gdyby nigdy nic. I wtedy ona zaczęła robić szopki że ją wykorzystałem . Nie rozumiałem o co jej chodzi. Potem pamiętam tylko jak ten dupek zadał mi kilka ciosów w brzuch i powiedział że jeszcze się policzymy. Potem wszystko się ustabilizowało. Przestałem brać i powoli spłacałem dług i nikt się mnie o nic nie czepiał. Do tej pory. Chodziły kiedyś plotki że Sean zabił jakiegoś kolesia po nie miał kasy żeby spłacić mu dług za prochy i on go po prostu zabił. Nie wierzyłem w to za bardzo, ale nie chciałem się już mieszać. Ostatnio jednak dowiedziałem się że to prawda.- opowiedział mi wszystko ze szczegółami ale to ostatnie mógł zostawić dla siebie. Poczułam narastające przerażenie. Łzy napłynęły mi do oczu, lecz powstrzymałam je. Ale to znaczy że Justin nie zgwałcił tej dziewczyny. Przynajmniej miałam nadzieję że mówi prawdę. Chciałam się upewnić.
-to znaczy że ty nie skrzywdziłeś tej dziewczyny?- spytałam cicho wtulając się w niego.
-oczywiście że nie. To była zwykła suka a ten dupek jej wierzył bo był w niej cholernie zakochany. Potem ona wyjechała z dnia na dzień nic mu nie mówiąc. – dokończył i przysunął mnie bliżej siebie.
-ale nie bój się, nie pozwolę mu Cię skrzywdzić. Obiecuję.- leżeliśmy tak przez jakiś czas w zupełnej ciszy. Ulżyło mi gdy to powiedział. Ufałam mu bezgranicznie i jakby to teraz zniszczył nie potrafiłabym nikomu już nigdy zaufać. Justin dawał mi wszystko czego mi było trzeba.
-Kocham Cię Justin- szepnęłam cicho patrząc w jego przepiękne oczy.
-Też Cię kocham Emsy- odpowiedział i złączył nasze usta. za każdym razem gdy mnie nimi dotykał rozpływałam się. Pragnęłam go wtedy jeszcze bardziej. Wplotłam swoje ręce w jego idealnie ułożone włosy i przyciągnęłam go bliżej. Pod wpływem mojego dotyku jęknął gardłowo a ja uśmiechnęłam się przez pocałunek który teraz zamienił się w coś więcej. Podobało mi się to ale wciąż było mi mało. Boże co on ze mną robi!? Odpędziłam od siebie wszystkie myśli i pragnęłam żeby ten pocałunek nigdy się nie skończył. W tym momencie nie czułam nic innego jak tylko przyjemność gdy jego usta z walczyły z moimi. Poczułam jego język na mojej dolnej wardze, proszący o dostęp. Oddałam się chwili i dałam mu pełny dostęp. Wszystkie zmartwienia odpłynęły. Teraz liczył się tylko Justin. Moje ręce powędrowały na koniec jego koszulki i pociągnęły ją w górę. Chłopak uśmiechnął się i pomógł mi przeciągnąć koszulkę przez głowę. Gdy wylądowała ona na podłodze, usłyszałam przekręcanie klucza w zamku. Momentalnie się od siebie odsunęliśmy z trudnością łapiąc oddech. Justin szybko zeskoczył  z kanapy po swoją koszulkę i gdy mój brat wbiegł do pokoju miał ją już na sobie.
 gdy zobaczył Justina jego oczy momentalnie otworzyły się szerzej.
-Justin? – zapytał zdziwiony. Nie dziwiłam mu się bo przecież słyszał na pewno jak rozmawiałam z mamą o Justinie jak jeszcze byliśmy ,,pokłóceni”.
-um …tak, hej Nathan- odpowiedział niepewnie Jus drapiąc się po karku.  Obydwoje jeszcze z trudem łapaliśmy oddech. Zastanawiałam do czego by doszło gdyby mój kochany braciszek nie wpadł nagle do domu. Zarumieniłam się na samą myśl o tym.
-gdzie są rodzice?- zapytałam go gdy nie przychodzili.
-już idą, biorą zakupy. Chcą przemalować sobie sypialnię i kupili jakieś tam rzeczy i coś do jedzenia.- mówiąc to teatralnie przewrócił oczami. Wtedy weszli rodzice wykłócając się o coś. od razu poszli do kuchni żeby zostawić jakieś farby i pędzle na podłodze, a następnie położyli pizzę na stole i zabrali się za rozkładanie naczyń. zerknęłam na Justina i Widać było że czuł się skrępowanie. Wstałam i podeszłam do niego, chwytając go za rękę, dodając mu otuchy która przy konfrontacji z moimi rodzicami mu się przyda. Pociągnęłam go lekko tak żeby poszedł ze mną do kuchni i zamierzałam przedstawić go rodzicom którzy jeszcze chyba go nie zauważyli. Gdy przechodziliśmy obok schodów Justin wyrwał jego dłoń z mojej i sprintem wbiegł po nich na górę. Zaśmiałam się z jego reakcji i ruchem ręki chciałam go przywołać, lecz on posłał mi swój łobuzerski uśmiech i wszedł do mojego pokoju. Zachowywał się jak dziecko. Zaśmiałam się znowu kiedy usłyszałam hałas dochodzący z góry. Poszłam za Nathanem do kuchni.
-dzień dobry Emily. jak było w szkole?- niczego nie świadomi rodzice już popsuli mi humor.
-dobrze- skłamałam – ale za to jestem strasznie głodna. naszykujcie mi ze 4 kawałki dobra?- zapytałam udając że wszystko jest okej. Spojrzeli się na mnie dziwnie, bo nigdy tyle nie jadłam, lecz nałożyli mi na talerz 4 kawałki. Wzięłam talerz i poszłam na górę. Gdy weszłam do pokoju Justin siedział na łóżku z głową odchyloną do tyłu.
-Justin…Jesteś głodny? Bo przyniosłam ci kawałek pizzy.- od razu na  mnie spojrzał i lekko się uśmiechnął.
-jasne, chodź tutaj.- wskazał na miejsce obok siebie. Usiadłam obok niego i położyłam na kolanach talerz z jedzeniem. Justin objął mnie ramieniem i w spokoju i  ciszy dokończyliśmy jeść.
-Emily, ja muszę się zbierać. Zobaczymy się jutro w szkole.- odezwał się po chwili i poderwał z łóżka. Poszłam w jego ślady a jego dłonie automatycznie znalazły się na mojej talii i przyciągnął mnie lekko do siebie, uważając na rany. Złożył na moich ustach słodki pocałunek  i podszedł do okna. Otworzył je i zanim wyszedł uśmiechnął się szybko i już go nie było.
----------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3
tak jak zawsze chcę wam podziękować za wszystkie komentarze :3 jesteście wspaniali <3 nawet nie wiecie jak wasze miłe słowa motywują do pisania <3 kocham was <333 JEŚLI KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH TO NIECH ZOSTAWI W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ Z TWITTERA <3
i przepraszam za błędy, których na pewno jest sporo. poprawię je jak będę miała więcej czasu.
następny rozdział w sobotę <3 

niedziela, 19 maja 2013

15 rozdział

Rano obudził mnie cichy głos Justina. Zdezorientowana otworzyłam oko i zerknęłam na budzik. Była godzina 6.30. zdenerwowana spojrzałam na Justina czekając na wyjaśnienia dlaczego mnie tak wcześnie budzi. Na widok mojej miny chłopak cicho się zaśmiał.
-nie chciałem Cię budzić, tak słodko spałaś, ale dziś poniedziałek…. Mamy szkołę- uświadomił mi i znów się uśmiechnął.
-cholera- szepnęłam cicho. Nie chciałam spotkać dziś Seana. W sumie to chciałabym go już nigdy nie spotkać.  Z zamyślenia wyrwał mnie znowu głos Justina.
- ja jadę teraz do siebie. Przyjadę po Ciebie za 4o minut, dobrze? – gdy kiwnęłam potwierdzająco głową ,  cmoknął mnie w czubek głowy i wstał z łóżka. Ubrał na siebie wczorajsze ubrania, po czym otworzył okno i ostatni raz się do mnie uśmiechnął za nim przez nie wyszedł. Przez głowę przeleciały mi wszystkie urywki z wczorajszego dnia. Uświadomiłam sobie też że przecież nic takiego nie zrobiliśmy Seanowi, tylko on mi więc czego on kurwa chciał!? Czuję że Justin nie powiedział mi całej prawdy o znajomości jego i Seana.  Teraz byłam prawie pewna że tu chodzi o coś więcej.  Ocknęłam się po chwili rozmyślania i spojrzałam po raz kolejny na budzik. Była 6.45 . cholera! Wstałam z łóżka tak szybko że zakręciło mi się w głowie i znowu na nie opadłam. Odczekałam chwilę i tym razem powoli wstałam. Miałam jakieś  pół godziny. Nie wyrobię się. Pobiegłam szybko do łazienki. Wzięłam szybki prysznic ale darowałam już sobie mycie włosów. Zrobiłam sobie lekki makijaż, i ubrałam się w ciemne dżinsy i koszulę z ćwiekami na kołnierzu i szybko zeszłam na dół. Do przyjazdu Justina miałam jeszcze 10 minut. Odetchnęłam z ulgą, wiedząc że się nie spóźnię. Chciałam być już jak najszybciej z nim. Przy nim czułam się najbezpieczniej. Nie chciałabym  też spóźnić się do szkoły i robić wokół siebie niepotrzebnego zamieszania.  Zjadłam śniadanie i o dziwo zostało mi jeszcze trochę czasu.  Udałam się do pokoju i usiadłam na kanapie obok mamy. Zaczęłyśmy rozmawiać o projekcie, który miałam dziś oddać. Właśnie! Miałam wydrukować to wczoraj wieczorem lecz z wiadomych powodów wyleciało mi to z głowy. Pognałam  na górę i szybko zaczęłam wkładać do drukarki kolejne kartki i czekałam aż wszystko się wydrukuje. Usłyszałam dźwięk dzwonka. Moja mama na pewno się zdziwi jak zobaczy Justina stojącego w drzwiach, no ale cóż, będzie się chyba musiała przyzwyczaić. Skończyłam drukować wszystko i włożyłam poukładane kartki do segregatora który wczoraj przyszykowałam i zeszłam na dół. Gdy weszłam do kuchni zobaczyłam roześmianego chłopaka i mamę. Szybko pożegnaliśmy się i wyszliśmy z domu. Justin otworzył mi drzwi od strony pasażera. Gdy wsiadłam szybko znalazł się po stronie kierowcy i wskoczył na swoje miejsce. Spojrzał mi w oczy i od razu się zaniepokoiłam.
-słuchaj Emily. wtedy kiedy mówiłem o prochach nie powiedziałem ci wszystkiego.- zaczął lecz ja natychmiast mu przerwałam.
-porozmawiamy  o tym później, na razie jedźmy do szkoły bo coś czuję że i tak jesteśmy spóźnieni a niepotrzebne jest nam jeszcze większe zamieszanie. – zdenerwował się trochę na moje słowa lecz nic więcej nie dodał tylko uruchomił silnik. Zanim zdążył nacisnąć pedał gazu chwyciłam go za podbródek i przekręciłam głowę w moją stronę i spojrzeliśmy sobie w oczy.  Widać było że nie jest w humorze do zabaw i do sprzeciwów z mojej strony. Szybko cmoknęłam go w usta i już chciałam się odsunąć kiedy niespodziewanie oplótł mnie rękami i przyciągnął bliżej siebie pogłębiając pocałunek. Oddałam mu się, tak jak zawsze i nasze wargi toczyły zawziętą walkę. Gdy oderwaliśmy się od siebie Justin oparł jeszcze swoje czoło o moje.
-kocham Cię wiesz?- wyszeptał cicho patrząc mi w oczy. Wzruszyła mnie szczerość słów wyczuwalna w jego głosie.
-też Cię kocham Justin- odpowiedziałam mu i ostatnio raz całując go w usta opadłam na swój fotel. Do szkoły jechaliśmy jakieś 15 minut. Byliśmy 10 minut przed dzwonkiem na lekcje więc nie było tak źle. Gdy wysiadaliśmy z samochodu Justina wszyscy na parkingu patrzyli na nas z zaciekawieniem w oczach. Było też kilka osób u których wyczytać było można że są zazdrośni. Nie przejęłam się tym zbytnio, bo po głowie chodziły mi zupełnie inne myśli.  Ruszyliśmy przez parking w stronę szkoły. Ciekawskie spojrzenia towarzyszyły nam dopóki nie weszliśmy do szkoły. Na korytarzu było mało osób bo przy takiej pogodzie każdy wolał siedzieć na dworze. Poszliśmy w stronę mojej szafki, żebym wzięła z niej potrzebne książki a zostawiła niepotrzebne. Na końcu korytarza dostrzegłam grupkę chłopaków. Żołądek wykręcił mi się kiedy cała piątka spojrzała w naszą stronę w tym samym czasie. W samym środku stał nikt inny jak Sean i uśmiechał się do nas szyderczo. Jego koledzy dołączyli do niego. Poczułam że ręka Justina wsuwa się w moją i ścisnął ją lekko dając mi znać że wszystko jest w porządku. Wzięłam potrzebne rzeczy i posłałam Seanowi lodowate spojrzenie i odeszłam, cały czas trzymając Justina za rękę. Pierwsza była biologia. Udałam się pod salę.
-co masz później ?- zapytał Jus siadając na ławce i sugerując żebym usiadła mu na kolanach. Zrobiłam tak i objęłam go mocno rękoma.
-chemię- odpowiedziałam po chwili zastanowienia.
-ok, będę na ciebie czekał pod klasą, wtedy porozmawiamy dobra?- kiwnęłam tylko głową. Siedzieliśmy tak pogrążeni w swoich myślach dopóki nie zadzwonił dzwonek. Szybko weszłam do klasy i usiadłam w ostatniej ławce czekając aż przyjdzie Jade. Wpadła do klasy po 10 minutach cała zdyszana. Przeprosiła za spóźnienie i usiadła obok mnie. Opowiedziałam jej o wszystkich wydarzeniach które wczoraj miały miejsce. Przerażona wpatrywała się we mnie.
- co zamierzacie z tym zrobić?-
-szczerze mówiąc nawet się jeszcze nad tym nie zastanawiałam. Ale myślę że dziś gdy Jus powie mi to czego nie powiedział mi na początku będzie miało duże znaczenie i wtedy coś wymyślimy.
 do końca lekcji rozmawiałyśmy o tym co mogło się między nimi wydarzyć. Po dzwonku szybko wybiegłam z klasy, chcąc jak najszybciej się wszystkiego dowiedzieć. Do następnej lekcji mieliśmy 15 minut więc tyle musiało nam wystarczyć. Szybkim krokiem  Szłam w kierunku Sali chemicznej, gdy ktoś pociągnął mnie z całej siły za nadgarstek i przygwoździł do ściany. Chciałam się wydrzeć lecz silna ręka zakryła mi usta dłonią.
-krzykiem tylko pogorszysz swoją sytuację- szepnął głos którego już nigdy nie chciałabym słyszeć po czym szarpnął mnie znowu za rękę i wciągnął do magazynku na szczotki. Pchnął mnie na podłogę a sam zamknął drzwi na klucz. Gdy sprawdził że drzwi na pewno się zamknęły odwrócił się do mnie i chwilę mi się przypatrywał po czym z wielkim uśmiechem na twarzy zaczął do mnie podchodzić. Szybko podniosłam się na nogi i spojrzałam na niego z obrzydzeniem. W tej chwili nie czułam nic więcej oprócz gniewu.  Nic mu przecież nie zrobiłam i założę się że Justin też.
-czego kurwa ode mnie chcesz!? – krzyknęłam, próbując powstrzymać się żeby go nie spoliczkować. Widząc jak się denerwuję uśmiechnął się szerzej i podszedł do mnie tak że nasze ciała dzieliło kilka centymetrów.
-dużo rzeczy od Ciebie bym chciał, ale skupię się na jednej. Wiem że Justinowi zależy na tobie więc postanowiłem odegrać się w taki sposób jaki zrobił to kiedyś on.- odezwał się po chwili. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Chyba zobaczył moją zdziwioną minę.
-co nie powiedział Ci?- prychnął i znów pchnął mnie na podłogę. Chciałam wstać lecz tym razem poczułam silne kopnięcie w brzuch i po chwili skuliłam się z bólu. Spojrzałam na niego z jeszcze większym obrzydzeniem.
-no więc, skoro ci nie powiedział to będziesz musiała się tego dowiedzieć z moich ust. Wtedy gdy Justin zaczął kupować od nas prochy zakumulowaliśmy się. Wszystko było dobrze dopóki twój chłopaczek nie zaczął przedawkowywać. Jego szczęście mnie mało obchodziło mi chodziło tylko o  kasę- słuchałam go i dziwiłam się jak zwyczajnie to mówił.- byliśmy raz na imprezie razem. Oczywiście nie obyło się bez palenia. Ja miałem wtedy dziewczynę. dziewczynę którą naprawdę kochałem. I wtedy Justin tak po prostu poszedł z nią na górę i ją przeleciał. Wbrew jej woli. Był oczywiście bo wpływem prochów ale to nie zmienia faktu że to zrobił. Skrzywdził ją. I teraz gdy wreszcie spłacił swój dług za prochy mogę go zniszczyć. I ty mi w tym pomożesz. – znowu się uśmiechnął a mnie zatkało. Z jednej strony nie mogłam uwierzyć że Justin był zdolny do czegoś takiego a z drugiej że byłam z Seanem przez tyle czasu i nigdy nie dostrzegłam w nim nic… hmm złego? Odrażającego? zastanawiałam się w jaki sposób ja mam mu niby w  tym pomóc ale czułam że nie będzie to nic dobrego. Po  ciele przeszły mi ciarki myśląc że on mógłby zrobić mi to co Justin tamtej dziewczynie. Tylko on był trzeźwy więc byłoby to o wiele gorsze.
-nie waż się mnie kurwa tknąć- powiedziałam głosem przepełnionym nienawiścią i obrzydzeniem.
-hahaha bo co? – zakpił mi prostu w twarz i znowu poczułam jego nogę wbijającą się w mój brzuch. Tym razem nienawiść i determinacja wygrały nad bólem i pod wpływem impulsu wstałam szybko nie przejmując się bólem i z całej siły moje kolano uderzyło o jego krocze.  Zawył z bólu i oparł się o ścianę.
-ty mała suko!- wysyczał  a jego głos nasycony był jadem.
-do widzenia… chociaż nie, miejmy nadzieję że nie- odezwałam się takim samym tonem i szybko podbiegłam do drzwi. Otworzyłam je i zamknęłam na kluczyk z drugiej strony. Sprintem pobiegłam przez korytarz. Dotarłam pod salę od chemii i szybko wcisnęłam Jade która siedziała na ławce, projekt a zdezorientowanego Justina chwyciłam za rękę i pobiegliśmy razem w stronę wyjścia. Biegliśmy środkiem głównego korytarza nie zważając na gapiów. Nagle poczułam silne ukłucie w brzuchu i opadłabym na podłogę gdyby nie silna ręka Justina. Pobiegliśmy dalej. Gdy wyszliśmy z budynku szkoły chłopak zatrzymał się i widząc mój wzrok pełen bólu zaczął wypytywać co mi jest.
-nie ma czasu na wyjaśnienia. Odwieź mnie do domu- odezwałam się dysząc po męczącym biegu. Nie spytał już o nic więcej tylko wziął mnie szybko na ręce i podszedł do swojego samochodu. Jedną ręką otworzył tylne drzwi samochodu i położył mnie na tylnich siedzeniach.  Gdy tylko opadłam na zimny skurzany fotel złapałam się za brzuch który bolał jak cholera. Justin usiadł szybko obok mnie.
-cholera Emsy co się stało?- odezwał się i sięgnął rękoma mojej bluzki i podwinął ją lekko do góry odkrywając mój brzuch. Gdy zobaczył na nim 2 ogromne siniaki jego oczy zwęziły się.
-Sean. On ci to zrobił prawda- wysyczał. Nie odpowiedziałam tylko złapałam się za brzuch czując coraz silniejsze ukłucia. Jego twarz z rozwścieczonej zrobiła się zmartwiona.
-zawiozę cię do szpitala. Trzeba to obejrzeć.- odezwał się po chwili.
-nie, proszę cię- odparłam cicho.- chcę tylko wrócić do domu. Razem z tobą.
-ale…- nie dokończył bo przerwałam mu.
-najwyżej wezwiemy lekarza do domu, ale proszę cię jedź.- powiedziałam prawie błagalnym tonem.
-jak sobie życzysz.- pochylił się lekko i przejechał opuszkami palców po moim brzuchu. W ślad za palcami podążyły jego usta. Zostawiał lekkie pocałunki na moim brzuchu a jego dotyk przynosił mi ukojenie. Powinnam być na niego zła i czuć obrzydzenie po tym co zrobił tej dziewczynie ale teraz tylko on mógł zapewnić mi bezpieczeństwo a ja nawet nie wiem czy to była prawda. Po chwili Justin szybko wyszedł z samochodu by znaleźć się na miejscu kierowcy. Ruszył z parkingu szkolnego z  piskiem opon. Podniosłam się lekko na siedzeniu i za nim odjechaliśmy, przez okno zdążyłam zauważyć tego dupka wpatrującego się w samochód Justina i rozmawiającego przez telefon.

---------------------------------
czytasz=komentujesz <3
jeśli nie chce ci się pisać opinii to przynajmniej napisz zwykłe ,,czytam" :3 dziękuję za 2k wyświetleń i za te wszystkie komentarze <3 jesteście cudowni :3 JEŚLI KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH NIECH ZOSTAWI W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ Z TWITTERA LUB INNY NAMIAR <3 następny rozdział w środę <3 

środa, 15 maja 2013

14 rozdział


Następnego dnia obudziłam się po godz.12. dzisiejsza pogoda była zupełnym przeciwieństwem do wczorajszej. Promienie słońca wdzierały się do mojego pokoju przez zasłony. Usiadłam na łóżku i uśmiechnęłam się do siebie w przypływie energii. Gdy się odwróciłam i spojrzałam na drugi koniec łóżka wypełniła mnie jakaś pustka. No tak. Przez ostatnie dwa miesiące budziłam się obok najlepszego chłopaka na ziemi. Wreszcie wygramoliłam się w łóżka i zeszłam na dół po drodze upinając niedbałego koka. Na blacie w kuchni zobaczyłam talerz wypełniony kanapkami a obok niego kartkę.
,, Pojechaliśmy z ojcem do mechanika, żeby zobaczył co stało się z tym głupim samochodem. Po drodze zajedziemy jeszcze na większe zakupy więc będziemy jakoś wieczorem.
                                                                                                                                                                            mama.
PS. Smacznego ;) ‘’

uśmiechnęłam się głupio do kartki i zabrałam się a kanapki. po śmierci taty nasze kontakty o wiele się polepszyły i bardzo zbliżyłyśmy się do siebie. Szkoda że stało się to dopiero po tym tragicznym wydarzeniu.
Pomyślałam że mogłabym zadzwonić do Jade, żebym nie siedziała sama przez cały dzień. Mogłybyśmy pooglądać jakieś filmy i szczerze porozmawiać, bo ostatnio spędzałyśmy ze sobą mniej czasu z wiadomych przyczyn.
gdy zjadłam śniadanie, zrobiłam sobie kakao i poszłam do pokoju po telefon. Wybrałam numer Jade i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo?- usłyszałam głos Jade po kilku sygnałach.
-hej Jade! Pomyślałam że mogłabyś dzisiaj do mnie wpaść i pooglądałybyśmy jakiś film czy coś. Co ty na to?
-super! W sumie też chciałam do ciebie zadzwonić, bo nie mam w domu nic do roboty. Będę za jakąś godzinkę dobra?
-okej, będę czekała. I po drodze możesz zajechać i kupić nasze lody.- zaproponowałam.
-ok, to widzimy się za godzinę. Do zobaczenia. – zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć rozłączyła się.  Po odłożeniu telefonu na biurko odsłoniłam zasłony i usiadłam na parapecie kończąc kakao. Wpatrywałam się w widoki za oknem i myślałam nad tym ile się ostatnio zmieniło. Na lepsze. Miałam nadzieję że Justin zmieni się teraz i nie będzie ciągle oglądał się za wszystkimi dziewczynami. Miałam też nadzieję, że Logan nie okaże się takim dupkiem jak Sean i nie skrzywdzi Jade. Właśnie, Sean… cały czas po głowie chodziły mi jego słowa: ,,nacieszcie się sobą dopóki możecie” . nie wiem do czego ten dupek jest zdolny, ale z tego co mówił mi Jus wiem że był niebezpieczny. Po kilku minutach rozmyślania, zeszłam z parapetu i udałam się do łazienki i wzięłam szybki prysznic. po wyjściu ułożyłam sobie włosy i w samej bieliźnie. wróciłam do mojego pokoju.  stałam przed szafą i Wodziłam wzrokiem po szafkach myśląc w co się ubrać, kiedy kątem oka dostrzegłam dużo czarny samochód stojący przed moim domem. Gwałtownie się obróciłam tak że stałam wprost do okna. Zdziwiłam się i myślałam kto to może być, ponieważ mieszkałam na tak zwanym zadupiu. Jedna szyba była lekko uchylona i ktoś wpatrywał się dokładnie w moje okno. Przeraziłam się i szybko zasłoniłam zasłony. Wyjęłam z szafy luźne szorty i bokserkę i po wzięciu telefonu zeszłam ciągle przestraszona na dół. Poszłam do kuchni i wyjrzałam przez okno, by zobaczyć czy samochód cały czas tam stoi. Na szczęście niczego już tam nie było. Odetchnęłam z ulgą i udałam się do salonu żeby wybrać jakiś film, który mogłybyśmy obejrzeć. Po kilku minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je a Jade z uśmiechem na twarzy od razu wparowała do mojego domu. Szybkim krokiem poszła do kuchni i wyszła z niej niosąc dwie łyżki. Zaśmiałam się i ruszyłam za nią do salonu. Usiadłyśmy na kanapie i włączyłyśmy film wcześniej prze ze mnie wybrany. Wybrałam horror ,, naznaczony”. Po chwili z napięciem siedziałyśmy wciśnięte w kanapę i obżerałyśmy się lodami.

film trwał jakieś 90 minut. Gdy skończyłyśmy oglądać, wyłączyłam telewizor i zaczęłyśmy plotkować. Jade cały czas nawijała a jej twarzy nie znikał uśmiech.
-Jade, co się stało że jesteś taka szczęśliwa ?- podjęłam wreszcie temat.
-nic konkretnego po prostu dobrze mi się układa z Loganem- powiedziała powoli i zaczerwieniła się.
-mhm, i na samą myśl o niczym konkretnym robisz się czerwona tak? Nooo co jest?- zaśmiałam się i czekałam aż zacznie mówić.
-no bo my… on z zrobił mi… no wiesz – odpowiedziała cicho jąkając się i robiąc się jeszcze bardziej czerwona. Wiedziałam o co jej chodziło i szczerze mówiąc zatkało mnie.
-a ale odwdzięczyłaś mu się? – zapytałam niepewnie nie wiedząc co powinnam powiedzieć.
-umm, nie. A myślisz że powinnam?- wpatrywała się we mnie czekając aż się odezwę.
-nie wiem jaka to była dokładnie sytuacja, ale myślę że jeszcze na wszystko macie czas.- uśmiechnęłam się lekko.

Rozmawiałyśmy jeszcze jakąś godzinę kiedy przyjechali moi rodzice a ja pożegnałam się z Jade. Od razu zostałam obrzucona przez rodziców pytaniami dotyczącymi wycieczki.  Opowiedziałam im o wszystkim oprócz tego że jestem z Justinem. Mój ojczym nie lubił gdy przyprowadzałam do domu kolegów i nie tolerował mojego spotykania się z nimi. Czułam że chciał mnie chronić, ale on naprawdę już przesadzał. Gdy powiedziałam rodzicom o Seanie mama była szczęśliwa i życzyła mi wszystkiego dobrego ale ojczym zabraniał mi się z nim spotykać. Oczywiście go nie posłuchałam, ale gdy tylko przyprowadzałam go do domu, zaraz robił mi wywody, aż w końcu skończyliśmy spotykać się w moim domu. Gdy przesłuchiwanie się skończyło wróciłam na górę żeby przygotować się na jutro do cholernej szkoły. W ogóle za nią nie tęskniłam ale z drugiej strony zobaczę jutro  Justina więc chciałam tam iść. Gdy pakowałam swoją torbę, usłyszałam dźwięk przychodzącego sms-a. chwyciłam telefon i przejechałam palcem po dotykowym telefonie że odczytać wiadomość.
od: Justin :*
,,otwórz okno od swojego pokoju, proszę” nie odpisałam nic tylko zdziwiona podeszłam do okna i otworzyłam je na oścież. Dokończyłam się pakować kiedy usłyszałam że ktoś otwiera okno które się przymknęło i wchodzi do środka. Zobaczyłam Justina, który trzyma się kurczowo za prawe ramię.
-boże Justin! Co się stało?- wykrzyknęłam głośno podchodząc do niego bliżej i patrząc na jego ramię. Oderwał rękę która zakrywała ranę a mnie zatkało.
-o mój boże- wydukałam cicho i przytuliłam go lekko uważając na jego ranę
-nie wiem co się stało. To wydarzyło się tak nagle. Wracałem do samochodu, gdy nagle podjechał duży czarny samochód. Wyskoczył z niego jakiś młody chłopak którego nigdy na oczy nie widziałem i  śmiejąc się wbił mi nóż w rękę, zanim zdążyłem cokolwiek zrobić wskoczył ponownie do samochodu i zaczął odjeżdżać krzycząc coś że moje… nasze szczęście nie potrwa długo i że masz całkiem niezłe ciało.- odpowiedział po chwili cały czas trzymając mnie w ramionach. Przeraziłam się. Czarny samochód, ten który stał przed moim domem. Byłam tego pewna.  Odsunęłam się od niego kiedy poczułam coś mokrego na mojej ręce. Krew Justina przeciekła już przez jego bluzkę brudząc mnie.
-daj trzeba to opatrzyć. – odezwałam się i zaczęłam zdejmować jego koszulkę. Gdy tylko spojrzałam na jego nagi tors jak zwykle mnie zatkało. Ale nie była pora na gapienie się więc szybko się otrząsnęłam i chwyciłam go za rękę, ciągnąc go w stronę łazienki. Zamknęłam za nami drzwi i kazałam mu usiąść na małym krześle które stało obok prysznica.
-tak się zastanawiam, o co mu chodziło mówiąc że masz niezłe ciało. – odezwał się niepewnie Justin.
-ja wiem o co mu chodziło. – szepnęłam cicho podchodząc do niego z apteczką którą wyjęłam z szafki. Gdy spotkałam jego pytający wzrok zaczęłam kontynuować. – gdy dzisiaj wzięłam prysznic i poszłam w samej bieliźnie do mojego pokoju, żeby wyjąć z szafy jakieś ubrania, zobaczyłam czarny samochód, a w nim jakiegoś chłopaka który wpatrywał się w moje okno.- dokończyłam i poczułam jak gwałtownie mięśnie Jusa się napinają. Wyjęłam z apteczki wodę utlenioną i zaczęłam przemywać ranę. Justin nie odpowiedział nic tylko siedział i przyglądał się jak zakręcam wokół jego ramienia bandaż. Gdy skończyłam usiadłam mu na kolanach i wtuliłam się w niego czując się naprawdę bezpieczna. Próbowaliśmy przetrawić wiadomości które właśnie usłyszeliśmy.  Po chwili wstałam i odłożyłam na miejsce apteczkę po czym odezwałam się cicho do chłopaka łapiąc go za zdrową rękę.
-chodźmy do pokoju. Nie odpowiedział tylko ruszył za mną. Gdy znaleźliśmy się w moim pokoju zamknęłam drzwi na klucz żeby uniknąć nie zapowiedzianych odwiedzin któregoś z rodziców. 
-chcesz zostać na noc?- zapytałam Justina który objął mnie w pasie i pocałował w czubek głowy.
-z miłą chęcią- oparł i posłał mi swój zniewalający uśmiech.  Podeszłam do szuflady w której trzymałam luźne koszulki do spania i wyciągnęłam jedną.
- odwróć się na chwilę- zaśmiałam się , odwracając się do Jusa który cały czas mi się przyglądał. Ten w odpowiedzi też się zaśmiał lecz, nie odwrócił się tylko podszedł bliżej. Swoimi rękoma chwycił koszulkę którą miałam na sobie i powoli zaczął podciągać ją do góry uśmiechając się przy tym. Pozwoliłam mu ściągnąć z siebie koszulkę podnosząc ręce do góry. W odpowiedzi na ten gest, chłopak jeszcze szerzej się uśmiechnął a po chwili zaczął mierzyć moje ciało wzrokiem.
-nie wiem kim ten palant był ale nie kłamał- szepnął mi do ucha, a ja poczułam jak się czerwienię. Nie odpowiedziałam nic więc Justin wyjął mi czystą koszulkę z rąk i przełożył przez głowę. Następnie przyciągnął mnie bliżej siebie i zachłannie pocałował. Nasze wargi toczyły ze sobą wojnę, poruszając się coraz szybciej. po chwili na swojej dolnej wardze poczułam język Justina, który prosił o dostęp. Chętnie na to przystałam i już po chwili nasze języki zaczęły walczyć o dominację. Gdy się od siebie oderwaliśmy, Justin pociągnął mnie za rękę tak że wylądowałam na łóżku a on sam po chwili do mnie dołączył. Tym razem jego pocałunki przeniosły się na szyję. Jęknęłam cicho gdy Justin lekko zassał moją skórę. Nie przerywając swoich pocałunków chłopak sięgnął rękoma do moich bioder i zsunął ze mnie moje szorty. Dopiero gdy to zrobił oderwał się ode mnie i zaczął rozpinać swoje spodnie. Ja w tym czasie wskoczyłam pod kołdrę i czekałam aż do mnie dołączy. Gdy już został w samych bokserkach wsunął się na miejsce obok mnie i oplótł mnie swoimi rękami, przyciągając bliżej. Uśmiechnęłam się do niego i wtuliłam w jego tors.
-Justin… boję się – odparłam po chwili i przysunęłam się do niego jeszcze bardziej.
-dopóki jesteś ze mną nie dam nikomu cię skrzywdzić- odpowiedział a po chwili dodał jeszcze:- ufasz mi?
-jak nikomu innemu- szepnęłam cicho i już nikt więcej się w tej sprawie nie odezwał.
 Leżeliśmy tak w ciszy ciesząc się naszą wzajemną bliskością. Po pewnym czasie, gdy zrobiło mi się trochę niewygodnie, pchnęłam lekko Justina żeby położył się na plecach a sama położyłam głowę na jego torsie i zaczęłam kreślić na nim jakieś wzory. Gdy poczułam że moje powieki zaczynają opadać, wplotłam swoje nogi między nogi mojego cudownego chłopaka i zasnęłam w jego ramionach.
-----------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
rozdział trochę krótszy od pozostałych, ale coś się wreszcie zaczyna dziać. <3 dziękuję za wszystkie 
miłe komentarze. Nie wiecie jak bardzo one mnie motywują do dalszego pisania <3 kocham was <3 JEŚLI KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH TO NIECH ZOSTAWI W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ Z TWITTERA <3
 

poniedziałek, 13 maja 2013

13 rozdział


 Leżeliśmy tak jakiś czas w zupełnej ciszy gdy nagle Jus oznajmił mi że idzie wziąć prysznic. Wszedł z niego po jakichś 15 minutach.  Jego włosy sterczały w każdą możliwą stronę a pięta koszulka opinała jego mięśnie bezucha. Nie powiem, wyglądał seksownie. Ale nie czas był na takie głupoty. Przez ten cały czas myślałam jakie oni mieli z Seanem wspólne sprawy i co  mogło się między nimi stać. Sean był typem chłopaka który umiał się odegrać i miał kontakty z ludźmi którzy nie byli dla niego dobrym towarzystwem. Mam nadzieję że Justin nie wpadł w jakieś gówno. Usiadł na swoim łóżku schował twarz w swoich dłoniach i głośna westchnął. Podeszłam do niego cicho i przytuliłam go lekko.
-powiesz mi?- zaczęłam cicho.
-dobrze, tylko się nie denerwuj i mnie nie odtrącaj, okej? – zapytał również cicho.
-dobrze.
-nie wiem czy wiedziałaś czym zajmował się twój chłopak kiedy byliście razem. – zrobił kilkusekundową przerwę-  Był dilerem narkotyków- powiedział a ja zastygłam w miejscu.- i nie tylko dilerem ale to już nieważne.  I sprawa jest taka że Sean ze swoimi kolegami, których pewnie nawet nie znasz chcą się na mnie zemścić  za to że go pobiłem i że niby zabrałem mu Ciebie. I miałem… mam u niego spory dług bo kupiłem od niego niedawno trochę towaru. Na początku dał mi 6 miesiący na spłacenie całego długu, a teraz zmienił datę i chce tych pieniędzy do końca tygodnia. A jak mu ich nie oddam to będzie chciał się zemścić, a ja wiem że on nie żartuje i wiem do czego jest zdolny. – dokończył a ja nie mogłam z siebie wydusić ani jednego słowa. po głowie chodziło mi tylko jedno pytanie.
-bierzesz prochy? – wypaliłam szybko i spojrzałam na niego.
-nie, już nie- zamurowało mnie po raz kolejny.
-jak to JUŻ nie?-  wymamrotałam cicho
-zaczęło się jakieś 2 lata temu, kiedy nie byłem jeszcze ani trochę popularny w szkole, a za wszelką cenę chciałem taki być. Wtedy Sean i jego koledzy zaproponowali mi to. Nie potrafiłem odmówić, a oni chcieli tylko kasy. Ja się uzależniłem i płaciłem im a oni byli zadowoleni, ale wszystko odbywało się w tajemnicy. Wtedy stałem się tym kim jestem teraz przez to poznałem Seana, a on zawsze był w szkole popularny . Wtedy te wszystkie dziwki z naszej szkoły chciały mieć mnie w łóżku co mi się podobało.. wszystko było dobrze dopóki nie zacząłem przedawkowywać. Wtedy musiał mi pomagać specjalista i jakoś z tego wyszedłem. Zresztą nie będę zanudzał Cię moimi nudnymi opowieściami, tylko po prostu ja nie mam tej kasy i nie skombinuje jej do końca tygodnia  boję się  że jak będzie chciał się odegrać, może coś zrobić tobie. – spojrzał mi wreszcie w oczy i tak wpatrywaliśmy się w siebie. Nie wiedziałam co powiedzieć, ale wiedziałam że chcę mu pomóc. Nie wiedziałam też że przechodził przez to wszystko.
-pomogę Ci. Ile potrzebujesz tych pieniędzy?- powiedziałam wstając z miejsca i chciałam wstać żeby podejść do torby w której miałam portfel.
- równo 500 złotych, ale jakoś sobie poradzę, spokojnie- odparł i złapał mnie za nadgarstek i pociągnął lekko tak żebym siedziała mu na kolanach.
-jak w kilka dni zdobędziesz 500 złotych?
-coś wykombinuję, spokojnie.
-nie chcę żebyś kombinował Justin. Pożyczę Ci te pieniądze, kiedyś tam mi oddasz- odpowiedziałam  mu z determinacją w głosie.
-nie wiem czy to dobry pomysł, nie chce Cię wykorzystywać.
- sama to zaproponowałam więc to nie jest wykorzystywanie. A teraz chodźmy już spać, dobra?- zapytałam i zeszłam z jego kolan po czym wskoczyłam po moją kołdrę.
-a mogę spać z Tobą?- usłyszałam po chwili jego niewinny głos.
.-mhm-mruknęłam cicho i chciałam już jak najszybciej zasnąć. Poczułam jak wsuwa się pod moją kołdrę a potem bez wahania obejmuje mnie w pasie i przyciąga bliżej.


Nadszedł wreszcie dzień powrotu. Po dwóch miesiącach chciałam wreszcie wrócić do domu i zasnąć wreszcie w swoim łóżku. od incydentu z Seanem do końca wycieczki obyło się w miarę spokojnie, bez żadnych większych kłótni. Pożyczyłam Justinowi trochę pieniędzy i spłaciliśmy razem jego dług, lecz Sean ciągle patrzył na nas z obrzydzeniem i coś mi mówiło że nie ma zamiaru zostawić tego wszystkiego takim jakim jest. Przeprowadziliśmy jeszcze kilka głośnych wymian zdań z Justinem lecz później wszystko było dobrze. Na szczęście.

Była godzina 21.30 i siedzieliśmy wszyscy zmęczeni w autokarze. Dałabym  wszystko żeby znaleźć się w swoim łóżku i porządnie się wyspać. Wszyscy wokół mnie spali, rozmawiali lub tak jak ja czytali książki. Jechaliśmy już jakieś 5 godzin, więc zostały jeszcze jakieś 2. W końcu literki zaczęły mi się rozmazywać a powieki zrobiły się ciężkie. Odłożyłam więc książkę na bok, zaznaczając stronę na której skończyłam po czym położyłam głowę na ramieniu Justina który słodko spał obok mnie oparty głową o szybę. Przez chwilę się w niego wpatrywałam.  Codziennie na nowo odkrywałam  jaki jest piękny. Jego włosy były potargane na wszystkie strony a jego pełne różowe usta lekko otwarte. Mimowolnie uśmiechnęłam się, przez to jak bezbronnie wyglądał. Ani trochę nie przypominał tego wybuchowego chłopaka którym był na co dzień. Wreszcie odwróciłam od niego wzrok i zamknęłam oczy wtulając się w niego jeszcze mocniej.

Obudził mnie czyjś zaspany głos.
-jesteśmy na miejscu skarbie- od razu rozpoznałam ten głos i otwierając oczy lekko się uśmiechnęłam. Ujrzałam ślicznego chłopaka który jedną ręką mnie obejmował a drugą gładził mój policzek. Siedzieliśmy tak chwilę, po czym cicho ziewnęłam a ten lekko zachichotał. Wpatrywaliśmy się w siebie chwilę kiedy przeszkodził nam  czyjś głos.
-nacieszcie się sobą póki możecie- odwróciłam głowę i zobaczyłam Seana który szczerzył się do nas szyderczo. Nie wiem gdzie zniknęła jego ciepła toń głosu i ten śliczny uśmiech w którym kiedyś się zakochałam. Nigdy nie był taki w stosunku do mnie, nawet jak się pokłóciliśmy. Po chwili odszedł z nieznikającym uśmieszkiem na twarzy. 
-nie przejmuj się nim. Nic ci się nie stanie. Obiecuję- Jus szepnął mi cicho do ucha a ja miałam nadzieję że tak właśnie będzie. Otrząsnęłam się i powoli wstałam. Przez okno zobaczyłam że jesteśmy już pod szkołą. Staliśmy na parkingu obok wielu samochodów, którymi rodzice przyjechali by odebrać swoje dzieci. Nigdzie nie mogłam dostrzec czarnej insigni mojego taty, zdziwiłam się bo przecież nie mogłam wrócić do domu w taką pogodę. Całe niebo pokryte było ciemnymi chmurami z których lał się siarczysty deszcz. Znajomi którzy już wyszli z autobusu szybko brali swoje walizki i biegli w stronę samochodu, żeby mieć jak najmniej kontaktu z deszczem. Po chwili poczułam wibrację mojego telefonu. Na ekranie wyświetlił się numer mojej mamy.
-halo? – odebrałam, przesuwając palcem po dotykowym ekranie.
-dzień dobry kochanie. Mamy mały problem z samochodem i wychodzi na to że nie mamy jak po ciebie przyjechać. Czy mogłabyś zabrać się z Jade lub Seanem?- zapytała mama zupełnie nieświadoma ile się w czasie tej wycieczki zmieniło. Skrzywiłam się słysząc to imię. Odkręciłam się żeby spojrzeć na siedzenie na którym siedziała wcześniej przyjaciółka lecz nie było jej tam.
-ja mogę cię podwieźć jeśli chcesz.-  powiedział cicho Jus.
-no więc?- odezwała się ponownie mama, kiedy przez dłuższą chwilę się nie odzywałam.
-dobrze, będę za jakieś 20 minut. Do zobaczenia- odpowiedziałam i szybko się rozłączyłam unikając pytań z kim w końcu pojadę. Nie chciałam jej o tym wszystkim mówić przez telefon a bez pytań by się nie obyło.
- z kim ty wracasz?- odwróciłam się do Justina.
-kolega przyjeżdża po mnie, nie będzie miał na pewno nic przeciwko żeby Cię podrzucić.- uśmiechnął się po czym chwycił swój plecak i moją torbę i pchnął mnie lekko w kierunku wyjścia z autobusu.
wyszliśmy z niego i od razu powitały nas zimne krople deszczu. Wzięliśmy szybko swoje walizki po czym pobiegliśmy w stronę samochodu który wskazał mi Justin. Chłopak kazał mi wsiąść do samochodu kiedy sam chował nasze walizki do bagażnika. Na fotelu kierowcy siedział dość przystojny blondyn z piwnymi oczami.
- hej, jestem Emily- odezwałam się pierwsza i wyciągnęłam w jego kierunku rękę.
- John- odpowiedział krótko ściskając moją rękę i uśmiechając  się. – jesteś nową dziewczyną Justina?- wypalił nagle nie przestając się uśmiechać. Poczułam się trochę skrępowana.
-um, noo…tak- odpowiedziałam spuszczając wzrok. Wtedy do samochodu wszedł Justin. Zdziwiło mnie że nie usiadł z przodu tylko wcisnął się na tylne siedzenie obok mnie.
-siema John!- krzyknął od razu Justin i się szeroko uśmiechnął. John odpowiedział mu tym samym i  gdy podałam mu adres mojego domu, ruszyliśmy w  jego stronę. Moim ciałem nagle wstrząsnął dreszcz, ponieważ deszcz zdążył zmoczyć moją cienką koszulkę i zrobiło mi się chłodno. Justin od razu oplótł mnie swoim ramieniem. Uśmiechnęłam się do niego i cmoknęłam go lekko w policzek. John cały czas obserwował nas w lusterku i uśmiechał się pod nosem. Deszcz zaczynał padać coraz gwałtowniej i dało się słyszeć odgłosy nadchodzącej burzy.
-jesteśmy na miejscu- oznajmił po kilku minutach kolega Jusa. chciałam  już wysiąść z samochodu kiedy zatrzymały mnie czyjeś silne ręce.
-zaczekaj, wezmę twoje walizki.- odezwał się Jus i wysiadł z drugiej strony.
-długo jesteście razem? – odezwał się znowu John patrząc na nie przez lusterko.
-jakieś 2 miesiące – odpowiedziałam znowu zmieszana jego pytaniem.
-nie wierzę że nasz Jus potrafi tyle czasu wytrzymać z jedną dziewczyną. Najwyraźniej  musi coś do Ciebie czuć, bo jego najdłuższy związek do tej pory trwał 2 tygodnie, bo laska z  którą był zgrywała niedostępną i przeleciał ją dopiero po dwóch tygodniach.- trochę przeraziły mnie jego słowa i obrzydziły. Wiedziałam że Justin był taki ale i tak to mną lekko wstrząsnęło. – ale nie martw się widać że on Cię lubi. Widzę jak na Ciebie patrzy- dodał jeszcze i puścił mi oczko po czym znów się odwrócił. Wtedy drzwi znowu się otworzyły, a w nich stał cały mokry Justin.
-możemy iść- uśmiechnął się i wolną rękę wyciągnął w moim kierunki pomagając mi wysiąść. Rzuciliśmy sobie z Johnem krótkie ,,cześć” i zatrzasnęłam drzwi samochodu. Trzymając się za ręce pobiegliśmy w stronę mojego domu i stanęliśmy na podeście pod daszkiem, gdzie deszcz nas nie dosięgał.
-trudno mi się z tobą rozstawać. Przyzwyczaiłem się do Ciebie- odezwał się bawiąc się naszymi palcami.
-przecież się nie rozstajemy . za 2 dni zobaczymy się przecież w szkole- zaśmiałam się i przysunęłam się bliżej niego.
-dla mnie to cała wieczność- odparł a jego głos przepełniony był szczerością. Spojrzeliśmy sobie w oczy i już po chwili nasze wargi przylgnęły do siebie. Jak zwykle poczułam że się rozpływam. Jego ręce znalazły się na mojej talii i przyciągnął mnie bliżej. Moja ręka gładziła jego policzek kiedy nasze usta ciągle się ze sobą zmagały.  Przerwał nam odgłos klaksonu w samochodzie Johna. Oderwaliśmy się od siebie patrząc w jego stronę. On wpatrywał się w nas rozbawiony a Jus  posłał mu zabijające spojrzenie.
-idź już- odezwałam się cicho biorąc swoje torby. Justin cmoknął mnie szybko w usta i pobiegł szybko do samochodu. Zanim do niego wszedł posłał mi szybkie spojrzenie. Po chwili samochód odjechał a ja chwyciłam za klamkę i weszłam do tego znajomego domu za którym tak się stęskniłam. Po kilkunastu minutach obściskiwania się wreszcie znalazłam się w swoim pokoju. Rzuciłam wszystkie swoje rzeczy na podłogę i szybko udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zmyłam cały makijaż założyłam piżamę i rzuciłam się na łóżku wtulając się w poduszkę którą przez te 2 miesiące zastępował mi Justin. Po chwili usłyszałam dochodzący dźwięk sms-a. podniosłam się z łóżka i chwyciłam z półki telefon po czym znowu rzuciłam się na łóżko. Odblokowałam ekran mojego iphona i otworzyłam wiadomość.
od Justin :* :
Dobranoc, skarbie <3 – opisałam mu szybko krótkie ,,dobranoc :* ‘’ i zasnęłam w błyskawiczny tempie.
------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3 przepraszam że dopiero dodaję rozdział ale miałam zabranego laptopa :/ moim zdaniem rozdział trochę nudny, ale w następnych coś się wreszcie ciekawszego wydarzy ;) jeśli to czytasz to proszę zostaw komentarz. wystarczy zwykłe ,,czytam” i nic więcej <3 jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach to w komentarzu zostaw swoją nazwę z Twittera lub jakiś inny namiar <3 i jeszcze dodam że teraz rozdziały będą dodawane zawsze w środy i soboty, bo mam teraz strasznie dużo popraw więc nie dam rady co drugi dzień dodawać nowych rozdziałów. <3

poniedziałek, 6 maja 2013

12 rozdział

-cholera Justin! – krzyknęłam gdy 5 minut później Jus wyszedł z łazienki w samym ręczniku. Zakryłam sobie oczy ręką  i czekałam jak wejdzie znowu do łazienki.
-kochanie, o co ci chodzi?- zaśmiał się a ja zaczęłam się czerwienić pod wpływem tego jak do mnie powiedział. Zakryłam twarz jeszcze bardziej żeby to ukryć.
- idź już do tej łazienki i się ubierz.
-ej, no ale mam przecież ręcznik. – zaprotestował Jus i znowu się zaśmiał.
-idź! – krzyknęłam w jego stronę i rzuciłam w niego poduszką. Wziął ze sobą czyste ciuchy i śmiejąc się wszedł z powrotem do łazienki. Po chwili usłyszałam pukanie, a raczej dobijanie się do drzwi i śmiechy. Podeszłam do nich i je otworzyłam. Po drugiej stronie zobaczyłam przyjaciół którzy ze śmiechem na nas czekali.
-Justin! Pośpiesz się- wydarłam się na chłopaka.
-jestem, jestem już nie krzycz- usłyszałam za sobą jego głos a potem poczułam ręce na mojej tali.
-chyba jeszcze dużo czasu zajmie mi przyzwyczajenie się do tego widoku. Pamiętam jak zawsze sobie dogryzaliście i patrzyliście z nienawiścią- odezwała się Jade.
- oj, uwierz że mi też będzie ciężko. No ale chodźmy już- pociągnęłam Justina za rękę i zamknęłam za nami drzwi. Udaliśmy się w stronę jeziora tą drogą którą znam już nadzwyczaj dobrze. Po drodze spotkaliśmy kilka osób z naszej klasy które z zaciekawieniem się nam przyglądały. Gdy doszliśmy na plażę uderzyła we mnie fala chłodnego wiatru.
-ej ja chyba wrócę się po bluzę do pokoju- powiedziałam kiedy zatrzęsłam się z zimna.
-jak chcesz dam Ci bluzę mi jest na razie ciepło- zaproponował Logan, na co Justin od razu zareagował.
- spoko Logan, też mam bluzę. – zaśmiałam się jego nagłą reakcją po czym poczułam jego bluzę na swoich ramionach.
-dzięki Justin- uśmiechnęłam się do chłopaka a następnie zwróciłam się do przyjaciółki-  wiesz już gdzie chcesz iść?
-tak, jakieś 500 metrów stąd jest pomost, myślałam że tam możemy pójść… na pierwszą randkę-dodała po chwili i puściła mi oczko.
-widzę, że wszystko sobie zaplanowałaś co? Od kiedy jesteś taka ułożona?- zapytałam jej gdy ruszyliśmy w stronę którą wskazała nam Jade.
-od kiedy w grę wchodzi ktoś kogo kocham- odpowiedziała szybko i zaczerwieniła się gdy dotarło do niej co powiedziała. Logan cicho się zaśmiał i objął ją ramieniem.
-aww jakie to słodkie – odezwał się Justin i razem cicho się zaśmialiśmy.
po jakichś 15 minutach doszliśmy na miejsce. Podczas drogi cały czas się śmialiśmy i zauważyłam że Justin bardzo dobrze dogadywał się z Loganem. Gdy doszliśmy na pomost zdążyliśmy akurat na zachód słońce i nie powiem było naprawę romantycznie. Staliśmy tak przez chwilę gdy poczułam Justin przytulającego się do mnie od tyłu. Nigdy nie pomyślałabym że będziemy tak stać i przytulać się do siebie całkiem szczęśliwi. Nigdy nie przeżyłam też czegoś takiego z Seanem. On zawsze zabierał mnie na imprezy czy coś w tym stylu, a ocieranie się tyłkiem o jego krocze nie było ani trochę romantyczne. Odwróciłam Się do Jusa przodem i zarzuciłam mu ręce na szyję. Wpatrywaliśmy się tak w siebie i uśmiechaliśmy szczęśliwi. Po zachowaniu Jade również można było wywnioskować że jest szczęśliwa.
-wiem! – krzyknęła po chwili Jade, odrywając się od Logana. My cały czas staliśmy objęci i wpatrywaliśmy się w nią zachęcając żeby mówiła dalej.
-porobimy sobie zdjęcia, mam ze sobą aparat- powiedziała a ja chyba jeszcze nigdy nie widziałam jej takiej zadowolonej.
-chyba naprawdę planowałaś to już od miesięcy Jade- zaśmiał się Logan.
-po prostu chcę spełnić swoje marzenia dopóki mam z kim- odpowiedziała i przytuliła się do swojego chłopaka po czym spojrzała na nas. – to jak? Wchodzicie w to?
-ja nie wiem…- zaczął Justin lecz uszczypnęłam go żeby się ogarnął. Nie chciałam psuć Jade tej chwili gdy widziałam jaka była szczęśliwa.
-oczywiście że wchodzimy- odpowiedziałam jej i spojrzałam znacząco na Justina. Ten przysunął mnie bliżej i szepnął mi o ucha:
-dla ciebie wszystko, skarbie. – nie odpowiedziałam nic bo poczułam jak robi mi się gorąco i na moje policzki znów wstąpił kolor czerwony.
po naszej małej ,,Sesji” wybraliśmy najlepsze zdjęcia i usiedliśmy na końcu pomostu czekając aż słońce zajdzie do końca. Justin obejmował mnie ramieniem a ja cały czas rozmyślałam co z tego wszystkiego będzie. Nagle poczułam jak Jus chwyta mnie lekko za podbródek i przekręca głowę w jego stronę patrzyliśmy tak na siebie a ja zaczęłam odczuwać motylki których z każdą sekundą, w której Justin przybliżał się do mnie było coraz więcej. Nagle nasze usta się zetknęły a wokół nas (albo raczej wokół nas w mojej głowie) wystrzeliły fajerwerki. Pogłębiłam pocałunek i z chęcią już nigdy nie oderwałabym się od jego pełnych ust. Nie przerywając pocałunku Jus przekręcił głowę na drugą stronę , a ja zrobiłam to samo. Ręce chłopaka powędrowały na moje biodra i przyciągnął mnie bliżej siebie, gdy nagle usłyszeliśmy plusk w wodzie. Oderwaliśmy się od siebie tak nagle że i ja o mało nie wpadłam do wody. Odwróciłam głowę i  aż mnie zatkało kiedy zobaczyłam Jade próbującą dopłynąć  do nas.
-kurwa ona nie umie pływać, Justin zrób coś!- krzyknęłam na niego a ten Od razu podniósł się, ściągnął z siebie koszulkę i wskoczył do wody. 
-ja was podciągnę- krzyknął stojący za mną Logan. Widziałam że był tak przerażony jak ja. Jade kiedyś prawie utonęła i od tego momentu panicznie bała się wody. Justin złapał ją mocno w pasie i jedną ręką zaczął płynąć w kierunku pomostu. Logan wciągnął ich z powrotem a Jade usiadła zdenerwowana i cała mokra jak najdalej od wody.
-jak ty to zrobiłaś- zapytałam się jej zdziwiona. Ona nie odpowiedziała mi tylko zaczerwieniła się i spuściła wzrok. Spojrzałam szybko na Logana wiedząc już że to jego sprawka lecz ten uniknął mojego wzroku i podziękował Justinowi. Starałam się skupić na czymkolwiek innym co mogłoby odciągnąć moją uwagę od brzucha Justina który cały czas był bez koszulki. Miał tak wyrzeźbione mięśnie brzucha że nie można było przeć się pokusie spojrzenia na nie. Chłopak wyczuł mój wzrok na sobie, więc  podszedł do mnie i szepnął mi do ucha:
-spokojnie, obiecuję Ci że jeszcze się na to napatrzysz.- znowu poczułam że robi mi się gorąco. Chyba muszę się przyzwyczaić że tak na niego reaguję.
-przestań! Dobrze wiesz jak ja na to reaguję. Lubisz mnie doprowadzać do takiego stanu prawda? - odezwałam się i oderwałam od niego wzrok.
-oczywiście, uwielbiam kiedy się tak czerwienisz prze ze mnie- powiedział specjalnie głośno tak żeby Jade i Logan usłyszeli. Usłyszałam ich śmiechy. Spiorunowałam ich wzrokiem i wróciłam do Justina.
-jesteś dupkiem, wiesz?- warknęłam na niego na co ten tylko się zaśmiał i wziął mnie na ręce.
-ach, uważasz że jestem dupkiem tak? – zapytał zaczepnie- to ciekawe kim będę jak wrzucę Cię do tej wody, ostrzegam że za ciepła to ona nie jest.
-o nie! Justin puść mnie!- krzyknęłam na niego a kątem oka dostrzegłam że Jade i Logan cały czas nas obserwują.
-może to Cię nauczy żeby nie nazywać mnie ani głupkiem ani dupkiem ani żadnym innym nie fajnym gościem. – zaśmiał się i podszedł do końca pomostu i wyciągnął ręce tak że byłam nad wodą. Złapałam się go kurczowo za szyję, nie chcąc mieć bliskiego spotkania z zimną wodą.
-nie wrzucę Cię tam pod jednym warunkiem- uśmiechnął się tym swoim chytrym uśmieszkiem i spojrzał na mnie pytająco.
-okej okej zrobię wszystko, ale jak nie tam wrzucisz to Cię zamorduję. – wypaliłam szybko myśląc tylko o  tym żeby nie znaleźć się w zimnej wodzie.
-och, więc mówisz że zrobisz wszystko tak?- z naciskiem wypowiedział słowo WSZYSTKO
-tak ale weź mnie kurwa postaw. – krzyknęłam już lekko zdenerwowana.
- to dobrze, szczegóły wyjaśnię ci w pokoju- odpowiedział po czym puścił mi oczko i chwycił moją dłoń ciągnąc mnie do śmiejących  się z nas przyjaciół.
-to jak wracamy już? – odezwał się Jus na co wszyscy przytaknęliśmy i ruszyliśmy z powrotem w stronę ośrodka, bo słońce już zaszło i zaczęło się robić ciemno. Gdy znaleźliśmy się w pokoju było po 21. Od razu chwyciłam swoją piżamę u poszłam wziąć prysznic. Gdy lecąca woda obmywała moje ciało, myślałam nad tym wszystkim co się dzisiaj wydarzyło. Uśmiechnęłam się na samą myśl o wszystkich spędzonym chwilach razem z Jusem. To prawda wkurwia mnie swoją pewnością siebie i niektórymi zachowaniami ale czuję się przy nim taka  szczęśliwa i bezpieczna. Zaufałam mu i mam nadzieję że to nie są jakieś jego gierki. Boże, ja naprawdę go lubię. Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos otwieranych drzwi. Co do cholery!? Natychmiast wychyliłam głowę przez prysznicową  szybę, która odgradzała mnie od… Justina!?
-co ty do cholery robisz?!- wydarłam się na niego, kiedy zaczął zbierać z podłogi moje rzeczy. Ten nic nie odpowiedział tylko się zaśmiał i wyszedł z łazienki z moją piżamą, czyli krótkimi spodenkami i bokserką. kurwa! Jego do końca pojebało!?
-Justin co ty odpierdalasz!? Daj mi moje rzeczy!- wydarłam się na niego lecz tym razem też mi nie odpowiedział tylko jeszcze raz bezczelnie się zaśmiał. – Dupek- szepnęłam do siebie pod nosem i wyszłam z pod prysznica sięgając po ręcznik którego na szczęście nie zabrał. nie zauważył też że moja bielizna leżała na stołku za prysznicem więc jej również nie zabrał. na moje szczęście! Założyłam ją na siebie po czym owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z pokoju gotowa zamordować Justina. Gdy tylko wyszłam usłyszałam głośnie gwizdnięcie.
-zamknij się i oddaj mi piżamę!- warknęłam na niego od razu i podeszłam żeby mu ją zabrać. 
-to sobie ją weź- zaśmiał się i wsadził ją sobie pod koszulkę a sam wygodnie rozłożył się na łóżku, ręce zakładając za głowę.
-kurwa Justin! Ogarnij się i daj mi tą pieprzoną piżamę- byłam coraz bardziej na niego wkurzona. Podeszłam do niego i sięgnęłam ręką pod jego koszulkę. Widziałam że zdziwił go mój ruch, ale nie poddał się. Chwycił mnie w pasie i przyciągnął tak że leżałam na nim. Ręką kurczowo trzymałam ręcznik, żeby nie odkrył mojego ciała. Cała ta sytuacja zaczęła się robić zabawna. Po chwili Jus odwrócił nas tak że teraz to on leżał na mnie i triumfalnie się uśmiechnął po czym przysunął się i zaczął składać pocałunki na mojej szyi. Oblała mnie fala gorąca.
-pamiętasz jak nad jeziorem powiedziałaś że zrobisz dla mnie WSZYSTKO? – szepnął mi do ucha na chwilę przerywając pocałunki. Momentalnie skamieniałam na jego słowa. Chyba nie chodziło mu o… o boże! Chyba wyczuł moje zmieszanie i spojrzał na mnie po czym się cicho zaśmiał.
-boże Emsy. Nie chodzi mi przecież o to- zaśmiał  się naciskając na wyraz ,,to”.- ale twoja mina była bezcenna. – dokończył i znów zaczął składać delikatne pocałunki. Odetchnęłam z ulgą kiedy powiedział że nie chodziło mu o TO. Dobra pora by odzyskać swoje ciuchy. Sięgnęłam szybko pod jego koszulkę i tak samo szybko ją wyciągnęłam ze swoją zdobyczą. Nawet nie zaprotestował więc trochę mnie to zdziwiło, lecz zaraz wiedziałam już dlaczego nie protestował. Moje ręce nie trzymały już ręcznika a on zaczął go ze mnie zdejmować po czym zdjął go całkiem i zanim zdążyłam cokolwiek zrobić rzucił go na podłogę tak żebym nie mogła po niego sięgnąć.  Wtedy spojrzał mi w oczy i złączył nasze usta w namiętnym pocałunku, który jak do tej pory wyrażał najwięcej emocji. Jego palce zaczęły kreślić kółka na moim odkrytym brzuchu, a ja wplątałam moje ręce w jego włosy i przysunęłam bliżej siebie. Jego ręce zaczęły błądzić po całym moim ciele nie tylko po brzuchu, lecz o dziwo nie przeszkadzało mi to. Jednak wiedziałam że to wszystko dzieje się za szybko i nie mogło między nami do niczego dojść i on na pewno też wiedział. Jak zwykle w takim momencie, ktoś musiał zapukać do drzwi które na szczęście były zamknięte. Justin mruknął w moje usta lecz nie wstał żeby otworzyć drzwi tylko kompletnie to olał. Nie chętnie oderwałam się od niego.
-idź, otwórz- odepchnęłam go lekko od siebie gdy ktoś zapukał kolejny raz bardziej agresywnie.
-nigdzie nie idę- mruknął kolejny raz niezadowolony i znów zaczął mnie całować. Wiedziałam że i tak nic nie zdziałam więc odpuściłam mu.
-kurwa Bieber otwórz te pierdolone drzwi!- ryknął głos zza drzwi z całej siły uderzając w nie. Poznałam czyj to głos i spięłam się trochę. Czego on tu chce. Gdy tylko Justin to usłyszał oderwał się ode mnie i przeklął coś pod nosem i wstał podchodząc do drzwi. Zaczekał aż założę na siebie piżamę, po czym wyszedł na zewnątrz. Usiadłam na łóżku myśląc o tym czego on chciał od Justina.  Usłyszałam krzyki na korytarzu, po czym Jus z powrotem  wszedł do pokoju i z całej siły trzasnął drzwiami.
-Justin?- odezwałam się cicho nie chcąc żeby wybuchł.
-zamknij się- syknął w moją stronę i uderzył pięścią w ścianę. Podskoczyłam lekko gdy to zrobił lecz nie chciałam żeby znowu sobie coś zrobił, więc podeszłam do niego modląc się żeby nie wyładował się na mnie. Przytuliłam go lekko i nie pytałam już o nic więcej. Poczułam jak jego mięśnie się trochę rozluźniły a on przycisnął mnie lekko do siebie.
-przepraszam – szepnął w moje włosy i staliśmy tak przez chwilę dopóki znowu się nie odezwał.- ale proszę Cię nie pytaj o co chodzi. Nie mogę Ci powiedzieć. Nie chcę żebyś się ode mnie odsunęła.
-nie odsunę się od Ciebie Justin. Obiecuję. Mi możesz przecież powiedzieć- szepnęłam cicho lecz on nie odpowiedział tylko wziął mnie na ręce i po raz kolejny położył na łóżku po czym objął mnie ramieniem.
-dobre, powiem Ci, ale nie teraz. Musze chwilę pomyśleć.- dodał po chwili. A ja wiedziałam że miałam się teraz zamknąć i czekać aż sam zacznie mówić.
-----------------------------------------------------------------------------
nie wiem jak wam ale mi się ten rozdział chyba podobał najbardziej ze wszystkich <33 nie chciałam tak przesadnie słodzić i zanudzać więc coś się wreszcie wydarzy :3 dziękuję za te wszystkie miłe komentarze, jesteście wspaniali <3 następny rozdział dodam pojutrze, no chyba że mnie zmotywujecie to może napiszę go jutro <3  więc jeśli ktoś chciałby jeszcze być informowany o nowych rozdziałach to w komentarzach zostawcie swoje nazwy z Twittera <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ  <3 

niedziela, 5 maja 2013

11 rozdział

Przed samym wejściem na stołówkę oświeciło mnie w jakim byliśmy stanie.
-Justin, przecież nie możemy tak wejść- odezwałam się cicho, cały czas wstrząśnięta tym co się stało- zaraz zaczną zadawać pytania a nie chcę żebyś miał kłopoty.
-masz rację…- odezwał się po chwili- chodźmy się ogarnąć do pokoju, przyjdziemy zaraz.
nikt nic więcej nie dodał tylko pociągnął mnie lekko za rękę i udaliśmy się do pokoju. Gdy się tam znaleźliśmy od razu udałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro i od razu poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Wyglądałam okropnie. Przemyłam twarz i wyszłam z łazienki po czym wzięłam apteczkę-już nie wiem który raz na tej pieprzonej wycieczce- i podeszłam do Justina który siedział zamyślony na łóżku. Krew ciekła mu z nosa, na  policzku miał wielkiego siniaka i tak jak ja miał rozciętą wargę. Poszłam jeszcze raz do łazienki po puder to twarzy i ręcznik który zmoczyłam i wróciłam do pokoju. Usiadłam obok Justina. Żadne z nas się nie odzywało. Widziałam jaki był zdenerwowany, nie chciałam żeby wybuchł. Chwyciłam lekko jego twarz i skierowałam ją ku sobie. Zaczęłam przemywać mu twarz a on cały czas mi się przyglądał. Gdy to skończyłam przypudrowałam siniaki i znowu poszłam do łazienki, żeby siebie też doprowadzić do porządku.
-przepraszam –szepnął cicho Jus po czym objął mnie w tali a głowę położył na moim ramieniu. Wpatrywaliśmy się w swoje odbicia w lustrze.
-nie masz za co mnie przepraszać Justin- odezwałam się po chwili. Przecież on mi tylko pomógł, to nie wydarzyło się przez niego.
-ale to ja kazałem ci mnie pocałować a później nie obroniłem Cię gdy ten dupek Cię uderzył.- powiedział cicho głosem przepełnionym poczuciem winy.
-Justin, przestań się obwiniać. To nie była twoja wina. a to że mnie pocałowałeś było najlepsze- odpowiedziałam i lekko się zarumieniłam, sama nie wiem czemu.
-naprawdę?- odpowiedział zdziwiony a na jego twarzy zagościł szczęśliwy uśmiech. Nie odpowiedziałam na to tylko odwróciłam się tak żeby stać do  niego przodem i zarzuciłam mu ręce na ramiona. Przez chwilę jeszcze się tak w siebie wpatrywaliśmy, a następnie nasze usta się zetknęły. 
motylki natychmiast zapanowały nad moim ciałem. Nasze usta delikatnie się o siebie ocierały. Gdy się od siebie oderwaliśmy, poczułam jak moje nogi odrywają się od ziemi.
-co ty robisz? – zapytałam zdziwiona, gdy Justin wziął mnie na ręce. Nie odpowiedział mi tylko wyszedł z łazienki i położył mnie na swoim łóżku a sam ułożył się obok mnie.
-nie idźmy na kolację, co? Chcę się tobą nacieszyć trochę, dopóki nie zmieniłaś zdania.- odpowiedział i uśmiechnął się.
-nie zmienię już zdania Justin, chyba że znowu coś odpierdolisz.- ostrzegłam go.
-nie odpierdolę, obiecuję- zaśmiał się i założył kosmyk moim włosów za ucho.- wiesz że jesteś śliczna? –zapytał po chwili wpatrywania się we mnie.
- nie, nie jestem – odpowiedziałam i przekręciłam głowę w drugą stronę bo poczułam że się rumienię.
-Emily, spójrz na mnie- odezwał się od razu i zaśmiał. Niechętnie odwróciłam głowę w jego stronę mając nadzieję że moje policzki przybrały już normalny kolor.
-jesteś śliczna, rozumiesz? – pogłaskał mnie po policzku, a ja modliłam się żebym się znowu nie zarumieniła.
-mhm, niech Ci będzie- odpowiedziałam wymijająco . leżeliśmy tak chwilę, gdy nagle poczułam, a raczej usłyszałam burczenie w brzuchu.
-czemu nie powiedziałaś że jesteś głodna? nie zatrzymywałbym Cię- zaśmiał się Jus.
-czekaj napiszę do Jade żeby nam coś przyniosła, ok? –zapytałam
-ok, ok ale jak się spyta co się stało to co jej powiesz?
-prawdę. My sobie mówimy wszystko. Ufam jej jak nikomu innemu.- odpowiedziałam mu i wyjęłam telefon z kieszeni po czym napisałam sms-a.  ta prawie od razu mi opisała że będzie za 10 minut. Dodała jeszcze że ma nadzieję że dobrze się z Justinem bawiliśmy. Zaśmiałam się tylko i odłożyłam telefon.
-będzie za 10 minut.- oznajmiłam Justinowi. Ten tylko kiwnął głową i położył się na moim brzuchu. Leżeliśmy tak zatopieni w swoich myślach a ja bawiłam się jego włosami.
po niecałych 10 minutach do pokoju wparowała Jade myśląc chyba że przyłapie nas na czymś.
gdy nas zobaczyła uśmiechnęła się, lecz od razu jej uśmiech zniknął z twarzy kiedy zobaczyła nasze rany.
- o boże! Co wam się stało? – zapytała zdenerwowana a talerze z kolacją postawiła na stole.
-Sean- syknął tylko Justin.
-on wam to zrobił? Dlaczego?- zapytała po raz kolejny zdezorientowana.
- zobaczył jak całowaliśmy się z Emily i wpadł w szał. Przecież to on kurwa zaczął te gierki.- odpowiedział zdenerwowany Jus, a ja znowu poczułam jak moje policzki się rumienią.
-dobra opowiadajcie wszystko ze szczegółami.- odezwała się po chwili Jade i usiadła na łóżku.
zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć Justin zaczął mówić:
-szliśmy na kolację ale było jeszcze trochę czasu więc postanowiliśmy przejść przez plac zabaw. No i zastaliśmy tam nikogo innego jak Seana i Kelsey obściskujących się na huśtawce. Wtedy poleciłem Emily żeby mnie pocałowała, bo taki był nasz plan. Trochę nas  to wciągnęło i nie panowaliśmy nad tym do końca – mówił i uśmiechnął się lekko patrząc na mnie, po czym znowu odwrócił się w stronę przyjaciółki- wtedy Sean się wkurzył na maxa i nawyzywał Emsy od suk, a potem ją spoliczkował. Ja się wkurzyłem i oddałem mu kilka razy mocniej, lecz on sam też nie odpuszczał a potem samo się jakoś potoczyło.- dokończył i chyba był już trochę bardziej rozluźniony.
-cholera jasna- odezwała się Jade, jak już przeanalizowała w głowie wszystkie informacje. Zaśmialiśmy się cicho z Jusem z jej nagłej reakcji.
- ale już jest okej- dodałam jeszcze i spojrzałam na przyjaciółkę.
- ale… wy jesteście … razem? – zapytała jeszcze raz zdezorientowana spojrzała najpierw na mnie a potem na Jusa. Sama nie znałam  na to pytanie odpowiedzi. Justin chyba tez nie wiedział co powiedzieć bo odwrócił się i spojrzał na mnie pytająco, po czym odezwał się niepewnie cały czas na mnie patrząc:
-um, można tak powiedzieć.- nie wiem czemu ale ucieszyła mnie jego odpowiedź. Uśmiechnęłam się  do niego żeby wiedział że zgadzam się z nim. Ten odpowiedział uśmiechem i spojrzał na Jade. Jej mina była bezcenna. W tym samym czasie wybuchliśmy śmiechem z Justinem. Dziewczyna po chwili dołączyła do nas.
- to życzę wam szczęścia- odezwała się po chwili.
-dziękujemy- odpowiedział zakłopotany Jus.
-Jade? –zaczepiłam ją zwracając na nią swoją uwagę- ty też jesteś jakoś nadzwyczaj uśmiechnięta. Chcesz mi może o czymś powiedzieć? – dokończyłam i uśmiechnęłam się tak jak ona robiła to przez cały czas.
- ehm… no bo ja, to znaczy ja i Logan, no wiesz- odpowiedziała zakłopotana i zarumieniła się.
- o boże naprawdę!? – krzyknęłam chyba trochę za głośno i rzuciłam się na Jade z uściskami zwalając przy okazji z siebie Justina, który mruknął z niezadowoleniem.- ale się cieszę! No to my też wam życzymy szczęścia.- odpowiedziałam jej szczerze a ona uśmiechnęła się szczęśliwa. Następnie zmuszona byłam się położyć bo Jus pociągnął mnie po czym znów wygodnie ułożył głowę na moim brzuchu.
-Justin? A jak ty się dogadujesz z Loganem? – zapytałam go po chwili
-jesteśmy sobie obojętni. Tak mi się wydaje. Przynajmniej ja do niego nic nie mam.- odparł po chwili.
- to może pójdziemy na jakąś podwójną randkę?- wypaliła szczęśliwa Jade.
- Jade wyluzuj. Na razie jesteśmy na tej pieprzone wycieczce więc nie ma opcji- zaśmiałam się.
- no to możemy przejść się razem na tą ,,plażę” wokół jeziora na zachód słońca. Będzie tak romantycznie…-odezwała się po chwili namysłu. Uśmiechnęłam się na myśl o wydarzeniach które miały tam miejsce. Justin chyba też o tym pomyślał bo też się uśmiechał.
-mi się ten pomysł podoba- odpowiedział po chwili Jus. I spojrzał na mnie pytająco.
-nooo, ja też nie miałabym nic przeciwko. – odezwałam się po chwili. Zastanawiałam się co Justin odpowiadając na pytanie Jade że tak jakby jesteśmy razem miał na myśli. Bo przecież nie byliśmy oficjalnie razem. Spojrzałam na niego i zaczęłam mu się przyglądać. Wszystko w nim było dla mnie idealne. Każdy najmniejszy szczegół. Nie wierzę że w ciągu kilku dni tyle się zmieniło. Rozstałam się z Seanem, zakochałam się w Justinie a on chyba też coś do mnie czuje. (chyba że jest naprawdę świetnym aktorem) a moja najlepsza przyjaciółka chodzi z moim najlepszym kolegą. Lepiej być chyba nie mogło.
-Emily? – zaczął cicho Jus gdy ciągle na niego patrzyłam, otrząsnęłam się i rozejrzałam wokół. Jade już nie było.
-hmm?
- o czym myślisz? – zapytał Justin , podniósł się i położył obok mnie.
- o wszystkim- odpowiedziałam wymijająco.
-a czy tym wszystkim jestem ja? – zapytał i uśmiechnął się łobuzersko, tak jak zawsze.
-możliwe- odpowiedziałam i posłałam mu ciepły uśmiech.
- a dokładnie to o czym?
- zastanawiam się nad tym co ty do mnie czujesz? – oznajmiłam mu i spojrzałam w jego śliczne oczy. On nie odpowiedział tylko musnął lekko moje usta, po czym  oprał swoje czoło o moje.
- ciężko mi to przyznać, ale złamałaś mnie i chyba się w tobie zakochałem. – przyznał i patrzyliśmy tak sobie w oczy dopóki ktoś znowu nie wparował do pokoju. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w stronę  drzwi w których stała wychowawczyni. Powstrzymałam chęć wybuchnięcia śmiechem i patrzyłam na nią dopóki nie zaczęła mówić.
- widzę Bieber że bardzo dobrze zająłeś się Emily. – zwróciła się do Justina, po czym spojrzała na mnie. – i co z tą nogą Emily? były jakieś problemy? i czemu jesteście cali poobijani? – spojrzała na nas zdziwiona.
- emh, my przepychaliśmy się kto pierwszy ma iść do łazienki i potknęliśmy się i wpadliśmy na drzwi. A z nogą było wszystko w porządku- odparłam po czym uświadomiłam sobie że prawie mnie ona dziś nie bolała.
- to dobrze, to znaczy że jutro już będziesz mogła jechać z nami zwiedzać prawda?-
- no nie wiem czy będzie mogła jechać. Dzisiaj noga nie bolała jej bo prawie nie chodziła, a całego dnia na nogach to ona nie wytrzyma- wypalił Justin a ja byłam mu wdzięczna, bo nie chciałam nigdzie jutro jechać i stawać twarzą w twarz z Seanem.
-dobra, niech wam będzie. Ale pozwólcie że przypomnę wam że pojutrze wyjeżdżamy z tego miejsca więc jutro lepiej odpoczywaj, żeby rana się wygoiła.- odpowiedziała jeszcze po czym opuściła pokój. Jus od razu się do mnie przysunął i byliśmy w takiej pozycji jak wcześniej.
-więc, na czym skończyliśmy?- wyszeptał mi do ucha a ja znowu poczułam łaskotanie w brzuchu.
- hmm, wiesz że nie pamiętam? Coś tam szeptałeś ale Cię nie słuchałam- zaczęłam się z nim droczyć.
- już wiem. Mówiłem Ci że się w tobie zakochałem i chciałbym żebyśmy byli razem.- szepnął mi do ucha po czym przygryzł jego płatek a mnie przeszły ciarki. Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa.- no więc? Zgadzasz się? Nie odpowiedziałam mu tylko zaczęłam przybliżać jego usta do moich. Gdy się wreszcie zetknęły Justin Uśmiechnął się przez pocałunek na co ja zareagowałam tak samo. Nagle ktoś znowu wszedł bez pukania do pokoju.  Justin mruknął zirytowany i odsunął się ode mnie niechętnie. W drzwiach stał uśmiechnięty Logan. Piorunowaliśmy go z Justinem wzrokiem na co ten wybuchnął śmiechem. Gdy się uspokoił podszedł do nas i usiadł na łóżku tak jak wcześniej jego dziewczyna.
- Jade przysłała mnie żebym wam powiedział że dzisiaj mamy iść w czwórkę nad jezioro i żebym sprawdził czy jesteście grzeczni. – oznajmił nam i znowu zaczął się śmiać a my dołączyliśmy do niego.
-coś jeszcze? – odezwał się rozbawiony Justin.
-tak, przyjdziemy po was o 20, ok?  więc bądźcie gotowi na to że możemy wejść bez pukania.
-ha ha ha- zaśmiałam się sztucznie i rzuciłam w jego stronę rozbawione spojrzenie.
-dobra już wychodzę i wam nie przeszkadzam. – odpowiedział i wyszedł zamykając za sobą drzwi, a Justin od razu wpił się w moje usta. Od razu oddałam pocałunek i go pogłębiłam.
- następnym razem będę pukać- usłyszeliśmy znów glos Logana który stał w drzwiach i się nas śmiał.
- kurwa mać!- krzyknęliśmy w tym samym czasie a ja rzuciłam w niego poduszką. Zdążył zamknąć drzwi więc go nie trafiłam. Słyszeliśmy jeszcze jego śmiech gdy szedł korytarzem. Spojrzeliśmy na siebie i też zaczęliśmy się śmiać.
-chyba nie jest nam to pisane- odezwał się Justin po chwili.
- chyba nie- zaśmiałam się i wstałam z łóżka po czym usiadłam przy stole. – idziesz tutaj czy sama mam wszystko zjeść? – zapytałam go a ten od razu poderwał się z łóżka i usiadł naprzeciwko mnie. Gdy skończyliśmy jeść była godz. 19. 30.
-ja idę wziąć prysznic i się ubrać- oznajmiłam Justinowi i ruszyłam w kierunku łazienki.  
- potrzebujesz może pomocy? – zapytał i poruszył znacząco brwiami.
-nie, dzięki. Może sobie poradzę. – zaśmiałam się i weszłam do łazienki zamykając ją na klucz.
wyszłam odświeżona i ubrana po 20 minutach. Jus od razu złapał mnie w tali.
- pięknie wyglądasz- szepnął mi do ucha i sam zniknął w łazience. Nigdy bym się nie spodziewała że ten debil będzie mógł wywoływać u mnie takie emocje. Uśmiechnęłam się na myśl o tym że może wszystko wróci do normy i wreszcie będę szczęśliwa. Chociaż z Justinem nigdy nic nie jest pewne. No ale cóż, trzeba mieć nadzieję.
----------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3
dziękuję za te wszystkie komentarze w których piszecie że podoba wam się to co piszę. <3 kocham was <33 i napisze jeszcze raz że jeżeli chcielibyście być informowani o nowych rozdziałach to zostawcie komentarze ze swoimi nazwami z Twittera <3
jeśli ktoś ma jakieś pytania to tu mój twitter: https://twitter.com/Ola_Styles_
i przepraszam za ewentualne błędy :p 

piątek, 3 maja 2013

10 rozdział

 Leżeliśmy tak jeszcze chwilę. Zaczęło mi się robić chłodno więc chciałam wrócić już do pokoju i przebrać się w suche ciuchy. Była godzina 13 więc do przyjazdu reszty klasy było jeszcze jakieś 5 godzin.
-Justin, ja idę do pokoju się przebrać. –odezwałam się wreszcie i zaczęłam wstawać.
-ok, ja jeszcze zostanę, chcę trochę pomyśleć.
-mhm,  mi też się to przyda. – odpowiedziałam ruszyłam w stronę ośrodka.
doszłam do pokoju i od razu zaczęłam zdejmować z siebie mokre ciuchy. Wyciągnęłam z szafy nowe ubrania i bieliznę po czym podeszłam do łóżka i wszystko na nie rzuciłam. Naciągałam na siebie czystą bieliznę kiedy do pokoju wszedł Justin. 
-cholera Justin! Miałeś tam zostać! – wydarłam się na niego i zakryłam się szybko bluzką.
 on natychmiast wycofał się lecz drzwi były uchylone.
-ale miałem nadzieję że trafię na takie właśnie widoczki. – powiedział wyraźnie rozbawiony.
czułam jak moje policzki płoną. Podeszłam szybko do drzwi i zatrzasnęłam je do końca i zamknęłam na kluczyk. Szybko nałożyłam na siebie resztę stroju i modliłam się do siebie żeby okazało się że nic nie zobaczył. Otworzyłam okno żeby wywiesić mokre ciuchy.
-dłuuugo jeszcze? – marudził pod drzwiami Justin
-tak!- odburknęłam nie chcąc się z nim mierzyć teraz wzrokiem.
w odpowiedzi usłyszałam tylko jego usłyszałam jego śmiech. Podeszłam wreszcie do drwi i je otworzyłam. Jus wszedł bez słowa do pokoju tłumiąc w sobie śmiech. Nagle wybuchnął śmiechem na co ja się wkurzyłam lecz po chwili sama wybuchłam niepohamowanym śmiechem.
-nie wiem który raz ci to już mówię, ale głupi jesteś- odpowiedziałam i rzuciłam w niego poduszką. On zdążył ją chwycić  i podszedł do mnie.
-już to przerabialiśmy. –zaczął siląc się na poważny ton.- nie jestem głupi tylko seksowny, pamiętaj o tym .- dokończył i tym razem on uderzył mnie poduszką tak że opadłam na łóżko.
-mhm, niech ci będzie.- odpowiedziałam po czym wspięłam się wyżej na łóżko i oparłam o poduszki. Następnie wyjęłam laptopa, żeby sprawdzić czy jest tu jakieś wi-fi.
-właśnie Justin, nie mamy opracowanych jeszcze notatek z pierwszego dnia.- odpowiedziałam mu gdy zobaczyłam na laptopie otwarty program z zaczętym opracowaniem.
-to dawaj skończymy to teraz- powiedział o chyba przypomniał sobie jak mnie wtedy potraktował bo miał jakąś dziwną minę. Przysunął się bliżej i usiadł obok mnie opierając się o poduszki.
- to tutaj są notatki – oznajmiłam  i pomachałam mu zeszytem przed nosem. – będziesz je czytać a ja będę najważniejsze informacje notować ok? chyba że chcesz się zamienić.
-wiesz… jak chcesz to mogę to sam zrobić, ty już i tak dużo zrobiłaś. – odpowiedział i cały czas był zakłopotany.
-dobra, było minęło nie wracajmy do tego. – odpowiedziałam mu włożyłam mu zeszyt do rąk.
skończyliśmy to robić po jakichś 3o minutach. Nagle usłyszałam burczenie w brzuchu.
-cholera. Głodna jestem. – odezwałam się bardziej do siebie tym samym przerywając ciszę przerywając ciszę.
-słyszę – zaśmiał się Jus.- jak myślisz za ile oni wrócą?
- nie wiem, pewnie jeszcze z godzinę im się zejdzie. Może pójdziemy się jeszcze gdzieś przejść bo widzę że Tobie też się nudzi.- zaproponował na co ja chętnie przystałam.
- tylko tym razem uważaj jak chodzisz i wrzuć nas znowu do wody- zaśmiałam się i wstałam.
-  mhm, ale przyznaj że było fajnie- odpowiedział ruszając znacząco brwiami.
-ani trochę – starałam się przybrać poważną minę.
-na pewno? – zapytał podchodząc do mnie coraz bliżej. – bo jak chcesz to mogę ci przypomnieć jak fajnie było.
- nie dziękuję pamiętam doskonale jak było- rzuciłam szybko i zaczęłam się od niego oddalać dopóki nie wpadłam na ścianę. Cholera! Jus cały czas się do nie zbliżał ze swoim głupim uśmieszkiem. Miałam mieszane uczucia tak jak wcześniej na ,,plaży”. Gdy już był wystarczająco blisko, oprał swoje dłonie na ścianie po obu stronach mojej głowy i mi się przyglądał.
- co? Brudna jestem? – zaśmiałam się gdy on ciągle na mnie patrzył, chcąc żeby zabrzmiało normalnie, lecz serce waliło mi jak oszalałe. Niemożliwe że on tak na mnie działa. Jeszcze kilka dni tygodni temu się nienawidziliśmy  a teraz zakochuję się w nim? To niemożliwe.
- Bruna nie, ale piękna na pewno – wypalił chyba bez dłuższego namysłu po czym oboje się zaczerwieniliśmy.
- haha, no nie wierzę Justin Bieber się zawstydził – zaszydziłam z niego w żartach. On nie odpowiedział tylko przyparł mnie do ściany swoim ciałem i dalej mi się przyglądał. Poczułam motylki w brzuchu a ciepło rozlało się po całym moim ciele.
-wiem że chcesz tego tak samo jak ja- szepnął mi do ucha a mnie przeszły ciarki. Miał rację jedna część mnie pragnęła jego całego lecz druga nie chciała mu zaufać.
- nie, właśnie sama tego nie wiem. – odpowiedziałam cicho.
- to zaraz to sprawdzimy – szepnął mi jeszcze, znowu chciał mnie pocałować. Boże, dlaczego to wszystko jest takie trudne.  Przysunął Siudo mnie jeszcze bardziej jeżeli to w ogóle było możliwe i musnął lekko moje usta. Prawie natychmiast mu odpowiedziałam tym samym nie potrafiąc się oprzeć. Odczułam że uśmiecha się przez pocałunek lecz go nie zaprzestaje. Po chwili  jednak oderwał się ode mnie lecz nadal stykaliśmy się czołami.
-właśnie tak działam na dziewczyny – powiedział głosem przepełnionym pewnością siebie.
- i właśnie tego się obawiam. – odpowiedziałam mu a on znowu przyparł do mnie swoimi ustami po chwili schodząc z pocałunkami na szyję. Jedną ręką odgarnął mi włosy na drugą chwycił mnie w tali. Poczułam że zassał moją skórę na szyi i domyśliłam się że zrobił mi malinkę.
-Justin… Co ty robisz? – zapytałam cicho
-naznaczam Cię. Chcę żebyś była moja. Tylko moja. – odpowiedział nie przestając składać pocałunków na mojej szyi co zaczynało mnie łaskotać.
- nie wiem czy to dobry pomysł – odpowiedziałam niezmiernie zdziwiona jego wyznaniem, lecz nie chciałam żeby przestawał.
-proszę cię… błagam…  zaufaj mi ten ostatni raz i daj NAM szansę – powiedział i spojrzał głęboko w moje oczy odrywając się od mojej szyi.- wiesz dobrze że czujesz coś do mnie i ja czuję to samo, więc dlaczego nie możemy spróbować. Zapomnij o tamtym dupku- dodał jeszcze a mnie na samą myśl o nim ścisnęło w żołądku. Może i darzyłam Seana jakimś uczuciem, ale on chyba tyko czekał żeby mnie przelecieć, a to się nie stało więc zrobił to z Kelsey i myśli że ja o niczym nie wiem. No i teraz poczułam coś do Justina…znowu. Czemu to wszystko jest takie trudne. Jus chyba wyczuł moją niepewność i przytulił mnie dając mi wsparcie.
-mam dać NAM szansę? – odezwałam się i zaakcentowałam słowo NAM, bo dopiero zorientowałam się co powiedział a po chwili i spojrzałam w jego przepiękne oczy w których się rozpływałam.
- tak NAM – uśmiechnął się lekko.- nie skrzywdzę Cię tak jak ten dupek, będę się starał obiecuję- przycisnął mnie jeszcze mocnie do siebie dając mi znać że mówi prawdę. W jego ramionach czułam się tak jakoś bezpiecznie i komfortowo.
-zobacz jak to wszystko szybko się dzieje. Jeszcze nie poukładałam sobie tego w głowie. Wiem, obiecałam że jak będę gotowa to noo pocałuję Cię ale to był taki impuls. Nie jestem jeszcze gotowa, ale  jednocześnie coś mnie do Ciebie ciągnie. Nie wiem co mam robić.
-więc daj nam szansę… proszę –powtórzył jeszcze raz szeptem.
- ja  ja muszę przemyśleć to Justin, naprawdę. –odpowiedziałam niepewnie patrząc na niego. W jego oczach znalazłam krztę  rozczarowania? Nie wiem co ja ze sobą robię…  staliśmy tak jeszcze i myśleliśmy gdy nagle drzwi otworzyły się i ukazała się w nich Jade. Momentalnie się od siebie odsunęliśmy. Jade zaniemówiła, lecz zaraz się ogarnęła i uśmiechnęła.
-widzę Bieber że dobrze się nią zająłeś – zwróciła się do chłopaka a on  z zakłopotaniem poprawił włosy i spojrzał  na mnie. Chciało mi się śmiać i o mało nie wybuchłam.
- ehm, chyba tak – odpowiedział powoli.
- dobra nieważne – zaśmiała się Jade i kontynuowała – mam dla was jakieś tam notatki tylko nie wiem czy są dobre- powiedziała wręczając mi zeszyt. – i już zostawiam was samych- dodała jeszcze i puściła do mnie oczko po czym skierowała się od drzwi. – a! i za 10 minut kolacja jest, bo pozmieniały się trochę dzisiejsze plany. Ale jak wolicie to możecie zostać tutaj i… dobra dobra już idę- zaśmiała się widząc nasze miny i wyszła zostawiając otwarte drzwi- boże no nie wierze Emily i Justin- gadała jeszcze do siebie a my wybuchliśmy śmiechem.
-dobra, to było dość niezręczne- odezwał się Jus kiedy opanowaliśmy nasz śmiech.
- tak troszeczkę- zaśmiałam się i pociągnęłam go za rękę- choć już na ta kolację bo znając życie Jade zaraz  sobie podkoloryzuje historię i rozpowie wszystkim.
-ok, chodźmy.- odpowiedział, po czym zamknął drzwi na klucz i ruszyliśmy w stronę stołówki. Postanowiliśmy pójść przez mały plac zabaw który znajdował się niedaleko, bo w sumie było jeszcze kilka minut. Gdy już dochodziliśmy do placu ujrzeliśmy na ławce 2 osoby. Od razu poznałam kto to był. Spojrzałam na Justina i on też już wiedział. Oni nas nie zauważyli bo zajęci byli obściskiwaniem się.
-chodź, przedstawienie czas zacząć- rzucił szeptem Justin a ja nie wiedziałam o co mu chodzi. Po chwili złapał mnie za rękę i podeszliśmy trochę bliżej lecz oni pochłonięci i tak nas nie zauważyli. Już wiedziałam o co mu chodziło, ale nie byłam co do tego planu pewna.
-pocałuj mnie- usłyszałam jego cichy szept i spojrzałam na niego zdziwiona.
-oni nawet nie patrzą- odpowiedziałam mu niepewnie.
-to zaraz zobaczą. Zrób to kurwa bo nie mogę patrzeć na to co oni odpierdalają- powiedział wyraźnie zdenerwowany i przekręcił mnie tak żebym stała do niego przodem a następnie przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Chociaż było to wymuszone to i tak czułam się cudownie. Zarzuciłam mu ręce na szyję żeby mieć go bliżej siebie. Myślałam że moje motylki w brzuchu zaraz rozerwą mnie i wydostaną się na zewnątrz. Boże, nie wierzę! Zakochałam się po uszy w Justinie Bieberze! Po chwili poczułam jak jego ręce łapią podciągają do góry moje uda tak żebym mogła zarzucić je na jego biodra. Trwaliśmy tak przez jakiś czas nie chcąc oderwać się od siebie.
- Emily! co ty kurwa robisz !?- usłyszeliśmy męski głos. Niechętnie się od siebie oderwaliśmy i spojrzeliśmy z wyższością w stronę rozgniewanego Seana.
- jestem szczęśliwa z moim chłopakiem, nie widać?- odpowiedziałam po czym chwyciłam rękę Justina i ściskając ją dając mu znać żeby kontynuował. Od razu domyślił się o co chodzi i też mnie lekko ścisnął. Podobała mi się ta gra. Nawet bardzo. Patrzyłam jak Sean robi się czerwony ze złości bo żadna dziewczyna nigdy mu nie odmawiała a tym bardziej nie wywijała czegoś takiego a przy okazji byłam naprawdę blisko Justina.
- ty suko! – wydarł się i zaczął do mnie podchodzić.  Trochę się wystraszyłam widząc zbliżającego się do mnie chłopaka. Justin ścisnął po raz kolejny moją dłoń żeby dać mi świadomość że mogę być przy nim bezpieczna. Kątem oka zobaczyłam Kelsey uciekającą w stronę ośrodka. Mała dziwka. W tym momencie poczułam silnie uderzenie w policzek. Nie spodziewałam się że Sean jest do tego zdolny. Schyliłam się lekko pod wpływem uderzenia lecz od razu podniosłam głowę patrząc na niego z obrzydzeniem. Wyplułam krew, która wlała się od mojej buzi z rozciętej wargi, po czym poczułam jak Justin puszcza moją dłoń a po chwili jak uderza Seana w twarz. Ten zgiął się z bólu lecz po chwili wstał i z taką samą siłą oddał Justinowi. Nie wiedziałam co robić czy iść po kogoś czy sama spróbować ich rozdzielić, czy po prostu czekać. Padały kolejne ciosy.
-Justin! Zostaw już go! – wydarłam się na chłopaka. Ten chwycił Seana za koszulkę tak żeby ten patrzył mu prosto w oczy i dodał głosem przepełnionym nienawiścią.
- po pierwsze,  nigdy nie nazywaj jej suką- zaczął i wymierzył kolejny cios w Bruch Seana
-po drugie, nigdy więcej nie masz prawa położyć na niej swojej ręki. Ani na żadnej innej dziewczynie- wymierzył kolejny cios
- i po trzecie, idź teraz żeby Kelsey Cię pocieszyła … tylko tym razem postaraj się żeby nikt się o tym Nie dowiedział i nikomu ani słówka, chyba że chcesz żeby twój mały sekrecik wyszedł na jaw- dokończył i puścił go po czym ten opadł na ziemię zwijając się z bólu. Poczułam zbierające się łzy.
-wszystko okej?- spytał Justin podchodząc do mnie i mnie przytulając. Ja stałam oszołomiona lecz po chwili przytuliłam się do niego tak mocno że razem się trochę zachwialiśmy. Łzy spłynęły po moich policzkach. Justin odsunął się lekko ode mnie i spojrzał na mnie. Dotknął lekko palcem mojej rozwalonej wargi i czerwonego miejsca w którym z pewnością będzie siniak.
- on nigdy więcej Cię już nie dotknie, już ja tego dopilnuję.-oznajmił i znowu mnie do siebie przycisnął staliśmy tak chwilę kiedy, zobaczyliśmy że Sean zaczął się podnosić i odchodzić.
-jeszcze tego pożałujesz Bieber- rzucił jeszcze w naszym kierunku i znikł nam z pola widzenia.
-chodźmy już dobrze?- spytał Jus i złapał mnie za rękę. Przy nim czułam się tak bezpiecznie. Po tym wszystkim wiedziałam że mogę mu zaufać.
-Justin…- wyszeptałam cicho żeby na mnie spojrzał.
-tak?- odpowiedział zaskoczony i spojrzał na mnie. Przybliżyłam się do niego i zarzuciłam mu ręce na szyję po czym przywarłam do jego ust. Były cudowne. Bez zastanawiania się Justin chwycił mnie w pasie i przysunął mnie bliżej siebie i oddał pocałunek. Trwaliśmy tak chwilę po czym oderwaliśmy się od siebie.
-dziękuję- wyszeptałam cicho i ponownie chwyciłam go za rękę. – już teraz jestem chyba pewna – dodałam jeszcze i pociągnęłam go lekko za rękę i ruszyliśmy w kierunku stołówki nic więcej nie mówiąc.
-------------------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3
kilka osób pisało mi że rozdziały są dość krótkie. są takie bo staram się dodawać je codziennie a nie mam też czasu żeby codziennie pisać je dłuższe. Jeszcze teraz dojdzie nauka, bo trzeba  poprawić oceny na koniec roku więc rozdziały często będą dodawane co drugi dzień. Ten rozdział moim zdaniem jest trochę dłuższy i bardziej emocjonujący od pozostałych. Jeśli się podoba to zostaw komentarz. One mnie motywują do pisania tego <33 i dziękuję wszystkim za te komentarze w których piszecie że podoba wam się to opowiadanie, to dla mnie dużo znaczy <3 jeśli to czytasz to zostaw chociaż komentarz z treścią ,,czytam” tylko, żebym wiedziała ile was jest <333