środa, 2 października 2013

21 rozdział

 Po kolejnym przebudzeniu się wszystko pamiętałem już dokładnie. Obok mnie nikogo już nie było i poczułem się dziwnie samotny. Chciałem się jak najszybciej stąd wydostać i móc być przy mojej Emily.  nie mogłem uwierzyć  że ona to zrobiła. Może nie chciała doprowadzić się do takiego stanu ale tak się stało. Nie wiem co bym bez niej zrobił. Zanim zacząłem się z nią spotykać codziennie chodziłem na imprezy albo ktoś przychodziło mnie i ciągle piliśmy. Wszystko było takie szare i nudne. Codziennie to samo.  Przed tym projektem jeszcze się nienawidziliśmy, a teraz czuję że ta dziewczyna mnie  sobie rozkochuje. Zawsze frustrowało mnie to że była dla mnie nieosiągalna. Czuła do mnie nienawiść a ja nie wiedziałem dlaczego więc żeby nie wyjść na idiotę też jej nienawidziłem. Proste. Potem dowiedziałem się od kogoś o tym co powiedziałem o Niej wtedy na imprezie. Nie pamiętałem nic z tej nocy. Ale wracając do rzeczywistości.  [potrzebowałem jej teraz przy sobie, a świadomość że mógłbym jej już nigdy nie zobaczyć  doprowadzała mnie do szaleństwa. Chwila słabości . chyba każdy chociaż raz taką przeżył. To uczucie gdy nagle czujesz się przygnębiony.  Bez żadnego ostrzeżenia. To się po prostu dzieje. Czujesz się pusty i bez nadziejny. Czujesz się zmęczony. Tak jakbyś już nigdy miał nie ruszyć na przód. Wtedy zaczynasz nad tym wszystkim myśleć. I w tym momencie zdajesz sobie sprawę jak dużo rzeczy jest nie tak. I niektórzy nie potrafią sobie z tym poradzić, dlatego sięgają po żyletkę. I wtedy albo po kilku cięciach ból przechodzi albo robisz to coraz mocniej i głębiej i czujesz narastającą frustrację bo ból nie chce minąć. I wtedy przetniesz za głęboko i wszystko dzieję się już szybko i twoje życie zależy od lekarzy. Z moich rozmyślań zostałem wyrwany przez pielęgniarkę która wtargnęła do pokoju.
-dzień dobry. Jak się pan czuje?
-lepiej- odpowiedziałem krótko
-podano panu  środki uspakajające więc może się pan czuć trochę osępiały . teraz może pan odwiedzić swoją dziewczynę. – gdy to powiedziała od razu poderwałem się z miejsca i spojrzałem na nią wyczekująco. Podeszła do wózka po czym podeszła z nim do mnie i wskazała ręką żebym usiadł.
-pańską dziewczyną zajmuję się obecnie psycholog. Jej stan psychiczny nie jest zadowalający ale jestem pewna że dzięki panu to się zmieni. gdy tylko usłyszała że może pan się z nią spotkać  uśmiechnęła się pierwszy raz odkąd tu jest. Teraz siedzi i z niecierpliwością na pana czeka.- teraz czekałem już tylko na moment w którym ją ujrzę. Przechodziliśmy kolejno przez jakieś korytarze, aż w końcu dotarliśmy do pokoju Emsy. Wziąłem głęboki oddech i dałem znam pielęgniarce że może mnie wprowadzić. Gdy tylko zostałem wprowadzony do pokoju,  wszystkie oczy zwróciły się ku mnie. Były tam 3 dziewczyny. Pewnie też przechodziły przez to co Emily. jednak cała moja uwaga skupiona była na blondynce siedzącej na parapecie. Pomimo spuchniętych oczu i braku makijażu wyglądała cudownie.  Automatycznie chciałem wstać i podbiec do niej i złapać ją w swoje ramiona, ale pielęgniarka mnie powstrzymała. Zmroziłem ją wzrokiem, a ona pośpiesznie podprowadziła mnie do okna.
-zabiorę teraz dziewczyny na spotkanie z panem Cornerem. Emily dla ciebie zrobię dzisiaj wyjątek. -  pielęgniarka mrugnęła do niej. Zdałem sobie sprawę że nie jest znacznie starsza od nas. Ma może z 22 lata. Dlatego mówi do Emsy po imieniu.
-tylko nie rozrabiajcie za bardzo.- dodała zanim wyszła z Sali. Teraz mój wzrok przeniósł Się na najpiękniejszą kobietę na ziemi. Wpatrywaliśmy się sobie w oczy. Jej były pełne bólu, lecz iskierki szczęścia, które pojawiły się gdy zeskoczyła z parapetu podchodząc do mnie rozświetliły jej twarz. Uśmiechnąłem się i gdy stanęła przede mną pociągnąłem ją lekko za rękę, aby usiadła mi na kolanach. Przez chwilę jeszcze wpatrywaliśmy się w siebie dopóki moje usta nie przywarły do jej. Dogadywaliśmy się bez słów za pomocą pocałunku. Był on przepełniony desperackim pragnieniem trzymania drugiej osoby jak najbliżej, ale też utęsknieniem i radością związaną ze spotkaniem.  W Włożyliśmy w ten pocałunek wszystkie swoje uczucia i dlatego był on  taki namiętny i niezwykły. Niechętnie się od siebie oderwaliśmy i z uśmiechami na twarzach wpatrywaliśmy się w siebie. Słychać było tylko nasze ciężkie oddechy. Oparłem swoje czoło o jej i siedzieliśmy tak dopóki Emily się nie odezwała.
-Justin…- wyszeptała zachrypniętym głosem na który moje serce zaczęło łomotać jeszcze szybciej.
-Emily …- nie wiedziałem co powiedzieć. Żadne słowa nie były w stanie wyrazić tego co teraz czułem.
-boże…- dolna warga zaczęła jej drżeć i bałem się że zaraz się rozpłacze.
-shhh. Już wszystko dobrze. Jestem tu i nigdzie nie zamierzam odchodzić. –przycisnąłem ją do siebie a ona wtuliła się we mnie. Zaciągałem się jej zapachem a ona wtuliła swoją twarz w zagłębienie mojej szyi. Zostaliśmy w takiej pozycji  kilka minut bojąc się że gdy tylko się od siebie oderwiemy ktoś znowu nas rozdzieli.
-teraz będzie tylko lepiej. Obiecuję.- szepnąłem i pocałowałem ją w czoło.

~~Emily~~


-mam nadzieję…- odpowiedziałam cicho po czym  podniosłam się powoli z jego kolan i pomogłam mu wstać z wózka i przenieść się na moje łóżko. Położyłam się na nim i wskazałam Justinowi żeby położył się obok. Powoli, tak żeby go nie bolało zrobił to a ja od razu się w niego wtuliłam.
-tęskniłam za tobą…tak mocno…  już myślałam że nigdy się nie obudzisz i… i że zostanę z tym wszystkim sama. i po prostu  przeżyłam chwilę słabości. Nie chciałam wyrządzić takich szkód. Sobie jak i innym. Tak cię przepraszam Justin, ale myślałam że już cię straciłam. Obiecuję już nigdy więcej nie zrobię nic takiego.
-shhh, przecież jestem tu. Nie wracajmy do tego. Teraz będzie tylko lepiej. Cieszmy się chwilą i nie rozpamiętujmy przeszłości.- odpowiedział i  mocniej mnie do siebie przytulił. leżeliśmy w ciszy. Dopóki Justin się nie odezwał
-Emily?
-hmmm?
- a co ty na to jakbyśmy po wyjściu ze szpitala gdzieś wyjechali na jakiś czas? Uciekli od problemów i przestali się martwić ? moglibyśmy udawać że jedziesz do jakiejś kliniki. Hmmm?
-z chęcią bym się stąd wyrwała ale to nie przejdzie. Ktoś się w końcu zorientuje.
- przynajmniej spróbujmy. Proszę cię, pomyśl o tym. Jeślibyśmy to dobrze zorganizowali  nikt by się nie zorientował. Ja bym porozmawiał z kim trzeba i może by się udało.  Niby taki spontaniczny pomysł a coraz bardziej mi się zaczyna podobać. Byśmy spędzali ze sobą całe dnie, byśmy mogli robić co nam się podoba i wszyscy zostawili by nas w spokoju. – uśmiech zaczął pojawiać się na jego twarzy.  Wyglądał na coraz bardziej zadowolonego i podnieconego swoim pomysłem.
-mmm całe dnie razem… będziemy mogli robić co nam się podoba… brzmi kusząco- poruszyłam znacząco brwiami i spojrzałam na niego. Uśmiechał się. Podniosłam się żeby go pocałować. Złączyłam nasze usta w pocałunku . wyczułam jak Justin się uśmiechał. Jego język przejechał po mojej dolnej wardze językiem  prosząc o dostęp. z chęcią mu go dałam i jak tylko nasze języki się złączyły ktoś zapukał do drzwi a po chwili wtargnął do pokoju. Oderwaliśmy się od siebie i powstrzymywaliśmy się od parsknięcia śmiechem. Pielęgniarka stojąca w drzwiach odchrząknęła  niezręcznie i wpuściła pozostałe dziewczyny do pokoju. Następnie pomogła Justinowi przenieść się na wózek. Gdy wychodzili Justin odwrócił się jeszcze i powiedział żebym się zastanowiła i puścił mi oczko po czym opuścił salę.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------

jest pierwszy rozdział po przerwie <33
 teraz postaram się dodawać je regularnie czyli raz w tygodniu ;)
jeśli ktokolwiek zamierza jeszcze czytać to opowiadanie to niech zostawi komentarz... jakikolwiek żebym wiedziała czy pisać dalej... ;) 

sobota, 20 lipca 2013

20 rozdział

Po dwóch kolejnych dniach męczarni, wyszłam wreszcie z szpitala. Stan Justina cały czas był bez zmian. Siedziałam u niego 24/7 i na zmianę płakałam, mówiłam do niego i obwiniałam się za wszystko. mój stan fizyczny znacznie się poprawił, lecz nie mogłam za dużo chodzić już nie mówiąc o powrocie do szkoły. Zresztą i tak bym tam nie poszła, choćby mnie mieli tam zaciągać siłą. Gdy tylko wróciłam, wszystkim zebrało się na odwiedziny, ale nie chciałam z nikim rozmawiać i wyganiałam ich z pokoju.  Wpuściłam tylko Jade.
- musisz to zgłosić na policję!- krzyknęła, gdy powiedziałam jej co się naprawdę wydarzyło.
-zamknij się, nie chcę żeby rodzice wiedzieli o tym. Zabroniliby mi spotykania się z Justinem, a Sean tym bardzie nie odpuściłby nikomu- syknęłam na nią a ta zrobiła tylko wielkie oczy i pokręciła głową z niedowierzaniem.
-ale Justina tu teraz nie ma! Tym bardziej nawet jak się obudzi nie będziecie mogli być razem. Związek z nim jest dla ciebie naprawdę niebezpieczny!
-wyjdź stąd Jade.- słowa wydobyły się z moich ust niczym jad. Udawałam twardą a tak naprawdę po prostu nie chciałam żeby ktokolwiek widział mnie jak się rozpadam, a wiedziałam że zaraz nie wytrzymam i znowu wybuchnę płaczem.
-o boże Emsy przepraszam, nie chciałam…-
- owszem chciałaś, teraz stąd wyjdź- przerwałam jej.
powoli wstała i podeszła w stroną drzwi. Zanim wyszła dodała jeszcze ciche przepraszam. Nie wytrzymałam dłużej i znów wybuchłam płaczem. Wstałam i pobiegłam szybko do łazienki po czym szybko zamknęłam drzwi na klucz. Zsunęłam się po nich na ziemię i kontrolę nade mną przejęły emocje. Po chwili wstałam szybko i podbiegłam do jednej z szafek. Nie myślałam wtedy racjonalnie. Rzuciłam się w poszukiwaniu tej jednej rzeczy, która kiedyś służyła mi za ucieczkę od problemów. Gdy ją znalazłam z powrotem wróciłam na miejsce pod drzwi i przyłożyłam moją starą przyjaciółkę do nadgarstka. ,,Skoro nie mogę być z Justinem nie będę z nikim” takie myśli przelatywały przez moją głowę, gdy cięcia na mojej ręce stawały się coraz głębsze a krew wypływała z ran ciurkiem. Następnie po raz kolejny wszystko ucichło i nie czułam już nic po czym opadłam na podłogę i zamknęłam oczy.



~Justin~

gdy tylko się obudziłem, wszystko było strasznie niewyraźne a moje oczy na siłę chciały się zamknąć. Nie mogłem nawet z nimi walczyć. nie miałem dość siły. Nie pamiętałem gdzie jestem i co się stało, chociaż codziennie ktoś mi to tłumaczył. Zacząłem odzyskiwać słuch, i dotyk, lecz dalej nie mogłem wykonać żadnego najmniejszego ruchu. Usłyszałem jakieś pikanie, które było strasznie irytujące i rozsadzało moją głowę. Następnie poczułem że ktoś trzyma moją dłoń i pociera kciukami moje kostki. Próbowałem ścisnąć tą rękę, zwrócić jakoś na siebie uwagę, lecz nie udawało mi się to. Dopiero po kilku razach udało mi się to zrobić. Ten ktoś natychmiast się poderwał i szybko oddalił się ode mnie. Jakieś myśli zaczęły mi świtać. Pamiętałem jedynie dwa głosy, ale nie mogłem sobie przypomnieć czyje. Obydwa mówiły do mnie codziennie, lecz od dwóch dni jeden nie odzywał się wcale. Tak, wiem, to pogmatwane. Po chwili znów usłyszałem jakieś kroki i ktoś znowu ścisnął moją dłoń.
-Justin słyszysz mnie?- odezwał się głos który mówił do mnie codziennie. Kto to mógł być? Nie mogłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku i wkurzałem się za każdym razem po nieudanej próbie.
-możesz ścisnąć moją dłoń?- zapytał głos ponownie. Tym razem udało mi się.
- teraz chłopak odzyskuje zmysły. Może się obudzić w każdej chwili. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli to się już stanie, może minąć trochę czasu zanim wróci do dawnej formy. U pacjentów w śpiączce często dochodzi do chwilowych zaników pamięci. Całkowite odzyskanie sprawności wymaga czasu.
-czy to oznacza że Justin nie będzie pamiętał niczego… ani nikogo?
-to jedna z możliwości. Częściej jednak zaniki pamięci są wybiórcze. Pacjent pamięta pewne rzeczy, ale nie przypomina sobie innych. Zwykle to mija, lecz w niektórych przypadkach zostaje tak na zawsze. Na tym etapie nic nie można jeszcze powiedzieć. Trzeba czekać. – oznajmił ktoś a ja nic z tego nie rozumiałem. Byłem zdezorientowany jak jeszcze nigdy. Ktoś  przeszedł na drugą stronę łóżka.
-Justin.- ktoś zawołał- to ja, mama. – analizowałem myśli i próbowałem przekręcić głowę w stronę z której dochodził głos. Gdy to zrobiłem, ktoś znowu przeszedł na drugą stronę i zawołał tak samo jak wtedy. Moje mięśnie stopniowo zaczęły się rozluźniać i łatwiej było mi się ruszać. Ktoś przechodził tak jeszcze kilka razy, po czym wreszcie usiadł a ja znów odpłynąłem.

kolejna pobudka była już i wiele przyjemniejsza, ponieważ rozumiałem już gdzie jestem i że jednym głosem była pielęgniarka. Wszyscy mi to zawzięcie tłumaczyli gdy tylko się poruszyłem między krótkimi przerwami między snem. Teraz obudziłem się na dobre. Powoli zacząłem otwierać oczy i tym razem wszystko było już ostrzejsze i nic się nie rozmazywało. Powoli obróciłem głowę w jedną i w drugą stronę i mój wzrok spoczął na jakiejś kobiecie śpiącej na krześle. Skądś pamiętałem jej twarz ale nie potrafiłem rozpoznać kto to jest. Nie chciałem nikogo budzić więc przymknąłem oczy i czekałem aż się obudzi. Po kilkunastu minutach ciszy, ktoś zapukał do drzwi i nie doczekawszy się odpowiedzi wszedł do środka. Kobieta obok mnie na dźwięk trzaskających drzwi poderwała się na równe nogi.
-dzień dobry, jestem mamą Emily. Przepraszam że panią obudziłam.- po głosie rozpoznałem że to również kobieta.
-um, dzień dobry... nie chcę być niegrzeczna ale, o jakiej Emily pani mówi?
-o dziewczynie Justina.- te słowa we mnie uderzyły. Wszystko mi się przypomniało. Natychmiast się poderwałem.
-o mój boże! Emily, co z nią? Mieliśmy wypadek i…
-Justin. – odezwała się kobieta która przyszła.- Justin uspokój się!
-jest… było z nią wszystko w porządku, ale teraz…- głos jej się załamał a moje serce zamarło.
- co teraz?- wyszeptałem cicho.
- na początku było z nią wszystko dobrze, dopóki nie dowiedziała się że jesteś w śpiączce.
- chwila chwila chwila, ja byłem w śpiączce? Ile czasu?
- 9 dni.- odezwała się cicho kobieta której nie znałem.
- tak w ogóle to kim pani jest? – zapytałem trochę podniesionym tonem. To wszystko coraz bardziej mnie denerwowało. Chciałem tylko wiedzieć czy z Emsy wszystko w porządku.
- nie poznajesz mnie? Naprawdę?- odpowiedziała a w jej oczach pojawiły się łzy.
-nie, chyba nie.
- jestem twoją matką, Justin.- zamurowało mnie. Gapiłem na nią jak jakiś idiota i wszystko sobie przypominałem.
- wyrzuciliście mnie. Nie chcieliście mnie. Teraz to ja was nie chcę. Wyjdź stąd- powiedziałem surowo a ,,moja mama” spojrzała się na mnie z bólem w oczach po czym wyszła cicho zamykając za sobą drzwi.
-Justin dlaczego to zrobiłeś? – mama Emily zajęła teraz krzesło które przed chwilą zrobiło się wolne.
- oni mnie nie chcieli. Wyrzucili mnie z domu tak samo. Nie mam żadnych wyrzutów sumienia że postąpiłem tak a nie inaczej. Oni też ich nie mieli.
- ale to jednak twoja matka.
-taaaa, która odwiedziła mnie po kilku latrach i to dlatego że wylądowałem w szpitalu. nie rozmawiajmy już o tym proszę. Niech mi pani powie co z Emily
-ona… było z nią wszystko w porządku… no prawie. Dopóki nie dowiedziała się że jesteś w śpiączce. Przychodziła tu do ciebie codziennie… kilka dni po powrocie do domu zupełnie się załamała i pod wpływem impulsu… ona… o mój boże- siedziałem jak otępiały i czekałem aż mama Emily skończy mówić.- ona wzięła żyletkę i zaczęła się kaleczyć. Straciła bardzo dużo krwi i znowu trafiła do szpitala. Z nikim nie chcę rozmawiać i powiedziała że odezwie się dopiero  jak ty się obudzisz i będzie wiedziała że wszystko z tobą w porządku. Nikt nie potrafi do niej dotrzeć Justin. Ona naprawdę Cię kocha.- gdy to usłyszałem od razu zrobiło mi się ciepło na sercu, lecz zaraz potem dotarła do mnie całą smutna prawda. Kobieta mojego życia chciała popełnić samobójstwo. Przeze mnie. Myślałem że wpadnę w furię.
- to wszystko przeze mnie!!! – krzyczałem w kółko dopóki nie poczułem mocnych zawrotów głowy i nie usłyszałem coraz szybszego pikania urządzeń do których byłem podłączony…
---------------------------------------------
więc jest kolejny rozdział
J nie będę teraz pisać co mi się w nim podobało a co nie tylko zaczekam na wasze opinie J więc mam nadzieję że mnie nie zawiedziecie i powiecie mi co byście zmienili albo co wam się naprawdę podoba bo piszę to dla was a nie dla siebie a chcę żebyście WY byli zadowoleni. Za każdy komentarz naprawdę OGROMNIE dziękuję <333 kocham was <333
 PS. JEŚLI KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH TO NIECH NAPISZĘ W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ Z TT  LUB JAKIŚ INNY NAMIAR <3 

środa, 17 lipca 2013

mam pomysł :)

nie będę się rozpisywała więc od razu przejdę do rzeczy... chodzi o to że pomyślałam że w przerwach między rozdziałami mogłabym pisać krótkie imaginy  o JB i 1D <3 oczywiście wszystkich informowanych dalej bym powiadamiała o każdym nowym imaginie. no więc jak? chcielibyście coś takiego? <333 + DODAŁAM ZAKŁADKĘ Z KRÓTKIMI IMAGIFAMI TAM NA GÓRZE ^ :3

wtorek, 16 lipca 2013

19 Rozdział

Obudziłam się w całkiem białym pokoju. Byłam w szpitalu, lecz nie potrafiłam sobie przypomnieć dlaczego. Gdy tylko otworzyłam oczy, ktoś kto siedział obok mnie poderwał się z krzesła i wybiegł z pokoju. Po chwili przyszło do mnie kilku lekarzy. Gdy byłam już w pełni świadoma, poznałam że osoba która przy mnie była to mama. Gdy lekarze sobie poszli natychmiast znalazłam się w jej objęciach.
-ałć… Mamo, boli – skrzywiłam się gdy poczułam okropny ból w okolicach brzucha.
-przepraszam, po prostu cieszę się że wreszcie się obudziłaś.
-właściwie dlaczego tutaj jestem?- za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć dlaczego tu wylądowałam.
-um, miałaś  wypadek samochodowy.- odezwała się po chwili, a we mnie uderzyła fala wspomnień. Wygłupy, samochód, mój krzyk, odłamki szkła, Justin manewrujący samochodem… Justin!
-mamo gdzie jest Justin!?- podniosłam się szybko do pozycji siedzącej, tak gwałtownie że zakręciło mi się w głowę,  więc ponownie opadłam na poduszki.
-porozmawiamy o tym później teraz musisz odpoczywać.
-jak ja mam odpoczywać jak nie wiem co się z nim dzieje? Powiedz mi...
- on… znajduję się w trochę gorszym stanie.- odpowiedziała powoli, czekając na moją reakcję.
-muszę go zobaczyć
- nie możesz. Lekarze powiedzieli że nie możesz się na razie podnosić z łóżka.
-w trochę gorszym stanie- analizowałam na głos te słowa.- to znaczy że w jakim?
-cały czas jest w śpiączce. Podczas wypadku doznał wstrząsu mózgu oraz krwotoku wewnętrznego, więc nie wiadomo kiedy się obudzi i czy w ogóle…- przerwałam jej gestem ręki. Nie mogłam tak nawet myśleć. Do tej pory Justin był moją ochroną i tylko przy nim czułam się w pełni szczęśliwa i bezpieczna. Bez niego nic już nie byłoby takie same. O czym ty myślisz!- skarciłam się w myślach i zorientowałam się że wpatruję się ślepo w jeden punkt.
-muszę go zobaczyć, po prostu muszę- odparłam w końcu czując zbierające się łzy.
-dobrze, spytam się lekarzy czy możesz.  Ale najpierw powiedz mi dlaczego nie powiedziałaś nam o Justinie.
-porozmawiajmy o tym później mamo. Proszę cię, ja musze go zobaczyć- powiedziałam błagalnym tonem będąc na skraju wytrzymałości.
-dobrze pójdę po lekarzy. Poczekaj tutaj. – po kilku minutach dłużących się w nieskończoność przyszła z powrotem  mama z lekarzem który prowadził wózek.
- nie może pani na razie poruszać się o własnych siłach, ponieważ nie wytrzymałaby pani bólu i mogłaby pani się jeszcze bardziej uszkodzić .  dlatego mamy tu wózek. Proszę powoli podnieść się do pozycji siedzącej. – zrobiłam jak mi kazano i czekałam na dalsze polecenia. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę że moje ręce pokryte są siniakami i nacięciami, a na brzuchu poczułam rozciągające się szwy. Na razie nie pytałam o nic i powstrzymywałam krzyk który chciał ze mnie wylecieć przez ból i po chwili znalazłam się w moim ,,zajebistym” nowym pojeździe.  Po  drodze moja mama rozmawiała z lekarzem, lecz nie słuchałam ich pragnąc tylko móc zobaczyć ukochanego i przytulić go. Skierowaliśmy się do pokoju na końcu korytarza, po drugiej stronie budynku. Gdy podeszliśmy pod drzwi wstrzymałam przez chwilę oddech i dopiero po chwili sięgnęłam do klamki i lekko pchnęłam drzwi. W pokoju były 4 łóżka, a na nich pacjenci którzy również byli w śpiączce. Łzy pojawiły się  w moich oczach kiedy nie poznałam na którym leży Justin. Spojrzałam pytająco na doktora a on wskazał mi  łóżko na końcu pokoju. Szybko znalazłam się obok niego i gdy ujrzałam twarz chłopaka automatycznie przytuliłam się do niego, a łzy wydostały się z moich oczu i zaczęły moczyć pościel którą Justin był  przykryty.
-zostawimy cię samą na parę minut- powiedział lekarz. Kiwnęłam potakująco głową i z powrotem odwróciłam się do chłopaka. Łzy ciągle ciekły mi po policzkach, lecz musiałam wziąć się w garść.
-słyszysz mnie, Justin?- szepnęłam, nie wiedząc, co właściwie powinnam powiedzieć.- to ja, Emily.
-tęsknię za tobą, bardzo. Proszę cię bądź silny i walcz. Nie poradzę sobie bez ciebie. – przyglądałam się twarzy chłopaka mając nadzieję że ujrzę jakąś reakcję, lecz nie było żadnej. Chwilę później pojawił się z powrotem lekarz z moją mamą a za w drzwiach stał mój ojczym .
-czy on nas słyszy?- spytałam lekarza, który badał stan Justina.
-trudno powiedzieć. Mieliśmy pacjentów którzy byli świadomi wszystkiego co się wokół nich działo, ale i takich, którzy nie pamiętali kompletnie niczego. Nawet lekarze nie są w stanie powiedzieć co rejestruje mózg w śpiączce. Zawsze jednak warto mówić do pacjenta.
-będę przychodziła do ciebie codziennie- powiedziałam pochylając się tak żeby moje usta dotykały ust Justina. Złożyłam  na nich krótki pocałunek i odwróciłam się by wyjechać z Sali. Gdy wracałam do swojej Sali rodzice podążali za mną. Nikt się nie odezwał dopóki nie syknęłam z bólu podczas przechodzenia z wózka na łóżko.
-wszystko w porządku?
-tak, jest okej – mruknęłam cicho i nakryłam się kołdrą i odwróciłam Się do rodziców tyłem.
-mamy już sobie iść?- szepnęła cicho moja mama. Gdy nic nie odpowiedziałam westchnęła i po chwili już jej u mnie nie było. Wiem że źle się zachowałam, ale musiałam zostać sama. leżałam tak a to co działo się w mojej głowie było nie do opisania. Teraz nienawidziłam Seana bardziej niż kiedykolwiek, ponieważ byłam pewna że to on za tym wszystkim stał. wszystko się we mnie gotowało i gdy już myślałam że wybuchnę zapadłam w głęboki sen
                                                                        ~
na początek taki krótki rozdział, bo muszę teraz wszystko od nowa ogarnąć :3 mam nadzieję że przez moją nieobecność nie zniechęciliście się do tego opowiadania i dalej będziecie je czytać ;)
dziękuję za te wszystkie komentarze <3 są one moją motywacją i czym jest ich więcej tym szybciej chce mi się pisać by was uszczęśliwiać :3 to niby tylko kilka słów a znaczą naprawdę dużo. dlatego jeśli przeczytasz ten rozdział proszę zostaw komentarz ze swoją opinią lub napisz jedno słowo żebym wiedziała czy ktokolwiek to jeszcze czyta <3
JEŚLI CHCE KTOŚ BYĆ INFORMOWANY  O NOWYCH ROZDZIAŁACH TO NIECH ZOSTAWI W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ Z TT <3 

niedziela, 14 lipca 2013

wracam do pisania :D

tak na początek to CZEŚĆ! :D
wiem, że dwano się nie odzywałam i nic nie dodawałam. po zakońćzeniu roku odrazu wyjechałam i wróciłam  dopiero dzisiaj. oczywiście teraz odrazu wracam do pisania!!! :D rozdziały będą się pojawiały co sobotę i czasami w środę ( tak jak było kiedyś :3 ) jeszcze raz przepraszam że tak długo nie było nic  nowego ale tak wyszło ;)
+JEŚLI KTOŚ CHCIAŁBY ZROBIĆ DLA MNIE JAKIŚ NAGŁÓWEK PASUJĄCY DO TEGO OPOWIADANIA TO NIECH NAPISZE DO MNIE NA TT I SIĘ JAKOŚ DOGADAMY <33 byłabym bardzo wdzięczna za ten nagłówek :333 kolejny rozdział pojawi się w niedzielę wieczorem jak skończę go pisać <33
JEŚLI TO CZYTASZ TO BŁAGAM CIĘ ZOSTAW KOMENTARZ...CHCĘ WIEDZIEĆ CZY KTOKOLWIEK TO PRZECZYTA...

poniedziałek, 10 czerwca 2013

notka

przepraszam że rozdziału nie było przez tak długi czas ale mam karę na komputer i masę popraw więc muszę  się teraz naprawę dużo uczyć. i przez to do wakacji muszę zawiesić bloga bo po prostu nie wyrabiam z tym wszystkim. mogłabym na ten czas znaleźć kogoś żeby pisał za mnie rozdziały przez te 2 tygodnie, ale nie wiem czy ktokolwiek by chciał...
jeśli tak to niech napisze do mnie na ask'u ( http://ask.fm/OlaStyles181 ) i się jakoś umówimy ;)
jeszcze raz przepraszam że wcześniej tego nie napisałam ale tak jak mówię nie miałam internetu.
KOCHAM WAS <333
I obiecuję że jak w wakacje będę miała masę czasu wolnego to postaram się rozdziały dodawać codziennie lub co drugi dzień jak kiedyś <3 

niedziela, 2 czerwca 2013

18 rozdział



gdy się obudziłam przykryta byłam kocem, a ramię Justina mocno mnie przytrzymywało. Chłopak leżał za mną ale wcale nie spał. Po prostu mi się przyglądał. Wstałam do pozycji siedzącej i lekko się przeciągnęłam. Chłopak uśmiechnął się, przyciągnął mnie do siebie i delikatnie pocałował w czoło.
-jesteś taka słodka- uśmiechnął się kiedy zabijałam go wzrokiem.- dobra, dobra jesteś taka seksowna… tak lepiej.- zaśmiał się .
-o wiele – odparłam i cmoknęłam go w policzek.
-Kocham Cię – spojrzeliśmy sobie prosto w oczy i w jego nie dostrzegłam nic nieszczerego.
-Też Cie Kocham Justin- odpowiedziałam i już po chwili nasze usta złączyły się w namiętnym lecz delikatnym pocałunku. Był to krótki pocałunek lecz przepełniony czułością. Gdy nasze usta się rozłączyły wtuliłam się w jego tors i w ciszy cieszyliśmy się swoim wzajemnym dotykiem.
- co będziemy robić do końca dnia? – zapytałam po chwili.
-no wiesz… możemy robić dużo rzeczy- odpowiedział powoli i szybkim ruchem obrócił nas tak że leżał na mnie.  Nie odpowiedziałam tylko wpiłam się w jego usta. uśmiechnął się przez pocałunek i oddał go z taką zachłannością że moje motylki w brzuchu dały o sobie znać o wiele bardziej niż zazwyczaj. Po chwili Justin przeniósł swoje pocałunki na moją szyję. W pokoju temperatura momentalnie wzrosła, gdy z moich ust wydobył się cichy jęk. Jego ręce umiejscowione były po dwóch stronach mojej głowy i podtrzymywały jego ciężar gdy jego usta błądziły po mojej szyi.  Justin
zostawiał teraz mokre pocałunki wzdłuż linii mojej szczęki, kiedy przeniosłam swoje palce w jego włosy. Gardłowe jęknięcie wydobyło się z moich ust kiedy chłopak zassał mój czuły punkt, zaraz pod linią szczęki. Jego dotyk doprowadzał mnie do szaleństwa. Za każdym razem gdy  składał takie pocałunki na mojej szyi, pragnęłam mu się oddać i nie myślałam o niczym innym. Przeniosłam swoje ręce na jego kark i przycisnęłam go do siebie. Westchnął gardłowo kiedy jego krocze otarło się o moje udo. Po chwili oderwał się ode mnie i zaczął rozpinać swoją koszulę która już po chwili wylądowała na ziemi. Jak za każdym razem zagapiłam się na jego tors i oderwałam od niego wzrok gdy usłyszałam cichy chichot chłopaka. Justin ponownie znalazł się nade mną i lekko pociągnął moją bluzkę w górę, która po chwili dołączyła do jego koszuli, leżącej na podłodze. Skrzywił się na widok moich siniaków widocznych na moim brzuchu. Odepchnęłam od siebie wszystkie myśli związane z tym dupkiem który mi to zrobił i w tej chwili pragnęłam tylko poczuć go w sobie. Moje ręce powędrowały w górę i zaczęły odpinać pasek chłopaka, który w odpowiedzi na ten gest uśmiechnął się i pomógł mi zdjąć jego dżinsy. Poczułam nagły przypływ podniecenia gdy Justin został w samych bokserkach i pochylał się by pozbyć się również moich spodni. Z łatwością odpiął mój guzik i już po chwili moje  spodnie również zostały ze mnie zdjęte. Na widok mojego prawie całkiem odkrytego ciała Justin uśmiechnął się i przygryzł swoją dolną wargę. Nachylił się nade mną i zostawił na moich ustach słodki pocałunek po czym przeniósł swoje pocałunki na mój brzuch. Jęknęłam głośno kiedy Justin prawą ręką przejechał po mojej kobiecości. Zaśmiał się cicho lecz po chwili ponowił swój ruch,  lecz z większą siłą. Pod wpływem jego dotyku wygięłam plecy w łuk. Po chwili spojrzał mi prosto w oczy, szukając pozwolenia. Pokiwałam twierdząco głową, czując coraz większe podniecenie. Justin powoli zsunął moje majtki w dół i zdjął je z moich nóg po czym gdzieś je odrzucił. W jego oczach czaiło się pożądanie.
-jesteś pewna?- odezwał się cicho patrząc mi głęboko w oczy.
-bardziej pewna niż kiedykolwiek-  Justin ostatni raz cmoknął mnie w usta po czym  powoli, jadąc w dół po moim brzuchu i zostawiając tam pocałunki dotarł do moich stref intymnych.
Spięłam się lekko, lecz zaraz znowu się rozluźniłam i postanowiłam zaufać Justinowi

-Wszystko w porządku? - szepnął, upewniając  się, że nie działa zbyt szybko.
Pokiwałam głową, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa.
Nie odrywając od mnie wzroku, przesunął dłoń dalej, czując jaka jestem już mokra. Położył kciuk na mojej łechtaczce i zaczął nim kręcić, przygotowując mnie na to, co miało się stać chwilę później.
-J-Justin... - wymruczałam
Musnął moje usta.
-Może trochę zaboleć.
-Okej.- odpowiedziałam cicho i czekałam na jego reakcję.
Całując mnie w usta, powoli wszedł we mnie  jednym palcem.
 po raz kolejny wygięłam  plecy w łuk, a moje jęki wypełniły salon.
Ostrożnie zaczął ruszać we mnie  palcem, chcąc, żebym  przyzwyczaiła się do tego uczucia.
wypchnęłam biodra, pokazując, że chce więcej jego dotyku  i właśnie to Justin chciał mi dać. Przyśpieszył swoje ruchy,  i chwilę później dołożył jeszcze jeden palec. Zaczął nimi kręcić, dostarczając mi tym  dwa razy więcej przyjemności.
-O mój Boże... - jęknęłam. - Justin... - gwałtownie wciągnęłam  powietrze. Wiedziałam że byłam już blisko, bo moje mięśnie zaczęły się zaciskać wokół jego palców. Poruszał dłonią jeszcze szybciej, i po chwili, kiedy doszłam, zalała mnie fala przyjemności. Z trudnością łapałam powietrze kiedy Justin przesunął swoją twarz nad moje krocze. Moje nogi zacisnęły się, lecz gdy Jus zaczął błądzić palcami po moich udach, pod wpływem jego dotyku rozluźniłam się.  Chłopak rozsunął moje nogi po czym przycisnął swój język do mojej kobiecości. Jęknęłam głośno, gdy Justin zaczął lizać i ssać nie omijając żadnego miejsca. W ciągu tych kilkunastu minut poczułam się lepiej niż przez całe dotychczasowe przyjemności razem wzięte. Gdy Justin wylizał do końca moje soki, podniósł się i założył mi z powrotem bieliznę, po czym znalazł się nade mną i pocałował mnie tak że zapomniałam o całym otaczającym nas świecie. Jęknął cicho kiedy nasze języki się spotkały i zaczęły ze sobą walczyć. Zanim oderwaliśmy się od siebie Justin przygryzł lekko moją dolną wargę na co oboje się zaśmialiśmy. Nasze czoła stykały się i wpatrywaliśmy się sobie głęboko w oczy.
-Kocham Cię- odezwał się Jus zanim przywarł ustami do mojej odkrytej szyi.
-też Cię Kocham- odpowiedziałam cicho lekko go odsuwając.- ale należy ci się rewanż, prawda?
uśmiechnęłam się łobuzersko i odwróciłam nas tak że teraz ja leżałam na nim. Tym razem ja  Przywarłam ustami do jego szyi. Jęknął cicho kiedy zassałam lekko jego skórę. Po chwili jednak ożywił się i odsunął mnie lekko od siebie.
-innym razem mi się odwdzięczysz- mruknął mi do ucha po czym przygryzł lekko jego płatek. Nie zważając na jego słowa przycisnęłam swoje usta do jego, a moja ręka powędrowała w dół.
-Emily- wysapał, gdy przejechałam lekko ręką po jego kroczu na co jęknął mi usta. uśmiechnęłam się na jego reakcję. Wyglądał jeszcze seksownej niż zazwyczaj, gdy przymknął swoje oczy i odrzucił głowę w tył kiedy moja ręka wykonała szybszy ruch. Patrząc mu głęboko w oczy rozpięłam guziki i rozporek w jego spodniach i już po chwili dołączył one do reszty ubrań leżących na podłodze. Szybkim ruchem wsunęłam moją rękę za gumkę jego bokserek i przejechałam palcami po całej jego długości. Jego oddech gwałtownie przyspieszył.
-jesteś tego pewna?- wysapał szybko zanim zdążyłam go po raz kolejny dotknąć.
-tak- przyznałam hardo i moją ręką złapałam jego długość i zaczęłam ruszać nią w górę i w dół. Justin po raz kolejny odrzucił głowę w tył a z jego ust wydostawało się gardłowe jęknięcie. Wydawał się teraz taki niewinny i bezbronny. Moja ręka wykonywała teraz coraz szybsze ruchy, sprawiając tym samym coraz więcej przyjemności mojemu kochankowi. Gdy przejechałam palcem po jego końcówce Justin zachłysnął się gwałtownie powietrzem, a po chwili ciepło rozlało się w jego bokserach.  Gdy jego oddech trochę się uspokoił przyciągnął mnie do siebie i z całej siły oplótł mnie ramionami. Wtuliłam się w jego tors i palcami zaczęłam błądzić bo jego mięśniach brzucha.
-skarbie?-odezwał się po chwili
-hmmm?
-podobało ci się?- zapytał i mogłam wyczuć że uśmiecha się łobuzersko. Zarumieniłam się lekko i nie odpowiedziałam.
-kochanie, spójrz na mnie.- powoli podniosłam głowę i spojrzałam w jego piękne oczy. Tak jak przypuszczałam uśmiechał się łobuzersko.- wiesz… nie tylko na to mnie stać. Potrafiłbym dostarczyć ci milion razy więcej przyjemności- odparł i zaśmiał się gdy znowu odwróciłam głowę, czując gorąco wpływające na moje policzki.
-wiesz… myślę że ja też mogłabym sprawić ci więcej przyjemności- odezwałam się starając się przybrać taki ton głodu jaki on miał wcześniej i tym samym podnosząc głowę,  by spojrzeć na jego reakcję.
- wiem to kochanie. Coś czuję że niedługo obydwoje przekonamy się więcej o swoich zdolnościach w łóżku-  Po raz kolejny uśmiechnął się łobuzersko i puścił mi oczko.
Leżeliśmy tak wtuleni w siebie rozmawiając o wszystkim i o niczym. Przykryci byliśmy kocem a nasze rozgrzane ciała pozbawione ubrań stykały się. Rozmawialiśmy tak przez jakieś 2 godziny. Przez cały dzień nie pomyślałam ani razu o wszystkich nieprzyjemnościach, które na nas czekały. O godz. 14 postanowiliśmy się już zbierać, żeby nie wrócić zbyt późno i nie wzbudzać podejrzeń moich rodziców. Wygramoliliśmy się spod koca i szybko wsunęliśmy na siebie ubrania. Kilkanaście minut później szliśmy już lasem w stronę samochodu. Trzymaliśmy się za ręce i szliśmy jak najbliżej siebie ciesząc się wzajemną bliskością. Po kilku minutach drogi doszliśmy do samochodu. Usiedliśmy szybko na swoich miejscach i ruszyliśmy z powrotem do domu.
-zabierzesz mnie tu jeszcze kiedyś, prawda?
- kiedy tylko będziesz chciała- uśmiechnął się szeroko i prawą ręką chwycił moją dłoń. Jechaliśmy w milczeniu, analizując w głowie dzisiejsze wydarzenia. Wjechaliśmy już na autostradę więc dźwięki samochodów zagłuszały myśli. Włączyłam radio i po chwili zaczęłam śpiewać ,, Call Me Maybe” które akurat leciało w radiu. Justin dołączył do mnie i po chwili wygłupialiśmy się po całości. Zjechaliśmy z autostrady i skręcaliśmy właśnie w uliczkę, po której jeździli tylko mieszkańcy pobliskich domów. Wygłupialiśmy się cały czas kiedy wyjechaliśmy z zza zakrętu i zobaczyliśmy auto pędzące na oko ok. 100 km/h prosto na nas, które widocznie nie zamierzało zwolnić. Justin szybko puścił moją rękę i starał się jak najszybciej skręcić gdzieś w bok i ominąć ten samochód, lecz było już za późno. Potem pamiętam już tylko odłamki szkła kaleczące mi ręce i głuchą ciszę…
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3
w podziękowaniach za 3000 wyświetleń, tak jak obiecałam dodaję TAKIE sceny :P mam nadzieję że się spodoba i nie zjebałam tego rozdziału :3 jeśli przeczytałeś ten rozdział to dodaj komentarz, proszę ;) wystarczy zwykłe ,, czytam” to naprawdę niewiele :3 JEŚLI KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH TO NIECH ZOSTAWI KOMENTARZU SWOJEGO TWITTERA <3

niedziela, 26 maja 2013

17 rozdział


Gdy tylko Justin wyszedł udałam się do łazienki, żeby wziąć długi prysznic. Zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Spojrzałam na swój brzuch i zobaczyłam 2 ogromne siniaki wszystkich kolorów tęczy. Wyglądało to okropnie. Odwróciłam wzrok od tego nieprzyjemnego widoku i odkręciłam wodę. Strumień gorącej wody zmywał ze mnie wszystkie niepotrzebne myśli i przynosił pewnego rodzaju ukojenie. Po jakichś 15 minutach wyszłam z pod prysznica i owinęłam się szybko ręcznikiem. Zebrałam z podłogi ubrania i udałam się z powrotem do pokoju. Szybko założyłam pidżamę i wgramoliłam się pod kołdrę. Znowu zaatakował mnie natłok myśli. Nie wiem czy powinniśmy iść jutro do szkoły. Jestem pewna że ten dupek teraz nie odpuści. I ten czarny samochód. Pewnie to ktoś z jego ,,kolegów” chociaż ja bardziej nazwałabym to gangiem. Skoro mają broń to są bardziej niebezpieczni niż mogłam przypuszczać. Przeszedł mnie dreszcz, gdy pomyślałam o tym że mógł by coś zrobić Justinowi albo innym osobom na których zależy mi bardziej niż na sobie... Powoli zaczęłam odpływać w nieświadomość i już po chwili zapadłam w niespokojny sen.  
Obudziłam się zalana łzami i potem. Śniło mi się to czego tak bardzo przed snem się obawiałam.  Ktoś skrzywdził w nim z Nathana. Była godzina 5, ale wiedziałam że już nie zasnę. Wstałam powoli z łóżka i podeszłam do okna odsłonić zasłony. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to czarny samochód. Cholera! Z szybkością  światła z powrotem zasłoniłam okna. Poczułam jak łzy frustracji napływają mi do oczu. Z całej siły uderzyłam pięścią w ścianę i od razu poczułam silnie ukłucie pod żebrami. łzy spłynęły mi po policzkach… Tak nie może być, trzeba to zgłosić na policję. Ogarnęłam się szybko i rękawem wytarłam łzy, po czym wyjrzałam jeszcze raz przez okno czy samochód ciągle tam stoi. Tak jak za pierwszym razem już go tam nie było. Postanowiłam że nie pójdę dziś do szkoły.  Byłam załamana fizycznie jak i psychicznie i nie dałabym rady przesiedzieć w szkole 7 godzin. Podeszłam do szafki i chwyciłam telefon, po czym szybko napisałam do Justina sms-a.

do: Justin <3
Justin, ja nie dam rady dziś przesiedzieć w szkole 7 godzin. Wszystko mnie i boli i jedyne o czym w  tej chwili marzę to wyjechać stąd jak najdalej i wrócić jak już wszystko się uspokoi, więc nie zdziw się jeśli nie spotkasz mnie dziś w szkole.

myślałam co powiedzieć rodzicom, żeby nie kazali mi iść do szkoły. Zdecydowałam się na wersję z ogromnym bólem głowy. Nie spodziewałam się że Jus o tej porze mi odpisze, więc zdziwiłam się kiedy po kilku minutach dostałam od niego odpowiedź.

od: Justin:
rozumiem Cię Emsy. Jeśli nie chcesz iść to ja też nie pójdę. Zabiorę Cię gdzieś dzisiaj, nie będziesz się biła z myślami w domu. Będę na ciebie czekał przed twoim domem za godzinę. Wyrobisz się? Kocham Cię <3

 mimo mojego okropnego humoru uśmiechnęłam się na jego słowa. ucieszyłam się też że nie będę musiała zmyślać rodzicom że się źle czuję. Od razu odpisałam że wyrobię się na pewno i będę czekać. Pogoda była dziś również dobijająca. Wyjęłam więc z szafy ciemne rurki i bluzę i szybko się ubrałam. Następnie po cichu udałam się do łazienki.  Przeraziło mnie to co ujrzałam w lustrze. Wyglądałam jakbym właśnie wróciła z pogrzebu. Oczy miałam podkrążone i czerwone, włosy odstawały na wszystkie strony i ubrana byłam w ciemne ciuchy. Nachyliłam się nad umywalką i przemyłam twarz, po czym nałożyłam lekki makijaż, żeby wyglądać jak człowiek i związałam włosy w koka. Wyszłam z łazienki i poszłam z powrotem do pokoju. Rozejrzałam się po nim w poszukiwaniu torby, lecz przypomniałam sobie że została ona na dole. Wzięłam więc ze sobą wszystkie potrzebne rzeczy i po cichu zeszłam na dół. Torba leżała obok kanapy, na której wczoraj z Justinem się  obściskiwaliśmy, jeśli można to tak nazwać. Rozsiadłam się na niej i włączyłam telewizor i schowałam do torby telefon i słuchawki. Nie miałam pojęcia gdzie Jus chce mnie zabrać więc nie wiedziałam co mam wziąć w torbie było na szczęście kilka książek, więc rodzice nie powinni się domyślić niczego. Wiem że nie powinnam w takim momencie tego robić, ale cieszyłam się że spędzę cały dzień z moim chłopakiem, który jest dla mnie prawie wszystkim. Nie dopuszczałam do siebie myśli że to bagno w którym się znajdujemy jest przez niego, bo był on też moją ucieczką do tego wszystkiego i tylko przy nim czułam się w pełni bezpieczna. Wyszukałam w telewizji jakiś program muzyczny i czekałam aż przyjedzie Justin. Po chwili wstałam jednak i poszłam do kuchni bo mój żołądek głośno domagał się jedzenia. Zrobiłam sobie jakieś kanapki i herbatę po czym wróciłam na kanapę. Gdy piłam herbatę, usłyszałam kroki w przedpokoju a po chwili moja mama pokazała się w pokoju.  Na mój widok zdziwiła się.
-dzień dobry, Emily. co dziś tak wcześnie?- odezwała się zaspanym głosem.
-jakoś nie mogłam spać i musze dziś wcześniej wyjść. – odparłam i pociągnęłam łyka herbaty.
-tylko nie kombinuj nic-
-nie będę, ale mogę  dziś później wrócić bo muszę wpaść do Jade po lekcjach i wytłumaczyć jej coś z matmy. – zasugerowałam bo nie wiedziałam o której będziemy wracać.
-dobra, dobra. Już widzę jak się będziecie uczyć. A potrzebujesz podwózki do szkoły?
- nie, nie potrzebuję. Jadę z koleżanką- odparłam szybko.
- okej- odpowiedziałam zdziwiona lekko moją reakcją i poszła do kuchni.
-Emily! jakiś czarny samochód podjechał. To pewnie ta twoja koleżanka.- zastygłam na te słowa. Justin nie miał przecież czarnego samochodu. Przynajmniej jeszcze takiego  nie widziałam. Po chwili mój telefon zawibrował. Przejechałam palcem po ekranie i kamień spadł mi z serca kiedy zobaczyłam wiadomość od Justina że już czeka pod moim domem. Pożegnałam się szybko z mamą i wyszłam na dwór. Powitała mnie  fala chłodnego powietrza. Podeszłam do samochodu i wsiadłam na miejsce pasażera.
-cześć, skarbie- powitał mnie cudowny głos Justina.
-hej- odparłam krótko i pochyliłam się żeby dać mu szybkiego buziaka w usta.- to gdzie mnie zabierasz?
-zobaczysz- uśmiechnął się tajemniczo po czym odjechał spod mojego domu. Przejeżdżaliśmy przez miejsca których w życiu na oczy nie widziałam, ale podobało mi się. Jechaliśmy jakąś godzinę, rozmawiając o wszystkim co ślina przyniosła nam na język. Spojrzałam się zdziwiona na chłopaka który wjechał właśnie do lasu. On tylko uśmiechnął się złośliwie i jechał dalej. Pogoda się teraz znacznie zmieniła i promienie słoneczne przebijały się przez gałęzie drzew i wpadały do samochodu. Po kilku minutach jazdy przez las, droga przeznaczona dla samochodu zniknęła i w tym momencie Jus się zatrzymał. Wysiadł z samochodu i już po chwili otwierał drzwi z mojej strony. Wysiadłam i spojrzałam na niego wyczekująco.
- musimy się jeszcze trochę przejść, nie masz nic przeciwko prawda?- uśmiechnął się słodko i chwycił mnie za rękę. Wplotłam moje palce w jego i skinęłam głową, pokazując że możemy iść. Szliśmy w ciszy, zaciągając się świeżym powietrzem. Po chwili doszliśmy do niewielkiej polanki, na której widok zaparło mi dech w piersiach.  Po środku stał niewielki drewniany domek z balkonem a na nim duża huśtawka i obok niej hamak. Słońce świeciło tu mocniej, oświetlając całe to cudowne miejsce. Niedaleko znajdywało się jeziorko wokół którego rosły kolorowe kwiaty.
-podoba ci się?- wyszeptał mi do ucha Justin i objął mnie w talii.
-tu jest cudownie. Co to za miejsce?
-kiedyś był to ,,domek letniskowy” moich rodziców, przyjeżdżaliśmy tutaj zawsze w wakacje i długie weekendy. Nie byłem tutaj odkąd … odkąd wyrzucili mnie z domu- tą końcówkę wypowiedział znacznie ciszej. Nie wiedziałam że jego rodzice wyrzucili go z domu. Kiedyś mówił mi że ciągle się z nimi kłócił i grozili mu tym, ale nie wiedziałam że naprawdę są do tego zdolni.
-przykro mi Justin- odpowiedziałam ze współczuciem i odwróciłam się tak żeby stać z nim twarzą w twarz. Zarzuciłam mu ręce na ramiona i wpatrywaliśmy się w siebie przez chwilę. Jego oczy wypełnione były smutkiem, leczo chwili się cały jego smutek się ulotnił i szybko musnął moje usta, po czym zwinnie wziął mnie na ręce jak pannę młodą i zaczął iść w stronę domku. Gdy doszliśmy pod drzwi chłopak delikatnie postawił mnie na ziemi i sprawdził czy drzwi są otwarte. O dziwo były. Otworzył je dla mnie i zaczekał aż wejdę, po czym wszedł za mną. Rozejrzałam się po domku. Było bardzo przytulnie. Na wprost od drzwi  wejściowych stały kanapy obite brązową skórą, która kolorem pasowała do drewnianych ścian, w rogu pokoju znajdował się niewielki kominek a obok niego niewielki telewizor. Na ścianach wisiały najróżniejsze obrazy, namalowane ciepłymi barwami. Po lewej stronie znajdowały się drzwi, za którymi musiała znajdować się sypialnia. Odwróciłam się i spojrzałam na uśmiechającego się  Justina. Wyciągnął w moją stronę rękę którą natychmiast chwyciłam i skończył oprowadzać mnie po domku.
-Emily, powinnaś się chyba przebrać bo w tej bluzie musi ci być gorąco prawda? jak chcesz to w sypialni w szafce powinnaś znaleźć jakieś koszulki na rękawek, więc pójdź się przebrać a ja zrobię coś do picia.  Udałam się do sypialni i przeszukałam szybko zawartość szafki po czym wybrałam jakąś luźną koszulkę Justina i szybko się w nią przebrałam. Poszłam z powrotem do kuchni i usiadłam na krześle czekając aż Justin skończy robić kakao. gdy już usiadł obok mnie przerwałam panującą ciszę.
- więc co będziemy tutaj robić przez cały dzień?
-no wiesz… - poruszył znacząco brwiami na co ja skarciłam go wzrokiem.- tak na serio to nie przewidziałem niczego konkretnego, ale ważne że jesteśmy tu razem prawda? Z daleka od wszystkich nieprzyjemnych rzeczy… i ludzi. – dodał i przysunął się bliżej mnie.
-masz jakieś filmy?- zapytałam
-oczywiście że tak. Zaraz coś wybierzemy.-

gdy skończyliśmy pić kakao udaliśmy się do salonu, gdzie ja rozsiadłam się na kanapie a Jus zaczął przebierać wszystkie płyty w poszukiwaniu jakiegoś pasującego mi filmu. W końcu wybraliśmy jakiś horror. Justin szybko dosiadł się do mnie i otoczył mnie swoim ramieniem. Wtuliłam się w jego tors i nie skupiałam zbytniej uwagi na filmie. Było wcześniej lecz po męczącej nocy i tak wczesnej pobudce, moje powieki zrobiły się ciężkie i po chwili zapadłam w drzemkę …
---------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3
przepraszam że rozdział tak późno i taki krótki, ale w tygodniu miałam teraz masę popraw i jeszcze znowu miałam skoki ciśnienia i prawie wylądowałam w szpitalu przez zawroty głowy więc nie miałam kiedy i  jak tego napisać. Następny będzie o wiele ciekawszy, ale teraz nie było mnie stać na nic więcej. Jeszcze raz PRZEPRASZAM… :/  i jeszcze jak zwykle chcę wam podziękować za komentarze, jesteście cudowni. Następny rozdział dodam za tydzień w sobotę lub piątek, bo będzie to rozdział specjalny za 3000 wyświetleń <3  :P JEŚLI KTOŚ CHCIAŁBY BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH TO NIECH ZOSTAWI W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ Z TWITTERA <3 

środa, 22 maja 2013

16 rozdział


Im dłużej jechaliśmy tym ból bardziej ustępował. Czułam się już lepiej i teraz poczułam napływ gniewu. Justin będzie się musiał nieźle z tego tłumaczyć . siedziałam już normalnie na tylnym siedzeniu kiedy moją uwagę przykuło auto jadące już jakiś czas za nami. Czarny samochód! Otworzyłam szerzej oczy i wpatrywałam się w tylną szybę. Spanikowana nie wiedziałam czy powiedzieć Justinowi czy to tylko fałszywy alarm. Postanowiłam że jednak powiem.
-Justin, ten samochód jedzie już za nami jakiś czas- odezwałam się cicho. Chłopak spojrzał w lusterko i gwałtownie wszystkie jego mięśnie się napięły. Ręce zacisnęły się na kierownicy a w jego oczach było widać gniew. Gwałtownie  Przyśpieszył do 150 km/h . cały czas wpatrywałam się ukradkiem w samochód za nami. Nagle samochód za nami przyspieszył i jechał teraz obok nas. Szyba zaczęła się powoli otwierać przerażona wlepiłam w nią wzrok. Za nim się spostrzegłam ktoś wychylił przez szybę pistolet a następnie huk wypełnił samochód Justina. Odruchowo krzyknęłam z przerażenia, lecz Justin starał się zachować zimną krew. Teraz zamiast przyspieszyć gwałtownie zwolnił a czarny samochód pognał przed siebie. Osoba która w nim siedziała oddała jeszcze kilka na szczęście nie celnych strzałów i odjechała. Jus zjechał po chwili na pobocze i siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu. Nagle wyszedł z samochodu trzaskając drzwiami. Zrobił to tak gwałtownie że podskoczyłam. Po chwili znalazł się obok mnie i mocno mnie przytulał. Poczułam napływające mi do oczu łzy.
-ciii, nie płacz kochanie- mruknął mi we włosy jeszcze mocniej mnie do siebie przyciskając.
-boże. To wszystko przeze mnie.  Przepraszam Cię Emily- powiedział łamiącym się głosem.
-wszystko jest w porządku dopóki jesteś przy mnie.- odezwałam się cicho i spojrzałam mu w oczy.
- nie Emily. nic nie jest w porządku jak jestem przy tobie.- szepnął cicho głęboko patrząc mi w oczy. Nie odpowiedziałam już nic bo łzy spłynęły po moich policzkach a mój szloch wypełnił samochód.
-Justin… proszę Cię obiecaj mi że mnie nie zostawisz. Obiecaj…- przerwałam wreszcie kilkuminutową ciszę. nie czułam już bólu fizycznego za to psychiczny nie ustępował.
-obiecuję.  Kocham Cię Emily – wyznał mi szczere a ja mimowolnie się na jego słowa uśmiechnęłam. Przysunęłam się do niego i wpiłam się w jego usta. Prawie od razu odpowiedział tym samym i mogłam wyczuć że uśmiecha się przez pocałunek. Pchnął mnie lekko tak bym leżała na siedzeniu a sam pochylił  się nade mną nie przerywając naszego kontaktu. Przy nim czułam się tak bezpiecznie… ręce Justina chwyciły moją bluzkę i podniosły ją lekko do góry znowu odsłaniając mój brzuch. Oderwał się ode mnie i z bólem w oczach przeniósł wzrok na mój brzuch. Podążyłam za jego wzrokiem. Teraz siniaki stały się o wiele bardziej widoczne i na ich widok skrzywiłam się tak samo jak Justin. Po chwili poczułam jego ciepłe wargi  przylegające do posiniaczonych miejsc. Poczułam ciepło rozlewające się po moim ciele gdy jego pocałunku stały się bardziej zachłanne. Przeniósł swoją głowę znowu nad moją i lekko musnął moje usta. odsunęłam go lekko od siebie chcąc dowiedzieć się wreszcie od niego prawdy.
-Justin…- zaczęłam cicho i nie czekając na odpowiedź zaczęłam kontynuować.- w tym wszystkim nie chodzi tylko o prochy prawda?
- nie, nie chodzi tylko o to. Ale proszę Cię nie rozmawiajmy o tym teraz. Powinien obejrzeć cię lekarz.- odparł cicho i czekał na moją reakcję. Nie chciałam  teraz konfrontować się z lekarzem.  Byłam zbyt roztrzęsiona.
-zawieź mnie do domu i zrobię sobie jakieś okłady czy coś. Nie mam siły żeby mierzyć się teraz z lekarzem… proszę- dodałam błagającym głosem.
-no już dobrze.- cmoknął mnie jeszcze w czoło i wyszedł z samochodu. Szybko wszedł po raz kolejny na siedzenie kierowcy i szybko ruszył w kierunku mojego domu. W milczeniu dojechaliśmy po niecałych 10 minutach. Justin pomógł mi wyjść z samochodu i powoli doszliśmy do drzwi frontowych. Wyciągnęłam klucze z kurtki i podałam je chłopakowi który szybko je otworzył. Dobrze że rodziców jeszcze nie było. Nathan pewnie poszedł do jakiegoś kolegi czy coś, więc  obyło się bez niepotrzebnych pytań.
-nic się tutaj nie zmieniło.- odezwał się po chwili Jus z lekkim uśmiechem. Pamiętam jak kiedyś czasami do mnie przychodził. Jeszcze jak się kolegowaliśmy. Też się lekko uśmiechnęłam w przypływie wspomnień. Jednak zaraz przypomniał mi o sobie ból. Podeszłam powoli do kanapy i rozłożyłam się na całej jej długości.
-kochanie, co mam dla ciebie zrobić? Jakieś okłady czy jednak zdecydowałaś się na lekarza.
-żadnego lekarza. W łazience na górze w szafce nad umywalkami są ręczniki. Zmocz jeden zimną wodą. To złagodzi ból. Na razie tyle wystarczy.-nie odpowiedział nic tylko przytaknął głową i pobiegł szybko na górę. Po chwili stał już obok mnie z mokrym ręcznikiem. Usiadł okrakiem na moich udach, starając się nie dotknąć ran i za bardzo mnie nie przygniatać. podwinął moją bluzkę i przyłożył zimny ręcznik do mojego brzucha. Lekko się skrzywiłam z bólu lecz już po chwili, powoli zaczął ustępować. Justin zmieniał co chwilę stronę ręcznika. Wreszcie postanowiłam przerwać niezręczną ciszę która  między nami była.
-powiesz mi wreszcie?
-um… tak.- odpowiedział niepewnie po czym zszedł ze mnie i położył się na kanapie obok mnie.
-wiesz, wtedy kiedy się przedawkuje nie panuję się nad sobą do końca. Pewnego razu poszedłem z Seanem i jego paczką na imprezę. Zawsze byłem mniej na to odporny i znacznie szybciej od innych się nakręcałem. Na tej imprezie tak właśnie było. Szybko straciłem nad sobą kontrolę, kiedy chłopaki byli jeszcze prawie zupełnie trzeźwi. No i Sean miał wtedy dziewczynę którą ponoć naprawdę kochał. Nazywała się chyba Carly. Była już trochę wstawiona i kleiła się do mnie gdy tylko Sean nie patrzył. Postanowiłem się  z nią trochę zabawić, i po jej zachowaniu wywnioskowałem że ona też. Udaliśmy się więc na górę i trochę się zbawiliśmy. chociaż nie pamiętałem wszystkiego dokładnie to wiedziałem że ona nie miała nic przeciwko naszym zabawom. po wszystkim zeszliśmy na dół jak gdyby nigdy nic. I wtedy ona zaczęła robić szopki że ją wykorzystałem . Nie rozumiałem o co jej chodzi. Potem pamiętam tylko jak ten dupek zadał mi kilka ciosów w brzuch i powiedział że jeszcze się policzymy. Potem wszystko się ustabilizowało. Przestałem brać i powoli spłacałem dług i nikt się mnie o nic nie czepiał. Do tej pory. Chodziły kiedyś plotki że Sean zabił jakiegoś kolesia po nie miał kasy żeby spłacić mu dług za prochy i on go po prostu zabił. Nie wierzyłem w to za bardzo, ale nie chciałem się już mieszać. Ostatnio jednak dowiedziałem się że to prawda.- opowiedział mi wszystko ze szczegółami ale to ostatnie mógł zostawić dla siebie. Poczułam narastające przerażenie. Łzy napłynęły mi do oczu, lecz powstrzymałam je. Ale to znaczy że Justin nie zgwałcił tej dziewczyny. Przynajmniej miałam nadzieję że mówi prawdę. Chciałam się upewnić.
-to znaczy że ty nie skrzywdziłeś tej dziewczyny?- spytałam cicho wtulając się w niego.
-oczywiście że nie. To była zwykła suka a ten dupek jej wierzył bo był w niej cholernie zakochany. Potem ona wyjechała z dnia na dzień nic mu nie mówiąc. – dokończył i przysunął mnie bliżej siebie.
-ale nie bój się, nie pozwolę mu Cię skrzywdzić. Obiecuję.- leżeliśmy tak przez jakiś czas w zupełnej ciszy. Ulżyło mi gdy to powiedział. Ufałam mu bezgranicznie i jakby to teraz zniszczył nie potrafiłabym nikomu już nigdy zaufać. Justin dawał mi wszystko czego mi było trzeba.
-Kocham Cię Justin- szepnęłam cicho patrząc w jego przepiękne oczy.
-Też Cię kocham Emsy- odpowiedział i złączył nasze usta. za każdym razem gdy mnie nimi dotykał rozpływałam się. Pragnęłam go wtedy jeszcze bardziej. Wplotłam swoje ręce w jego idealnie ułożone włosy i przyciągnęłam go bliżej. Pod wpływem mojego dotyku jęknął gardłowo a ja uśmiechnęłam się przez pocałunek który teraz zamienił się w coś więcej. Podobało mi się to ale wciąż było mi mało. Boże co on ze mną robi!? Odpędziłam od siebie wszystkie myśli i pragnęłam żeby ten pocałunek nigdy się nie skończył. W tym momencie nie czułam nic innego jak tylko przyjemność gdy jego usta z walczyły z moimi. Poczułam jego język na mojej dolnej wardze, proszący o dostęp. Oddałam się chwili i dałam mu pełny dostęp. Wszystkie zmartwienia odpłynęły. Teraz liczył się tylko Justin. Moje ręce powędrowały na koniec jego koszulki i pociągnęły ją w górę. Chłopak uśmiechnął się i pomógł mi przeciągnąć koszulkę przez głowę. Gdy wylądowała ona na podłodze, usłyszałam przekręcanie klucza w zamku. Momentalnie się od siebie odsunęliśmy z trudnością łapiąc oddech. Justin szybko zeskoczył  z kanapy po swoją koszulkę i gdy mój brat wbiegł do pokoju miał ją już na sobie.
 gdy zobaczył Justina jego oczy momentalnie otworzyły się szerzej.
-Justin? – zapytał zdziwiony. Nie dziwiłam mu się bo przecież słyszał na pewno jak rozmawiałam z mamą o Justinie jak jeszcze byliśmy ,,pokłóceni”.
-um …tak, hej Nathan- odpowiedział niepewnie Jus drapiąc się po karku.  Obydwoje jeszcze z trudem łapaliśmy oddech. Zastanawiałam do czego by doszło gdyby mój kochany braciszek nie wpadł nagle do domu. Zarumieniłam się na samą myśl o tym.
-gdzie są rodzice?- zapytałam go gdy nie przychodzili.
-już idą, biorą zakupy. Chcą przemalować sobie sypialnię i kupili jakieś tam rzeczy i coś do jedzenia.- mówiąc to teatralnie przewrócił oczami. Wtedy weszli rodzice wykłócając się o coś. od razu poszli do kuchni żeby zostawić jakieś farby i pędzle na podłodze, a następnie położyli pizzę na stole i zabrali się za rozkładanie naczyń. zerknęłam na Justina i Widać było że czuł się skrępowanie. Wstałam i podeszłam do niego, chwytając go za rękę, dodając mu otuchy która przy konfrontacji z moimi rodzicami mu się przyda. Pociągnęłam go lekko tak żeby poszedł ze mną do kuchni i zamierzałam przedstawić go rodzicom którzy jeszcze chyba go nie zauważyli. Gdy przechodziliśmy obok schodów Justin wyrwał jego dłoń z mojej i sprintem wbiegł po nich na górę. Zaśmiałam się z jego reakcji i ruchem ręki chciałam go przywołać, lecz on posłał mi swój łobuzerski uśmiech i wszedł do mojego pokoju. Zachowywał się jak dziecko. Zaśmiałam się znowu kiedy usłyszałam hałas dochodzący z góry. Poszłam za Nathanem do kuchni.
-dzień dobry Emily. jak było w szkole?- niczego nie świadomi rodzice już popsuli mi humor.
-dobrze- skłamałam – ale za to jestem strasznie głodna. naszykujcie mi ze 4 kawałki dobra?- zapytałam udając że wszystko jest okej. Spojrzeli się na mnie dziwnie, bo nigdy tyle nie jadłam, lecz nałożyli mi na talerz 4 kawałki. Wzięłam talerz i poszłam na górę. Gdy weszłam do pokoju Justin siedział na łóżku z głową odchyloną do tyłu.
-Justin…Jesteś głodny? Bo przyniosłam ci kawałek pizzy.- od razu na  mnie spojrzał i lekko się uśmiechnął.
-jasne, chodź tutaj.- wskazał na miejsce obok siebie. Usiadłam obok niego i położyłam na kolanach talerz z jedzeniem. Justin objął mnie ramieniem i w spokoju i  ciszy dokończyliśmy jeść.
-Emily, ja muszę się zbierać. Zobaczymy się jutro w szkole.- odezwał się po chwili i poderwał z łóżka. Poszłam w jego ślady a jego dłonie automatycznie znalazły się na mojej talii i przyciągnął mnie lekko do siebie, uważając na rany. Złożył na moich ustach słodki pocałunek  i podszedł do okna. Otworzył je i zanim wyszedł uśmiechnął się szybko i już go nie było.
----------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3
tak jak zawsze chcę wam podziękować za wszystkie komentarze :3 jesteście wspaniali <3 nawet nie wiecie jak wasze miłe słowa motywują do pisania <3 kocham was <333 JEŚLI KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH TO NIECH ZOSTAWI W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ Z TWITTERA <3
i przepraszam za błędy, których na pewno jest sporo. poprawię je jak będę miała więcej czasu.
następny rozdział w sobotę <3 

niedziela, 19 maja 2013

15 rozdział

Rano obudził mnie cichy głos Justina. Zdezorientowana otworzyłam oko i zerknęłam na budzik. Była godzina 6.30. zdenerwowana spojrzałam na Justina czekając na wyjaśnienia dlaczego mnie tak wcześnie budzi. Na widok mojej miny chłopak cicho się zaśmiał.
-nie chciałem Cię budzić, tak słodko spałaś, ale dziś poniedziałek…. Mamy szkołę- uświadomił mi i znów się uśmiechnął.
-cholera- szepnęłam cicho. Nie chciałam spotkać dziś Seana. W sumie to chciałabym go już nigdy nie spotkać.  Z zamyślenia wyrwał mnie znowu głos Justina.
- ja jadę teraz do siebie. Przyjadę po Ciebie za 4o minut, dobrze? – gdy kiwnęłam potwierdzająco głową ,  cmoknął mnie w czubek głowy i wstał z łóżka. Ubrał na siebie wczorajsze ubrania, po czym otworzył okno i ostatni raz się do mnie uśmiechnął za nim przez nie wyszedł. Przez głowę przeleciały mi wszystkie urywki z wczorajszego dnia. Uświadomiłam sobie też że przecież nic takiego nie zrobiliśmy Seanowi, tylko on mi więc czego on kurwa chciał!? Czuję że Justin nie powiedział mi całej prawdy o znajomości jego i Seana.  Teraz byłam prawie pewna że tu chodzi o coś więcej.  Ocknęłam się po chwili rozmyślania i spojrzałam po raz kolejny na budzik. Była 6.45 . cholera! Wstałam z łóżka tak szybko że zakręciło mi się w głowie i znowu na nie opadłam. Odczekałam chwilę i tym razem powoli wstałam. Miałam jakieś  pół godziny. Nie wyrobię się. Pobiegłam szybko do łazienki. Wzięłam szybki prysznic ale darowałam już sobie mycie włosów. Zrobiłam sobie lekki makijaż, i ubrałam się w ciemne dżinsy i koszulę z ćwiekami na kołnierzu i szybko zeszłam na dół. Do przyjazdu Justina miałam jeszcze 10 minut. Odetchnęłam z ulgą, wiedząc że się nie spóźnię. Chciałam być już jak najszybciej z nim. Przy nim czułam się najbezpieczniej. Nie chciałabym  też spóźnić się do szkoły i robić wokół siebie niepotrzebnego zamieszania.  Zjadłam śniadanie i o dziwo zostało mi jeszcze trochę czasu.  Udałam się do pokoju i usiadłam na kanapie obok mamy. Zaczęłyśmy rozmawiać o projekcie, który miałam dziś oddać. Właśnie! Miałam wydrukować to wczoraj wieczorem lecz z wiadomych powodów wyleciało mi to z głowy. Pognałam  na górę i szybko zaczęłam wkładać do drukarki kolejne kartki i czekałam aż wszystko się wydrukuje. Usłyszałam dźwięk dzwonka. Moja mama na pewno się zdziwi jak zobaczy Justina stojącego w drzwiach, no ale cóż, będzie się chyba musiała przyzwyczaić. Skończyłam drukować wszystko i włożyłam poukładane kartki do segregatora który wczoraj przyszykowałam i zeszłam na dół. Gdy weszłam do kuchni zobaczyłam roześmianego chłopaka i mamę. Szybko pożegnaliśmy się i wyszliśmy z domu. Justin otworzył mi drzwi od strony pasażera. Gdy wsiadłam szybko znalazł się po stronie kierowcy i wskoczył na swoje miejsce. Spojrzał mi w oczy i od razu się zaniepokoiłam.
-słuchaj Emily. wtedy kiedy mówiłem o prochach nie powiedziałem ci wszystkiego.- zaczął lecz ja natychmiast mu przerwałam.
-porozmawiamy  o tym później, na razie jedźmy do szkoły bo coś czuję że i tak jesteśmy spóźnieni a niepotrzebne jest nam jeszcze większe zamieszanie. – zdenerwował się trochę na moje słowa lecz nic więcej nie dodał tylko uruchomił silnik. Zanim zdążył nacisnąć pedał gazu chwyciłam go za podbródek i przekręciłam głowę w moją stronę i spojrzeliśmy sobie w oczy.  Widać było że nie jest w humorze do zabaw i do sprzeciwów z mojej strony. Szybko cmoknęłam go w usta i już chciałam się odsunąć kiedy niespodziewanie oplótł mnie rękami i przyciągnął bliżej siebie pogłębiając pocałunek. Oddałam mu się, tak jak zawsze i nasze wargi toczyły zawziętą walkę. Gdy oderwaliśmy się od siebie Justin oparł jeszcze swoje czoło o moje.
-kocham Cię wiesz?- wyszeptał cicho patrząc mi w oczy. Wzruszyła mnie szczerość słów wyczuwalna w jego głosie.
-też Cię kocham Justin- odpowiedziałam mu i ostatnio raz całując go w usta opadłam na swój fotel. Do szkoły jechaliśmy jakieś 15 minut. Byliśmy 10 minut przed dzwonkiem na lekcje więc nie było tak źle. Gdy wysiadaliśmy z samochodu Justina wszyscy na parkingu patrzyli na nas z zaciekawieniem w oczach. Było też kilka osób u których wyczytać było można że są zazdrośni. Nie przejęłam się tym zbytnio, bo po głowie chodziły mi zupełnie inne myśli.  Ruszyliśmy przez parking w stronę szkoły. Ciekawskie spojrzenia towarzyszyły nam dopóki nie weszliśmy do szkoły. Na korytarzu było mało osób bo przy takiej pogodzie każdy wolał siedzieć na dworze. Poszliśmy w stronę mojej szafki, żebym wzięła z niej potrzebne książki a zostawiła niepotrzebne. Na końcu korytarza dostrzegłam grupkę chłopaków. Żołądek wykręcił mi się kiedy cała piątka spojrzała w naszą stronę w tym samym czasie. W samym środku stał nikt inny jak Sean i uśmiechał się do nas szyderczo. Jego koledzy dołączyli do niego. Poczułam że ręka Justina wsuwa się w moją i ścisnął ją lekko dając mi znać że wszystko jest w porządku. Wzięłam potrzebne rzeczy i posłałam Seanowi lodowate spojrzenie i odeszłam, cały czas trzymając Justina za rękę. Pierwsza była biologia. Udałam się pod salę.
-co masz później ?- zapytał Jus siadając na ławce i sugerując żebym usiadła mu na kolanach. Zrobiłam tak i objęłam go mocno rękoma.
-chemię- odpowiedziałam po chwili zastanowienia.
-ok, będę na ciebie czekał pod klasą, wtedy porozmawiamy dobra?- kiwnęłam tylko głową. Siedzieliśmy tak pogrążeni w swoich myślach dopóki nie zadzwonił dzwonek. Szybko weszłam do klasy i usiadłam w ostatniej ławce czekając aż przyjdzie Jade. Wpadła do klasy po 10 minutach cała zdyszana. Przeprosiła za spóźnienie i usiadła obok mnie. Opowiedziałam jej o wszystkich wydarzeniach które wczoraj miały miejsce. Przerażona wpatrywała się we mnie.
- co zamierzacie z tym zrobić?-
-szczerze mówiąc nawet się jeszcze nad tym nie zastanawiałam. Ale myślę że dziś gdy Jus powie mi to czego nie powiedział mi na początku będzie miało duże znaczenie i wtedy coś wymyślimy.
 do końca lekcji rozmawiałyśmy o tym co mogło się między nimi wydarzyć. Po dzwonku szybko wybiegłam z klasy, chcąc jak najszybciej się wszystkiego dowiedzieć. Do następnej lekcji mieliśmy 15 minut więc tyle musiało nam wystarczyć. Szybkim krokiem  Szłam w kierunku Sali chemicznej, gdy ktoś pociągnął mnie z całej siły za nadgarstek i przygwoździł do ściany. Chciałam się wydrzeć lecz silna ręka zakryła mi usta dłonią.
-krzykiem tylko pogorszysz swoją sytuację- szepnął głos którego już nigdy nie chciałabym słyszeć po czym szarpnął mnie znowu za rękę i wciągnął do magazynku na szczotki. Pchnął mnie na podłogę a sam zamknął drzwi na klucz. Gdy sprawdził że drzwi na pewno się zamknęły odwrócił się do mnie i chwilę mi się przypatrywał po czym z wielkim uśmiechem na twarzy zaczął do mnie podchodzić. Szybko podniosłam się na nogi i spojrzałam na niego z obrzydzeniem. W tej chwili nie czułam nic więcej oprócz gniewu.  Nic mu przecież nie zrobiłam i założę się że Justin też.
-czego kurwa ode mnie chcesz!? – krzyknęłam, próbując powstrzymać się żeby go nie spoliczkować. Widząc jak się denerwuję uśmiechnął się szerzej i podszedł do mnie tak że nasze ciała dzieliło kilka centymetrów.
-dużo rzeczy od Ciebie bym chciał, ale skupię się na jednej. Wiem że Justinowi zależy na tobie więc postanowiłem odegrać się w taki sposób jaki zrobił to kiedyś on.- odezwał się po chwili. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Chyba zobaczył moją zdziwioną minę.
-co nie powiedział Ci?- prychnął i znów pchnął mnie na podłogę. Chciałam wstać lecz tym razem poczułam silne kopnięcie w brzuch i po chwili skuliłam się z bólu. Spojrzałam na niego z jeszcze większym obrzydzeniem.
-no więc, skoro ci nie powiedział to będziesz musiała się tego dowiedzieć z moich ust. Wtedy gdy Justin zaczął kupować od nas prochy zakumulowaliśmy się. Wszystko było dobrze dopóki twój chłopaczek nie zaczął przedawkowywać. Jego szczęście mnie mało obchodziło mi chodziło tylko o  kasę- słuchałam go i dziwiłam się jak zwyczajnie to mówił.- byliśmy raz na imprezie razem. Oczywiście nie obyło się bez palenia. Ja miałem wtedy dziewczynę. dziewczynę którą naprawdę kochałem. I wtedy Justin tak po prostu poszedł z nią na górę i ją przeleciał. Wbrew jej woli. Był oczywiście bo wpływem prochów ale to nie zmienia faktu że to zrobił. Skrzywdził ją. I teraz gdy wreszcie spłacił swój dług za prochy mogę go zniszczyć. I ty mi w tym pomożesz. – znowu się uśmiechnął a mnie zatkało. Z jednej strony nie mogłam uwierzyć że Justin był zdolny do czegoś takiego a z drugiej że byłam z Seanem przez tyle czasu i nigdy nie dostrzegłam w nim nic… hmm złego? Odrażającego? zastanawiałam się w jaki sposób ja mam mu niby w  tym pomóc ale czułam że nie będzie to nic dobrego. Po  ciele przeszły mi ciarki myśląc że on mógłby zrobić mi to co Justin tamtej dziewczynie. Tylko on był trzeźwy więc byłoby to o wiele gorsze.
-nie waż się mnie kurwa tknąć- powiedziałam głosem przepełnionym nienawiścią i obrzydzeniem.
-hahaha bo co? – zakpił mi prostu w twarz i znowu poczułam jego nogę wbijającą się w mój brzuch. Tym razem nienawiść i determinacja wygrały nad bólem i pod wpływem impulsu wstałam szybko nie przejmując się bólem i z całej siły moje kolano uderzyło o jego krocze.  Zawył z bólu i oparł się o ścianę.
-ty mała suko!- wysyczał  a jego głos nasycony był jadem.
-do widzenia… chociaż nie, miejmy nadzieję że nie- odezwałam się takim samym tonem i szybko podbiegłam do drzwi. Otworzyłam je i zamknęłam na kluczyk z drugiej strony. Sprintem pobiegłam przez korytarz. Dotarłam pod salę od chemii i szybko wcisnęłam Jade która siedziała na ławce, projekt a zdezorientowanego Justina chwyciłam za rękę i pobiegliśmy razem w stronę wyjścia. Biegliśmy środkiem głównego korytarza nie zważając na gapiów. Nagle poczułam silne ukłucie w brzuchu i opadłabym na podłogę gdyby nie silna ręka Justina. Pobiegliśmy dalej. Gdy wyszliśmy z budynku szkoły chłopak zatrzymał się i widząc mój wzrok pełen bólu zaczął wypytywać co mi jest.
-nie ma czasu na wyjaśnienia. Odwieź mnie do domu- odezwałam się dysząc po męczącym biegu. Nie spytał już o nic więcej tylko wziął mnie szybko na ręce i podszedł do swojego samochodu. Jedną ręką otworzył tylne drzwi samochodu i położył mnie na tylnich siedzeniach.  Gdy tylko opadłam na zimny skurzany fotel złapałam się za brzuch który bolał jak cholera. Justin usiadł szybko obok mnie.
-cholera Emsy co się stało?- odezwał się i sięgnął rękoma mojej bluzki i podwinął ją lekko do góry odkrywając mój brzuch. Gdy zobaczył na nim 2 ogromne siniaki jego oczy zwęziły się.
-Sean. On ci to zrobił prawda- wysyczał. Nie odpowiedziałam tylko złapałam się za brzuch czując coraz silniejsze ukłucia. Jego twarz z rozwścieczonej zrobiła się zmartwiona.
-zawiozę cię do szpitala. Trzeba to obejrzeć.- odezwał się po chwili.
-nie, proszę cię- odparłam cicho.- chcę tylko wrócić do domu. Razem z tobą.
-ale…- nie dokończył bo przerwałam mu.
-najwyżej wezwiemy lekarza do domu, ale proszę cię jedź.- powiedziałam prawie błagalnym tonem.
-jak sobie życzysz.- pochylił się lekko i przejechał opuszkami palców po moim brzuchu. W ślad za palcami podążyły jego usta. Zostawiał lekkie pocałunki na moim brzuchu a jego dotyk przynosił mi ukojenie. Powinnam być na niego zła i czuć obrzydzenie po tym co zrobił tej dziewczynie ale teraz tylko on mógł zapewnić mi bezpieczeństwo a ja nawet nie wiem czy to była prawda. Po chwili Justin szybko wyszedł z samochodu by znaleźć się na miejscu kierowcy. Ruszył z parkingu szkolnego z  piskiem opon. Podniosłam się lekko na siedzeniu i za nim odjechaliśmy, przez okno zdążyłam zauważyć tego dupka wpatrującego się w samochód Justina i rozmawiającego przez telefon.

---------------------------------
czytasz=komentujesz <3
jeśli nie chce ci się pisać opinii to przynajmniej napisz zwykłe ,,czytam" :3 dziękuję za 2k wyświetleń i za te wszystkie komentarze <3 jesteście cudowni :3 JEŚLI KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH NIECH ZOSTAWI W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ Z TWITTERA LUB INNY NAMIAR <3 następny rozdział w środę <3 

środa, 15 maja 2013

14 rozdział


Następnego dnia obudziłam się po godz.12. dzisiejsza pogoda była zupełnym przeciwieństwem do wczorajszej. Promienie słońca wdzierały się do mojego pokoju przez zasłony. Usiadłam na łóżku i uśmiechnęłam się do siebie w przypływie energii. Gdy się odwróciłam i spojrzałam na drugi koniec łóżka wypełniła mnie jakaś pustka. No tak. Przez ostatnie dwa miesiące budziłam się obok najlepszego chłopaka na ziemi. Wreszcie wygramoliłam się w łóżka i zeszłam na dół po drodze upinając niedbałego koka. Na blacie w kuchni zobaczyłam talerz wypełniony kanapkami a obok niego kartkę.
,, Pojechaliśmy z ojcem do mechanika, żeby zobaczył co stało się z tym głupim samochodem. Po drodze zajedziemy jeszcze na większe zakupy więc będziemy jakoś wieczorem.
                                                                                                                                                                            mama.
PS. Smacznego ;) ‘’

uśmiechnęłam się głupio do kartki i zabrałam się a kanapki. po śmierci taty nasze kontakty o wiele się polepszyły i bardzo zbliżyłyśmy się do siebie. Szkoda że stało się to dopiero po tym tragicznym wydarzeniu.
Pomyślałam że mogłabym zadzwonić do Jade, żebym nie siedziała sama przez cały dzień. Mogłybyśmy pooglądać jakieś filmy i szczerze porozmawiać, bo ostatnio spędzałyśmy ze sobą mniej czasu z wiadomych przyczyn.
gdy zjadłam śniadanie, zrobiłam sobie kakao i poszłam do pokoju po telefon. Wybrałam numer Jade i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo?- usłyszałam głos Jade po kilku sygnałach.
-hej Jade! Pomyślałam że mogłabyś dzisiaj do mnie wpaść i pooglądałybyśmy jakiś film czy coś. Co ty na to?
-super! W sumie też chciałam do ciebie zadzwonić, bo nie mam w domu nic do roboty. Będę za jakąś godzinkę dobra?
-okej, będę czekała. I po drodze możesz zajechać i kupić nasze lody.- zaproponowałam.
-ok, to widzimy się za godzinę. Do zobaczenia. – zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć rozłączyła się.  Po odłożeniu telefonu na biurko odsłoniłam zasłony i usiadłam na parapecie kończąc kakao. Wpatrywałam się w widoki za oknem i myślałam nad tym ile się ostatnio zmieniło. Na lepsze. Miałam nadzieję że Justin zmieni się teraz i nie będzie ciągle oglądał się za wszystkimi dziewczynami. Miałam też nadzieję, że Logan nie okaże się takim dupkiem jak Sean i nie skrzywdzi Jade. Właśnie, Sean… cały czas po głowie chodziły mi jego słowa: ,,nacieszcie się sobą dopóki możecie” . nie wiem do czego ten dupek jest zdolny, ale z tego co mówił mi Jus wiem że był niebezpieczny. Po kilku minutach rozmyślania, zeszłam z parapetu i udałam się do łazienki i wzięłam szybki prysznic. po wyjściu ułożyłam sobie włosy i w samej bieliźnie. wróciłam do mojego pokoju.  stałam przed szafą i Wodziłam wzrokiem po szafkach myśląc w co się ubrać, kiedy kątem oka dostrzegłam dużo czarny samochód stojący przed moim domem. Gwałtownie się obróciłam tak że stałam wprost do okna. Zdziwiłam się i myślałam kto to może być, ponieważ mieszkałam na tak zwanym zadupiu. Jedna szyba była lekko uchylona i ktoś wpatrywał się dokładnie w moje okno. Przeraziłam się i szybko zasłoniłam zasłony. Wyjęłam z szafy luźne szorty i bokserkę i po wzięciu telefonu zeszłam ciągle przestraszona na dół. Poszłam do kuchni i wyjrzałam przez okno, by zobaczyć czy samochód cały czas tam stoi. Na szczęście niczego już tam nie było. Odetchnęłam z ulgą i udałam się do salonu żeby wybrać jakiś film, który mogłybyśmy obejrzeć. Po kilku minutach usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je a Jade z uśmiechem na twarzy od razu wparowała do mojego domu. Szybkim krokiem poszła do kuchni i wyszła z niej niosąc dwie łyżki. Zaśmiałam się i ruszyłam za nią do salonu. Usiadłyśmy na kanapie i włączyłyśmy film wcześniej prze ze mnie wybrany. Wybrałam horror ,, naznaczony”. Po chwili z napięciem siedziałyśmy wciśnięte w kanapę i obżerałyśmy się lodami.

film trwał jakieś 90 minut. Gdy skończyłyśmy oglądać, wyłączyłam telewizor i zaczęłyśmy plotkować. Jade cały czas nawijała a jej twarzy nie znikał uśmiech.
-Jade, co się stało że jesteś taka szczęśliwa ?- podjęłam wreszcie temat.
-nic konkretnego po prostu dobrze mi się układa z Loganem- powiedziała powoli i zaczerwieniła się.
-mhm, i na samą myśl o niczym konkretnym robisz się czerwona tak? Nooo co jest?- zaśmiałam się i czekałam aż zacznie mówić.
-no bo my… on z zrobił mi… no wiesz – odpowiedziała cicho jąkając się i robiąc się jeszcze bardziej czerwona. Wiedziałam o co jej chodziło i szczerze mówiąc zatkało mnie.
-a ale odwdzięczyłaś mu się? – zapytałam niepewnie nie wiedząc co powinnam powiedzieć.
-umm, nie. A myślisz że powinnam?- wpatrywała się we mnie czekając aż się odezwę.
-nie wiem jaka to była dokładnie sytuacja, ale myślę że jeszcze na wszystko macie czas.- uśmiechnęłam się lekko.

Rozmawiałyśmy jeszcze jakąś godzinę kiedy przyjechali moi rodzice a ja pożegnałam się z Jade. Od razu zostałam obrzucona przez rodziców pytaniami dotyczącymi wycieczki.  Opowiedziałam im o wszystkim oprócz tego że jestem z Justinem. Mój ojczym nie lubił gdy przyprowadzałam do domu kolegów i nie tolerował mojego spotykania się z nimi. Czułam że chciał mnie chronić, ale on naprawdę już przesadzał. Gdy powiedziałam rodzicom o Seanie mama była szczęśliwa i życzyła mi wszystkiego dobrego ale ojczym zabraniał mi się z nim spotykać. Oczywiście go nie posłuchałam, ale gdy tylko przyprowadzałam go do domu, zaraz robił mi wywody, aż w końcu skończyliśmy spotykać się w moim domu. Gdy przesłuchiwanie się skończyło wróciłam na górę żeby przygotować się na jutro do cholernej szkoły. W ogóle za nią nie tęskniłam ale z drugiej strony zobaczę jutro  Justina więc chciałam tam iść. Gdy pakowałam swoją torbę, usłyszałam dźwięk przychodzącego sms-a. chwyciłam telefon i przejechałam palcem po dotykowym telefonie że odczytać wiadomość.
od: Justin :*
,,otwórz okno od swojego pokoju, proszę” nie odpisałam nic tylko zdziwiona podeszłam do okna i otworzyłam je na oścież. Dokończyłam się pakować kiedy usłyszałam że ktoś otwiera okno które się przymknęło i wchodzi do środka. Zobaczyłam Justina, który trzyma się kurczowo za prawe ramię.
-boże Justin! Co się stało?- wykrzyknęłam głośno podchodząc do niego bliżej i patrząc na jego ramię. Oderwał rękę która zakrywała ranę a mnie zatkało.
-o mój boże- wydukałam cicho i przytuliłam go lekko uważając na jego ranę
-nie wiem co się stało. To wydarzyło się tak nagle. Wracałem do samochodu, gdy nagle podjechał duży czarny samochód. Wyskoczył z niego jakiś młody chłopak którego nigdy na oczy nie widziałem i  śmiejąc się wbił mi nóż w rękę, zanim zdążyłem cokolwiek zrobić wskoczył ponownie do samochodu i zaczął odjeżdżać krzycząc coś że moje… nasze szczęście nie potrwa długo i że masz całkiem niezłe ciało.- odpowiedział po chwili cały czas trzymając mnie w ramionach. Przeraziłam się. Czarny samochód, ten który stał przed moim domem. Byłam tego pewna.  Odsunęłam się od niego kiedy poczułam coś mokrego na mojej ręce. Krew Justina przeciekła już przez jego bluzkę brudząc mnie.
-daj trzeba to opatrzyć. – odezwałam się i zaczęłam zdejmować jego koszulkę. Gdy tylko spojrzałam na jego nagi tors jak zwykle mnie zatkało. Ale nie była pora na gapienie się więc szybko się otrząsnęłam i chwyciłam go za rękę, ciągnąc go w stronę łazienki. Zamknęłam za nami drzwi i kazałam mu usiąść na małym krześle które stało obok prysznica.
-tak się zastanawiam, o co mu chodziło mówiąc że masz niezłe ciało. – odezwał się niepewnie Justin.
-ja wiem o co mu chodziło. – szepnęłam cicho podchodząc do niego z apteczką którą wyjęłam z szafki. Gdy spotkałam jego pytający wzrok zaczęłam kontynuować. – gdy dzisiaj wzięłam prysznic i poszłam w samej bieliźnie do mojego pokoju, żeby wyjąć z szafy jakieś ubrania, zobaczyłam czarny samochód, a w nim jakiegoś chłopaka który wpatrywał się w moje okno.- dokończyłam i poczułam jak gwałtownie mięśnie Jusa się napinają. Wyjęłam z apteczki wodę utlenioną i zaczęłam przemywać ranę. Justin nie odpowiedział nic tylko siedział i przyglądał się jak zakręcam wokół jego ramienia bandaż. Gdy skończyłam usiadłam mu na kolanach i wtuliłam się w niego czując się naprawdę bezpieczna. Próbowaliśmy przetrawić wiadomości które właśnie usłyszeliśmy.  Po chwili wstałam i odłożyłam na miejsce apteczkę po czym odezwałam się cicho do chłopaka łapiąc go za zdrową rękę.
-chodźmy do pokoju. Nie odpowiedział tylko ruszył za mną. Gdy znaleźliśmy się w moim pokoju zamknęłam drzwi na klucz żeby uniknąć nie zapowiedzianych odwiedzin któregoś z rodziców. 
-chcesz zostać na noc?- zapytałam Justina który objął mnie w pasie i pocałował w czubek głowy.
-z miłą chęcią- oparł i posłał mi swój zniewalający uśmiech.  Podeszłam do szuflady w której trzymałam luźne koszulki do spania i wyciągnęłam jedną.
- odwróć się na chwilę- zaśmiałam się , odwracając się do Jusa który cały czas mi się przyglądał. Ten w odpowiedzi też się zaśmiał lecz, nie odwrócił się tylko podszedł bliżej. Swoimi rękoma chwycił koszulkę którą miałam na sobie i powoli zaczął podciągać ją do góry uśmiechając się przy tym. Pozwoliłam mu ściągnąć z siebie koszulkę podnosząc ręce do góry. W odpowiedzi na ten gest, chłopak jeszcze szerzej się uśmiechnął a po chwili zaczął mierzyć moje ciało wzrokiem.
-nie wiem kim ten palant był ale nie kłamał- szepnął mi do ucha, a ja poczułam jak się czerwienię. Nie odpowiedziałam nic więc Justin wyjął mi czystą koszulkę z rąk i przełożył przez głowę. Następnie przyciągnął mnie bliżej siebie i zachłannie pocałował. Nasze wargi toczyły ze sobą wojnę, poruszając się coraz szybciej. po chwili na swojej dolnej wardze poczułam język Justina, który prosił o dostęp. Chętnie na to przystałam i już po chwili nasze języki zaczęły walczyć o dominację. Gdy się od siebie oderwaliśmy, Justin pociągnął mnie za rękę tak że wylądowałam na łóżku a on sam po chwili do mnie dołączył. Tym razem jego pocałunki przeniosły się na szyję. Jęknęłam cicho gdy Justin lekko zassał moją skórę. Nie przerywając swoich pocałunków chłopak sięgnął rękoma do moich bioder i zsunął ze mnie moje szorty. Dopiero gdy to zrobił oderwał się ode mnie i zaczął rozpinać swoje spodnie. Ja w tym czasie wskoczyłam pod kołdrę i czekałam aż do mnie dołączy. Gdy już został w samych bokserkach wsunął się na miejsce obok mnie i oplótł mnie swoimi rękami, przyciągając bliżej. Uśmiechnęłam się do niego i wtuliłam w jego tors.
-Justin… boję się – odparłam po chwili i przysunęłam się do niego jeszcze bardziej.
-dopóki jesteś ze mną nie dam nikomu cię skrzywdzić- odpowiedział a po chwili dodał jeszcze:- ufasz mi?
-jak nikomu innemu- szepnęłam cicho i już nikt więcej się w tej sprawie nie odezwał.
 Leżeliśmy tak w ciszy ciesząc się naszą wzajemną bliskością. Po pewnym czasie, gdy zrobiło mi się trochę niewygodnie, pchnęłam lekko Justina żeby położył się na plecach a sama położyłam głowę na jego torsie i zaczęłam kreślić na nim jakieś wzory. Gdy poczułam że moje powieki zaczynają opadać, wplotłam swoje nogi między nogi mojego cudownego chłopaka i zasnęłam w jego ramionach.
-----------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
rozdział trochę krótszy od pozostałych, ale coś się wreszcie zaczyna dziać. <3 dziękuję za wszystkie 
miłe komentarze. Nie wiecie jak bardzo one mnie motywują do dalszego pisania <3 kocham was <3 JEŚLI KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANY O NOWYCH ROZDZIAŁACH TO NIECH ZOSTAWI W KOMENTARZU SWOJĄ NAZWĘ Z TWITTERA <3
 

poniedziałek, 13 maja 2013

13 rozdział


 Leżeliśmy tak jakiś czas w zupełnej ciszy gdy nagle Jus oznajmił mi że idzie wziąć prysznic. Wszedł z niego po jakichś 15 minutach.  Jego włosy sterczały w każdą możliwą stronę a pięta koszulka opinała jego mięśnie bezucha. Nie powiem, wyglądał seksownie. Ale nie czas był na takie głupoty. Przez ten cały czas myślałam jakie oni mieli z Seanem wspólne sprawy i co  mogło się między nimi stać. Sean był typem chłopaka który umiał się odegrać i miał kontakty z ludźmi którzy nie byli dla niego dobrym towarzystwem. Mam nadzieję że Justin nie wpadł w jakieś gówno. Usiadł na swoim łóżku schował twarz w swoich dłoniach i głośna westchnął. Podeszłam do niego cicho i przytuliłam go lekko.
-powiesz mi?- zaczęłam cicho.
-dobrze, tylko się nie denerwuj i mnie nie odtrącaj, okej? – zapytał również cicho.
-dobrze.
-nie wiem czy wiedziałaś czym zajmował się twój chłopak kiedy byliście razem. – zrobił kilkusekundową przerwę-  Był dilerem narkotyków- powiedział a ja zastygłam w miejscu.- i nie tylko dilerem ale to już nieważne.  I sprawa jest taka że Sean ze swoimi kolegami, których pewnie nawet nie znasz chcą się na mnie zemścić  za to że go pobiłem i że niby zabrałem mu Ciebie. I miałem… mam u niego spory dług bo kupiłem od niego niedawno trochę towaru. Na początku dał mi 6 miesiący na spłacenie całego długu, a teraz zmienił datę i chce tych pieniędzy do końca tygodnia. A jak mu ich nie oddam to będzie chciał się zemścić, a ja wiem że on nie żartuje i wiem do czego jest zdolny. – dokończył a ja nie mogłam z siebie wydusić ani jednego słowa. po głowie chodziło mi tylko jedno pytanie.
-bierzesz prochy? – wypaliłam szybko i spojrzałam na niego.
-nie, już nie- zamurowało mnie po raz kolejny.
-jak to JUŻ nie?-  wymamrotałam cicho
-zaczęło się jakieś 2 lata temu, kiedy nie byłem jeszcze ani trochę popularny w szkole, a za wszelką cenę chciałem taki być. Wtedy Sean i jego koledzy zaproponowali mi to. Nie potrafiłem odmówić, a oni chcieli tylko kasy. Ja się uzależniłem i płaciłem im a oni byli zadowoleni, ale wszystko odbywało się w tajemnicy. Wtedy stałem się tym kim jestem teraz przez to poznałem Seana, a on zawsze był w szkole popularny . Wtedy te wszystkie dziwki z naszej szkoły chciały mieć mnie w łóżku co mi się podobało.. wszystko było dobrze dopóki nie zacząłem przedawkowywać. Wtedy musiał mi pomagać specjalista i jakoś z tego wyszedłem. Zresztą nie będę zanudzał Cię moimi nudnymi opowieściami, tylko po prostu ja nie mam tej kasy i nie skombinuje jej do końca tygodnia  boję się  że jak będzie chciał się odegrać, może coś zrobić tobie. – spojrzał mi wreszcie w oczy i tak wpatrywaliśmy się w siebie. Nie wiedziałam co powiedzieć, ale wiedziałam że chcę mu pomóc. Nie wiedziałam też że przechodził przez to wszystko.
-pomogę Ci. Ile potrzebujesz tych pieniędzy?- powiedziałam wstając z miejsca i chciałam wstać żeby podejść do torby w której miałam portfel.
- równo 500 złotych, ale jakoś sobie poradzę, spokojnie- odparł i złapał mnie za nadgarstek i pociągnął lekko tak żebym siedziała mu na kolanach.
-jak w kilka dni zdobędziesz 500 złotych?
-coś wykombinuję, spokojnie.
-nie chcę żebyś kombinował Justin. Pożyczę Ci te pieniądze, kiedyś tam mi oddasz- odpowiedziałam  mu z determinacją w głosie.
-nie wiem czy to dobry pomysł, nie chce Cię wykorzystywać.
- sama to zaproponowałam więc to nie jest wykorzystywanie. A teraz chodźmy już spać, dobra?- zapytałam i zeszłam z jego kolan po czym wskoczyłam po moją kołdrę.
-a mogę spać z Tobą?- usłyszałam po chwili jego niewinny głos.
.-mhm-mruknęłam cicho i chciałam już jak najszybciej zasnąć. Poczułam jak wsuwa się pod moją kołdrę a potem bez wahania obejmuje mnie w pasie i przyciąga bliżej.


Nadszedł wreszcie dzień powrotu. Po dwóch miesiącach chciałam wreszcie wrócić do domu i zasnąć wreszcie w swoim łóżku. od incydentu z Seanem do końca wycieczki obyło się w miarę spokojnie, bez żadnych większych kłótni. Pożyczyłam Justinowi trochę pieniędzy i spłaciliśmy razem jego dług, lecz Sean ciągle patrzył na nas z obrzydzeniem i coś mi mówiło że nie ma zamiaru zostawić tego wszystkiego takim jakim jest. Przeprowadziliśmy jeszcze kilka głośnych wymian zdań z Justinem lecz później wszystko było dobrze. Na szczęście.

Była godzina 21.30 i siedzieliśmy wszyscy zmęczeni w autokarze. Dałabym  wszystko żeby znaleźć się w swoim łóżku i porządnie się wyspać. Wszyscy wokół mnie spali, rozmawiali lub tak jak ja czytali książki. Jechaliśmy już jakieś 5 godzin, więc zostały jeszcze jakieś 2. W końcu literki zaczęły mi się rozmazywać a powieki zrobiły się ciężkie. Odłożyłam więc książkę na bok, zaznaczając stronę na której skończyłam po czym położyłam głowę na ramieniu Justina który słodko spał obok mnie oparty głową o szybę. Przez chwilę się w niego wpatrywałam.  Codziennie na nowo odkrywałam  jaki jest piękny. Jego włosy były potargane na wszystkie strony a jego pełne różowe usta lekko otwarte. Mimowolnie uśmiechnęłam się, przez to jak bezbronnie wyglądał. Ani trochę nie przypominał tego wybuchowego chłopaka którym był na co dzień. Wreszcie odwróciłam od niego wzrok i zamknęłam oczy wtulając się w niego jeszcze mocniej.

Obudził mnie czyjś zaspany głos.
-jesteśmy na miejscu skarbie- od razu rozpoznałam ten głos i otwierając oczy lekko się uśmiechnęłam. Ujrzałam ślicznego chłopaka który jedną ręką mnie obejmował a drugą gładził mój policzek. Siedzieliśmy tak chwilę, po czym cicho ziewnęłam a ten lekko zachichotał. Wpatrywaliśmy się w siebie chwilę kiedy przeszkodził nam  czyjś głos.
-nacieszcie się sobą póki możecie- odwróciłam głowę i zobaczyłam Seana który szczerzył się do nas szyderczo. Nie wiem gdzie zniknęła jego ciepła toń głosu i ten śliczny uśmiech w którym kiedyś się zakochałam. Nigdy nie był taki w stosunku do mnie, nawet jak się pokłóciliśmy. Po chwili odszedł z nieznikającym uśmieszkiem na twarzy. 
-nie przejmuj się nim. Nic ci się nie stanie. Obiecuję- Jus szepnął mi cicho do ucha a ja miałam nadzieję że tak właśnie będzie. Otrząsnęłam się i powoli wstałam. Przez okno zobaczyłam że jesteśmy już pod szkołą. Staliśmy na parkingu obok wielu samochodów, którymi rodzice przyjechali by odebrać swoje dzieci. Nigdzie nie mogłam dostrzec czarnej insigni mojego taty, zdziwiłam się bo przecież nie mogłam wrócić do domu w taką pogodę. Całe niebo pokryte było ciemnymi chmurami z których lał się siarczysty deszcz. Znajomi którzy już wyszli z autobusu szybko brali swoje walizki i biegli w stronę samochodu, żeby mieć jak najmniej kontaktu z deszczem. Po chwili poczułam wibrację mojego telefonu. Na ekranie wyświetlił się numer mojej mamy.
-halo? – odebrałam, przesuwając palcem po dotykowym ekranie.
-dzień dobry kochanie. Mamy mały problem z samochodem i wychodzi na to że nie mamy jak po ciebie przyjechać. Czy mogłabyś zabrać się z Jade lub Seanem?- zapytała mama zupełnie nieświadoma ile się w czasie tej wycieczki zmieniło. Skrzywiłam się słysząc to imię. Odkręciłam się żeby spojrzeć na siedzenie na którym siedziała wcześniej przyjaciółka lecz nie było jej tam.
-ja mogę cię podwieźć jeśli chcesz.-  powiedział cicho Jus.
-no więc?- odezwała się ponownie mama, kiedy przez dłuższą chwilę się nie odzywałam.
-dobrze, będę za jakieś 20 minut. Do zobaczenia- odpowiedziałam i szybko się rozłączyłam unikając pytań z kim w końcu pojadę. Nie chciałam jej o tym wszystkim mówić przez telefon a bez pytań by się nie obyło.
- z kim ty wracasz?- odwróciłam się do Justina.
-kolega przyjeżdża po mnie, nie będzie miał na pewno nic przeciwko żeby Cię podrzucić.- uśmiechnął się po czym chwycił swój plecak i moją torbę i pchnął mnie lekko w kierunku wyjścia z autobusu.
wyszliśmy z niego i od razu powitały nas zimne krople deszczu. Wzięliśmy szybko swoje walizki po czym pobiegliśmy w stronę samochodu który wskazał mi Justin. Chłopak kazał mi wsiąść do samochodu kiedy sam chował nasze walizki do bagażnika. Na fotelu kierowcy siedział dość przystojny blondyn z piwnymi oczami.
- hej, jestem Emily- odezwałam się pierwsza i wyciągnęłam w jego kierunku rękę.
- John- odpowiedział krótko ściskając moją rękę i uśmiechając  się. – jesteś nową dziewczyną Justina?- wypalił nagle nie przestając się uśmiechać. Poczułam się trochę skrępowana.
-um, noo…tak- odpowiedziałam spuszczając wzrok. Wtedy do samochodu wszedł Justin. Zdziwiło mnie że nie usiadł z przodu tylko wcisnął się na tylne siedzenie obok mnie.
-siema John!- krzyknął od razu Justin i się szeroko uśmiechnął. John odpowiedział mu tym samym i  gdy podałam mu adres mojego domu, ruszyliśmy w  jego stronę. Moim ciałem nagle wstrząsnął dreszcz, ponieważ deszcz zdążył zmoczyć moją cienką koszulkę i zrobiło mi się chłodno. Justin od razu oplótł mnie swoim ramieniem. Uśmiechnęłam się do niego i cmoknęłam go lekko w policzek. John cały czas obserwował nas w lusterku i uśmiechał się pod nosem. Deszcz zaczynał padać coraz gwałtowniej i dało się słyszeć odgłosy nadchodzącej burzy.
-jesteśmy na miejscu- oznajmił po kilku minutach kolega Jusa. chciałam  już wysiąść z samochodu kiedy zatrzymały mnie czyjeś silne ręce.
-zaczekaj, wezmę twoje walizki.- odezwał się Jus i wysiadł z drugiej strony.
-długo jesteście razem? – odezwał się znowu John patrząc na nie przez lusterko.
-jakieś 2 miesiące – odpowiedziałam znowu zmieszana jego pytaniem.
-nie wierzę że nasz Jus potrafi tyle czasu wytrzymać z jedną dziewczyną. Najwyraźniej  musi coś do Ciebie czuć, bo jego najdłuższy związek do tej pory trwał 2 tygodnie, bo laska z  którą był zgrywała niedostępną i przeleciał ją dopiero po dwóch tygodniach.- trochę przeraziły mnie jego słowa i obrzydziły. Wiedziałam że Justin był taki ale i tak to mną lekko wstrząsnęło. – ale nie martw się widać że on Cię lubi. Widzę jak na Ciebie patrzy- dodał jeszcze i puścił mi oczko po czym znów się odwrócił. Wtedy drzwi znowu się otworzyły, a w nich stał cały mokry Justin.
-możemy iść- uśmiechnął się i wolną rękę wyciągnął w moim kierunki pomagając mi wysiąść. Rzuciliśmy sobie z Johnem krótkie ,,cześć” i zatrzasnęłam drzwi samochodu. Trzymając się za ręce pobiegliśmy w stronę mojego domu i stanęliśmy na podeście pod daszkiem, gdzie deszcz nas nie dosięgał.
-trudno mi się z tobą rozstawać. Przyzwyczaiłem się do Ciebie- odezwał się bawiąc się naszymi palcami.
-przecież się nie rozstajemy . za 2 dni zobaczymy się przecież w szkole- zaśmiałam się i przysunęłam się bliżej niego.
-dla mnie to cała wieczność- odparł a jego głos przepełniony był szczerością. Spojrzeliśmy sobie w oczy i już po chwili nasze wargi przylgnęły do siebie. Jak zwykle poczułam że się rozpływam. Jego ręce znalazły się na mojej talii i przyciągnął mnie bliżej. Moja ręka gładziła jego policzek kiedy nasze usta ciągle się ze sobą zmagały.  Przerwał nam odgłos klaksonu w samochodzie Johna. Oderwaliśmy się od siebie patrząc w jego stronę. On wpatrywał się w nas rozbawiony a Jus  posłał mu zabijające spojrzenie.
-idź już- odezwałam się cicho biorąc swoje torby. Justin cmoknął mnie szybko w usta i pobiegł szybko do samochodu. Zanim do niego wszedł posłał mi szybkie spojrzenie. Po chwili samochód odjechał a ja chwyciłam za klamkę i weszłam do tego znajomego domu za którym tak się stęskniłam. Po kilkunastu minutach obściskiwania się wreszcie znalazłam się w swoim pokoju. Rzuciłam wszystkie swoje rzeczy na podłogę i szybko udałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zmyłam cały makijaż założyłam piżamę i rzuciłam się na łóżku wtulając się w poduszkę którą przez te 2 miesiące zastępował mi Justin. Po chwili usłyszałam dochodzący dźwięk sms-a. podniosłam się z łóżka i chwyciłam z półki telefon po czym znowu rzuciłam się na łóżko. Odblokowałam ekran mojego iphona i otworzyłam wiadomość.
od Justin :* :
Dobranoc, skarbie <3 – opisałam mu szybko krótkie ,,dobranoc :* ‘’ i zasnęłam w błyskawiczny tempie.
------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ <3 przepraszam że dopiero dodaję rozdział ale miałam zabranego laptopa :/ moim zdaniem rozdział trochę nudny, ale w następnych coś się wreszcie ciekawszego wydarzy ;) jeśli to czytasz to proszę zostaw komentarz. wystarczy zwykłe ,,czytam” i nic więcej <3 jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach to w komentarzu zostaw swoją nazwę z Twittera lub jakiś inny namiar <3 i jeszcze dodam że teraz rozdziały będą dodawane zawsze w środy i soboty, bo mam teraz strasznie dużo popraw więc nie dam rady co drugi dzień dodawać nowych rozdziałów. <3